Paweł miał najgorzej

Paweł Cz. odpowiada za zabójstwo ojca. Grozi mu od 8 lat pozbawienia wolności do dożywocia. Bliscy nie mają jednak do niego żalu o to, co się stało i stoją za nim murem. Fot. Bogdan Myśliwiec

– Ojciec pił i wyżywał się na mnie. Sam nie pracował. Był na utrzymaniu mamy, odkąd stracił pracę za picie. Do mnie pretensje miał od zawsze: że nie pomagam, że z domu wychodzę. Wyzywał mnie, bił i poniżał. Zawsze prowokował. Zanim to się stało, kłóciliśmy się już trzy dni. Zrobił mi awanturę przy kolegach, szarpał mnie. Ja nie chciałem tego dnia spać w domu, bo bałem się, że coś mi zrobi, że mnie pobije. Chciałem wyjść przez kotłownię, żeby go nie spotkać. Tak się jednak stało, że on tam był… – mówił we wtorek przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu 26-latek z Zabrnia, który odpowiada za zabójstwo ojca.

11 września ubiegłego roku było już ciemno, gdy Paweł Cz. szedł przed siebie bez celu. Patrol policji zatrzymał go, gdy był w oddalonych od domu o niecałe 5 km Furmanach. Mundurowy poinformował go wówczas, że zostaje zatrzymany w związku z zabójstwem jego ojca.

Nic nie mówił

Paweł Cz. pamięta ten moment. Zeznając we wtorek w sądzie przyznał, że nie stawiał oporu przy zatrzymaniu. Nic też nie mówił. Podczas przesłuchania przyznał się, że dźgnął ojca w klatkę piersiową. Opisał, że miało to miejsce w kotłowni jego domu. Wszystko wydarzyło się w ciągu kilkudziesięciu sekund. Zapamiętał plamę krwi, która przebiła się przez koszulę ojca, pamięta, że po zadanym ciosie wyjął nóż z ciała ojca. Wyrzucił go na podłogę, ale potem go podniósł i zabrał ze sobą, wyrzucił go na jedną z posesji w drodze do Furman.
– Tego dnia pomagałem sąsiadowi przy wykopkach. Ojciec też mu pomagał. Gdy skończyliśmy robotę, poszedłem jeszcze pod sklep spotkać się z kolegami. Mieliśmy piwo i piliśmy za sklepem. Wtedy przyjechał ojciec i zaczął się na mnie drzeć – mówił Paweł Cz., składając wyjaśnienie przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu. – Miał pretensje o to, że nie ma mnie ciągle w domu i że nie pomagam. Mówił, że do niczego się nie nadaję. Pokłóciliśmy się, a on robił się coraz bardziej zły. Zaczął do mnie skakać z rękami. Koledzy pomogli mi go odciągnąć i nas rozdzielili. Ojciec odjechał i ja też potem wróciłem do domu. Byłem jednak roztrzęsiony. Chciałem się spakować i wyjść. Tak po prostu bez celu, spać poza domem. Chciałem wyjść, bo bałem się, jak to się może dziś skończyć. Bałem się, że mnie pobije. Postanowiłem wyjść z domu przez kotłownię, żeby uniknąć kontaktu z ojcem.

On tam był i rzucił się na mnie

Z zeznań Pawła Cz. wynika, że zastał ojca w kotłowni. Na pytanie sądu, co 58-
-latek mógł robić w tym czasie w tym pomieszczeniu, oskarżony przyznał, że dokładnie nie wie.
– Może ojciec palił papierosa, bo często tak robił, a może po prostu poszedł tam posiedzieć, bo też tak bywało – mówił 26-latek.
W tragicznej chwili, według zeznań Pawła Cz., ojciec złapał go, gdy tylko go zobaczył . Kolejny raz zaczął krzyczeć. Chwycił go za obie ręce i nie pozwalał mu się oswobodzić. Ten, próbując się ojcu wyrwać, sięgnął w końcu po nóż, który miał w kieszeni spodni. Mężczyzna jest leworęczny i nóż trzymał w lewej ręce. Zadał jeden cios. Wbił nóż w klatkę piersiową 58-latka. Zraniony mężczyzna w tej samej chwili osunął się na składowane w kotłowni drzewo. Nic już nie krzyczał. Paweł Cz. wyjął nóż z ciała i rzucił na podłogę – tak przynajmniej zeznał. Widział, że na koszuli ojca pojawia się czerwona plama. Plama krwi.
– Wtedy do kotłowni weszła siostra i mama. Mama zaraz wybiegła, żeby zadzwonić po pogotowie. Ja wtedy wróciłem po plecak i wyszedłem z domu. Poszedłem bez celu. W stronę Furman – mówił Paweł Cz. – Nikt mnie nie zatrzymywał.

