Wielu z nas odczuwa brak czasu. Nie starcza go dla rodziny, brakuje, by poświęcić się hobby, nie mamy go także dla Pana Boga. Wielki Post ma nam pomóc wyhamować w codziennej gonitwie i pomóc odnaleźć w życiu to, co najważniejsze. A jeśli nie zdążyliśmy przystopować po środzie popielcowej, to spróbujmy to chociaż zrobić w Wielkim Tygodniu.
Wielki Post dłuży się aż przez czterdzieści dni. Te kilka tygodni to okazja do tego, by przeżyć je inaczej niż pozostałe dni w roku.
Inaczej, czyli jak?
Żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, trzeba chwili zastanowienia się nad tym, co robimy codziennie, gdy wstajemy rano z łóżka? Czy spieszymy się do pracy, jak zachowujemy się, gdy już jesteśmy nią zajęci? Jeśli pracy nie mamy, czym zajmujemy się od rana? Czym wypełniamy chwile odpoczynku? Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcamy sobie? Ile naszym bliskim? Ile Panu Bogu? Wypadający w środku tygodnia Popielec był takim ręcznym hamulcem, który miał być okazją do tego, by z pełnych obrotów, zwolnić nagle i stanąć na wprost tego, jacy jesteśmy i jak przeżywamy każdy dany nam dzień. Nie było jednak łatwo tak przystopować w środku tygodnia i z dnia na dzień wprowadzić zmiany, nawet jeśli dostaliśmy wskazówki, którymi powinniśmy się kierować. A tymi wskazówkami miały być: modlitwa, post i jałmużna. Przed nami ostatnie dni na to, by zaryzykować pójść chociaż jedną ze wskazanych dróg.
Za kogo się modlisz?
Pierwsza ze wskazówek jaką otrzymujemy na Wielki Post to modlitwa. Ma nam pomóc zbliżyć się do Boga, ale też to właśnie przez modlitwę najłatwiej ułożyć sobie hierarchię wartości, która uporządkuje nasze życie.
– Mówiąc o modlitwie w kontekście Wielkiego Postu warto zadać sobie pytanie: „za kogo się modlę?”. Czy głównie za siebie, za własne potrzeby, za tylko moje sprawy? Czy modlę się za moich najbliższych, czy modlę się za to, co dzieje się tylko na moim podwórku, czy też za sprawy ważne, które dotyczą innych? – tłumaczy w jednym z kazań o. Krzysztof Parol.
Odpowiedzi na te pytania, jeśli ujawniają nasz egoizm powinny być przyczynkiem do podjęcia ryzyka, o którym mówi dominikanin. Rzucenia się na głęboką wodę i objęcie modlitwą tych, dla których dotychczas brakowało nam czasu, którzy nas nie obchodzili, a którzy tej modlitwy potrzebują bardziej niż my.
Jałmużna lekarstwem na grzechy
Drugim krokiem do tego, by oprócz czubka własnego nosa, zobaczyć także coś więcej, jest jałmużna. – Wiele osób narzeka, że żyje im się skromnie. Gdy jednak na chwilę przestaniemy myśleć o sobie, a rozglądniemy się wokół nas, okaże się, że jest wiele osób, którym żyje się gorzej i że można im pomóc – mówi o. Krzysztof Parol. – A pamiętajmy, że każdy taki gest będzie nam wynagrodzony stokrotnie.
Pismo święte uczy, że jałmużna gładzi grzechy. Nie w taki jednak sposób, w jaki płaci się odszkodowanie za straty. Jałmużna, o ile jest darem serca, jest lekarstwem na grzechy. Jest panaceum na chorobę ducha. Pomagając potrzebującemu, tak naprawdę pomagamy także sobie.
– Jałmużna jest darowaniem drugiemu człowiekowi tego, co mu potrzeba, w odpowiednim czasie. Prawdziwy jałmużnik daje tak, że nie wie, że daje, wydaje mu się, że dawanie jest oczywiste, że nie można było inaczej. Niektórzy ludzie dają czasem jakiemuś żebrakowi na ulicy kilka złotych, aby uspokoić swoje sumienie, że dają jałmużnę. Potem, gdy spotkają kogoś naprawdę potrzebującego, kto wymaga więcej serca, niczego mu już nie dają, bo mają wymówkę, że już coś ofiarowali. Tymczasem prawdziwy jałmużnik nie czyni z tego, że dał, wymówki ani uspokojenia sumienia – tłumaczy o. Piotr Oktaba na portalu dominikanie.pl.
Post uwrażliwia na potrzeby innych
Trzecia ze wskazówek to post. W sensie rezygnacji z zabawy, odmówienia sobie przyjemności i pokarmów. Post nie dotyczy bowiem tylko mojej relacji do Boga. Ważnym aspektem postu jest jego wymiar społeczny. Odmawiając sobie pokarmu, ale i innych dóbr, które nie są niezbędne do życia, po pierwsze staję się bardziej wrażliwy na potrzeby innych, po drugie zaś – z pieniędzy, których nie wydam na te dobra, mogę te potrzeby drugich zaspokoić. Jeśli nawet nie mam pieniędzy, mogę poświęcić innym czas.
Modlitwa, jałmużna i post to nie cel sam w sobie. To narzędzia.
– Gdy skorzystamy z tych narzędzi mamy szansę zmienić się i zacząć żyć po bożemu, a po bożemu, to znaczy po prostu po ludzku – podsumowuje o. Krzysztof Parol.
Małgorzata Rokoszewska


