
Wygląda na to, że 2-letnia niedźwiedzica na dobre zadomowiła się w okolicach Sanoka. W środę natknął się na nią kierowca jadący drogą w kierunku Lisznej. Drapieżnik biegł drogą, po czym oddalił się w kierunku lasu. Miejscowe samorządy apelują do mieszkańców, o zachowanie szczególnej ostrożności.
Niedźwiedzica od kilku tygodni przebywa w rejonie Sanoka. Wcześniej bytowała w Bieszczadach, m.in. na terenie gminy Solina. Zapuszczała się do wiosek i kradła z gospodarstw kury, kaczki i króliki. Wójt gminy Adam Piątkowski przez kilka miesięcy głowił się, co zrobić z kłopotliwym drapieżnikiem. Wystąpił o zgodę na płoszenie zwierzęcia, a kiedy to nie pomogło, o odstrzał. Zanim jednak GDOŚ wydał zgodę, niedźwiedzicę udało się odłowić i wywieźć do lasu. Po kilku tygodniach zaczęła pojawiać się w okolicach Sanoka. Najpierw była widziana w skansenie, później w rejonie studzienki na osiedlu Biała Góra. Biegnącą ulicą Szopena małą niedźwiedzicę nagrał jeden z mieszkańców Sanoka. W środę natknął się na nią kierowca jadący w kierunku Lisznej. Zwierzę oddaliło się w kierunku lasu.
Będą płoszyć do skutku
Lokalizację niedźwiedzicy na bieżąco śledzą działacze Fundacji Bieszczadziki. Jest to możliwe, dzięki obroży telemetrycznej z nadajnikiem GPS, którą niedźwiedzica ma założoną na szyi. – Śledzimy jej ruchy i kiedy pojawia się w sąsiedztwie zabudowań, płoszymy – mówi nam Marek Pasiniewicz z Fundacji Bieszczadziki. Płoszenie odbywa się m.in. poprzez zastosowanie broni hukowej i strzelanie do zwierzęcia gumowymi kulkami. – Niedźwiedzica zatraciła naturalny lęk przed człowiekiem, ale poprzez intensywne płoszenie próbujemy jej go przywrócić i będziemy to robić do skutku – wyjaśnia Marek Pasiniewicz.
Na pytanie o to, czy zwierzę można odłowić i umieścić w zoo nasz rozmówca odpowiada. – W ogrodach zoologicznych i ośrodkach, które zajmują się dzikimi zwierzętami nie ma miejsc. Poza tym trzeba pamiętać, że to jest dzikie zwierzę. Pobyt w zoo, to jak zamknięcie go na całe życie w celi w niewoli. To nie jest dobre rozwiązanie. Trzeba zrobić wszystko, aby przywrócić niedźwiedzicę do środowiska. W Tatrzańskim Parku Narodowym jest to z powodzeniem praktykowane od blisko 20 lat – wskazuje. Jak informuje nasz rozmówca, na Podkarpaciu trwają właśnie prace nad stworzeniem podobnej grupy.
Fundacja zgodę na płoszenie niedźwiedzicy dostała od Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie. – Zwierzę jest cały czas pod kontrolą i obserwacją ekspertów – zapewnia Łukasz Lis, rzecznik RDOŚ i przypomina, że za bezpieczeństwo mieszkańców odpowiadają samorządy. RDOŚ i GDOŚ decyzję o płoszeniu, odłowieniu czy eliminacji zwierzęcia wydaje na podstawie wniosku z samorządu, na terenie którego bytuje i sprawia zagrożenie dzikie zwierzę. Decyzja obwarowana jest wieloma czynnikami i jest poprzedzona analizą zdarzenia oraz konsultacją ze specjalistami. W wyjątkowych sytuacjach może być wydana natychmiast. W przypadku małej niedźwiedzicy z Sanoka do RDOŚ nie wpłynął jeszcze żaden wniosek z miejscowych samorządów.
Martyna Sokołowska


