
To jest chwila. Skok, płytka woda i uderzenie głową o dno. Złamany kręgosłup szyjny oraz uszkodzony rdzeń kręgowy. W ciągu kilku sekund paraliż tułowia, nóg i częściowy rąk. Nieraz ruszać można tylko głową. Gdy nie ma nikogo w tym czasie w pobliżu lub nikt nie potrafi nam pomóc, to sparaliżowany po prostu się topi.
Każdego roku w okresie wakacji młodzi ludzie skaczą bezmyślnie do wody nie sprawdzając wcześniej głębokości. Wielu z nich przez głupotę, brawurę, popisy przed dziewczynami czy alkohol skoczyło na głowę do płytkiej wody i teraz żyją sparaliżowani na wózkach inwalidzkich.
Rajmund Zięba, prezesa IKS Jezioro Tarnobrzeg, już od blisko 20 lat na początku wakacji ostrzega młodzież przed skutkami feralnych skoków do wody. Jego głos ma przebicie, bo sam porusza się na wózku inwalidzkim z powodu obrażeń doznanych w wypadku samochodowym. Ma złamany kręgosłup i zna z autopsji dolegliwości, z którymi mierzą się tzw. skoczkowie.
Tarnobrzeżanin apeluje do młodych, by przed każdym skokiem „na główkę” sprawdzali głębokość wody w miejscu, w którym chcą skakać po raz pierwszy, ale i w miejscu, w którym już skakali.
– Pamiętaj, zanim skoczysz na głowę do wody, sprawdź jej głębokość – mówi Rajmund Zięba. – Kolejny rok ostrzegamy przed kalectwem, ponieważ bezmyślne skoki na głowę do wody (do jeziora, rzeki, stawu czy innego zbiornika wodnego) bez sprawdzenia jej głębokości, mogą zakończyć się tragicznie i w sekundzie mogą zmienić wasze życie.
– To jest chwila. Skok, płytka woda i uderzenie głową o dno. Złamany kręgosłup szyjny oraz uszkodzony rdzeń kręgowy. W ciągu kilku sekund paraliż tułowia, nóg i częściowy rąk, a w wielu przypadkach nawet całkowite porażenie czterech kończyn i całego ciała. Możemy ruszać tylko głową, podkreślam – tylko głową. Gdy nie ma nikogo w tym czasie w pobliżu lub nikt nie potrafi nam pomóc, to sparaliżowani topimy się – informuje Rajmund Zięba.
Gdy ratowanie tonącego powiedzie się, życie jego i jego najbliższych zmienia się o 180 stopni.
Co się dzieje, gdy uda się odratować tzw. „skoczka”.
Jak wielokrotnie podczas spotkań z młodzieżą opowiadał Rajmund Zięba, potem jest szpital, bardzo długa i ciężka rehabilitacja. Medycyna na dziś nie znalazła lekarstwa, by te uszkodzenia wyleczyć. Nie ma żadnej innej metody by taką osobę przywrócić z powrotem do pełnej sprawności. Postawić na nogi, odwrócić paraliż, przywrócić czucie ciała. Wymaga ona stałej opieki innych osób. Oprócz paraliżu osoba ta narażona jest na wiele innych schorzeń towarzyszących temu uszkodzeniu i życiu na wózku np. odleżyny, kłopoty z układem krążenia, pęcherzem, nerkami i innymi.
– Feralny skok na głowę to życiowa tragedia tego młodego człowieka i jego rodziny – wylicza prezes IKS Jezioro Tarnobrzeg.
mrok