Bił brata, dusił go i ścigał z siekierą

We wtorek, w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu zeznania złożyła również m. in. matka Pawła Cz. oraz jego trzy siostry – dwie rodzone i jedna przyrodnia. To z ich relacji dowiedzieliśmy się o dramacie, które rozgrywał się w domu Cz. od wielu, wielu lat.
– Ojciec był alkoholikiem odkąd pamiętam – mówiła jedna z sióstr występująca w procesie w charakterze świadka. Młoda kobieta studiuje, tragicznego dnia nie było jej w domu. Dzień wcześniej wyjechała na wakacje. O tragedii dowiedziała się od siostry.
– Ojciec nie pracował, pieniądze brał od mamy. Czasem zabierał nam kieszonkowe. Ojciec zawsze brata prowokował. Wyzywał go, był agresywny. Bił go. Zdarzało się, że go dusił. Ścigał go z siekierą. Brat uciekał przed nim z domu. Nie dawał się sprowokować, chociaż brat też już czasami nie wytrzymywał. Pyskował mu. Zawsze te sytuacje jednak prowokował ojciec. Brat był spokojny. Nigdy nam ani mamie krzywdy nie robił. Mama, jak były takie sytuacje, to odciągała brata od ojca.
Sąd pytał członków rodziny Pawła Cz. o to, dlaczego nie wzywali policji, jeśli w domu dochodziło do przemocy domowej? – Czasem dzwoniliśmy po policję, ale ojciec nie pozwalał dzwonić, a myśmy się bali. Baliśmy się tego, co będzie jak wróci. Że coś nam wtedy zrobi. On był bardzo mściwy. Nie mamy żalu do brata o to, co się stało – mówiła siostra oskarżonego. – On nas od zawsze wyzywał, mówił, że wstydzi się takich dzieci. Wyganiał z domu, mówiąc, że on ten dom zbudował. Bił nas i groził różnymi przedmiotami. I tak było i wcześniej, i ostatnio. On nas gnębił psychicznie. Potrafił leżeć cały dzień na kanapie i tak nas wyzywać. Wszyscy mamy problemy psychiczne przez ojca. Przez tę atmosferę w domu. Ja też miałam myśli samobójcze. Myślałam, że lepiej jest nie żyć, niż żyć w takiej rodzinie jak nasza. Ja ojca nienawidziłam.

Brat miał najgorzej

Druga z sióstr oskarżonego wypowiadała się w podobnym tonie. To ona jest jednym z najważniejszych świadków procesu. Młoda kobieta weszła do kotłowni, gdy ojciec jeszcze oddychał, brat miał wówczas stać zaledwie krok od niego.
– Tamtego dnia poszłam do kotłowni, bo usłyszałam krzyki ojca. Jak weszłam to brat stał, a ojciec leżał na drewnie. Jeszcze wtedy żył. Oddychał, ale nic nie mówił. Jak pobiegłam po mamę i odciągnęłam instynktownie stamtąd brata. Potem już tam nie schodziłam. Brat miał w ręce nóż, ale ja nie wiem, co się potem z nim stało. Brat wrócił się tylko wtedy po plecak i wyszedł z domu – mówiła druga z sióstr oskarżonego. Kobieta, mimo że jako osoba najbliższa Pawłowi Cz. mogła skorzystać z prawa do odmowy zeznań, to podobnie zresztą jak reszta rodziny, chciała zeznawać i opowiedzieć nie tylko o dniu zabójstwa, ale i o wieloletnim dramacie, który rozgrywał się w ich domu w Zabrniu.
Z zeznań kobiety wynika, że 58-letni ojciec znęcał się nad całą rodziną przez cały czas trwania małżeństwa. – Ojciec znęcał się psychicznie i fizycznie – mówiła 27-latka. – Ja mam przez niego zaburzenia depresyjno – lękowe. Leczę się. Byliśmy poniżani i wyzywani. Wiele razy ojciec groził nam pozbawieniem życia. Całe życie baliśmy się go. Ojciec często bił mamę. Był na jej utrzymaniu. Przepijał jej pieniądze. Ojciec nie pozwalał dzwonić na policję jak coś się działo, groził, że pożałujemy jak to zrobimy. Mój brat czasem pił alkohol. Myślę, że robił to dlatego, że chciał uciec od problemów. Brat miał z nas wszystkich najgorzej. Był takim kozłem ofiarnym. Wiele razy uciekał przed ojcem, my wszyscy musieliśmy przed nim także uciekać. Wyganiał nas z domu. Ja uważam, że to, co się stało, było wynikiem wieloletniej przemocy i alkoholizmu, który panował w naszym domu. Uważam, że mój brat też jest ofiarą.

