
Najpierw czarny śmigłowiec kilkukrotnie kołował nad centrum Stalowej Woli, potem zniknął w oddali. Następnie na ulicę Wałową zajechał opancerzony Tur VI, z którego wysiadł detektyw Rutkowski z żoną i dziećmi.
Detektyw Rutkowski dotarł na Podkarpacie śmigłowcem i miał w planach wylądować z zaskoczenia tuż przy miejscu, w którym odbywało się otwarcie nowej kliniki stalowowolskiego dentysty. Związek detektywa z lekarzem nie jest tajemnicą, bo jego małżonka i jej córka właśnie na Podkarpaciu zyskały w ostatnich tygodniach tzw. hollywood smile, o czym opowiadała Maja Rutkowski na Instagramie i kanale na YouTube.
Pilot śmigłowca, po wykonaniu kilku okrążeń nad miastem, skierował się na pobliskie lotnisko w Turbi. Mimo to detektyw z rodziną pojawił się i tak z przytupem, bo pojazdem, którego w Polsce używa wyłącznie wojsko i antyterroryści. Czarny TUR VI/LTO to zbudowany na bazie MAN-a TGM 4×4. Pojazd to kulo-, granato-, mino- i wstrząsoodporna zabudowa. Wartość pojazdu to około 3 mln zł!
– Bardzo zależało mi na utrzymaniu niespodzianki w postaci lądowania śmigłowcem w tajemnicy, ale gdyby pilot wylądował w tym miejscu, w którym planowaliśmy, to mógłby stracić licencję – przyznał Krzysztof Rutkowski po przybyciu na miejsce. – Takie pozwolenie wydaje prezydent miasta. Tu, przez to, że planowana była niespodzianka, nikt o nie po prostu wcześniej nie wystąpił. Najważniejsze jednak, że udało nam się dotrzeć na czas.
Małgorzata Rokoszewska