Od 5 lat nie wychodzi z domu

W trakcie wtorkowej rozprawy, sąd przesłuchał także policjanta, który kilka dni przed zabójstwem 58-letniego mieszkańca Zabrnia, uczestniczył w akcji poszukiwania Pawła Cz. 26-latek wyszedł tego dnia z domu, a jego znajomy poinformował służby, że chce on popełnić samobójstwo. Ta informacja postawiła na nogi lokalną policję i OSP, która wraz z rodziną szukała 26-latka.
W aktach sprawy znajduje się informacja, że tamtego dnia, do patrolującego rewir policjanta podeszła jedna z sióstr Pawła Cz. i mówiła, że może on sobie zrobić krzywdę przez ojca, że jest ofiarą przemocy domowej, że przez ojca, jedna z sióstr od 5 lat nie wychodzi z domu ze względu na swój stan psychiczny.
Sąsiedzi Pawła Cz. i jego ojca nie potwierdzali, aby mieli wiedzę o dziejącej się u nich w domu przemocy.
– Wie sąd, to mogło być tak, że o tym, co się dzieje wewnątrz domu, nie wiadomo na zewnątrz – powiedział sąsiad przesłuchiwany w charakterze świadka.
– Wiem, że między nimi czasem dochodziło do kłótni, ale ja też się ze swoim ojcem kłócę. Wiem, że sąsiad miał pretensje do Pawła, że jest szczupły, że mało je. To go wkurzało. Tamtego dnia, wiem, że się pokłócili pod sklepem. Sąsiad do nas przyszedł, ja piłem z nim wódkę. On był wściekły, że Paweł miał mu niby powiedzieć, że „jeszcze dzisiaj będziesz w piachu, albo że będziesz gryzł piach”. On był zły, że gówniarz może tak do niego mówić. On podobno pytał mojej żony, czy może u nas nocować wtedy, choć to się nigdy wcześniej nie zdarzało i w sumie byłoby dość dziwne. Ja sam miałem z sąsiadem jedną scysję. Przyszedł kiedyś do mnie i złapał mnie za kark. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Potem, przez pewien czas się do siebie nie odzywaliśmy. Wziąłem go na dystans. Po jakimś czasie, przyszedł jednak pod bramę i zapytał, czy będzie zgoda. Powiedziałem, że ok, ale już mu tak nie ufałem jak wcześniej.

Dostali nowe życie, ale nie mogą się nim cieszyć

25-latkowi za zabójstwo grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności, albo kara dożywotniego pozbawienia wolności. Pytanie, które rodzi się od pierwszego dnia procesu to takie, kto w tej sprawie jest katem, a kto ofiarą?
Tragedia odmieniła los całej rodziny. Zniknął ten, który przez lata gnębił, poniżał i siał postrach. Za kraty trafił ten, który trwającego latami horroru nie wytrzymał. W domu pozostały te, które choć dostały od losu nowe życie, nie mogą się nim cieszyć ze względu na brata i syna. O losie ich wszystkich zdecyduje sąd, a przed tym, niezwykle trudne zadanie i ogromna odpowiedzialność.

Małgorzata Rokoszewska