
że przy naliczeniu składki zdrowotnej nadal nie uwzględnia się różnic
remanentowych.
Przez to płacą gigantyczne kwoty składek zdrowotnych. – To lichwa podatkowa
– mówiła posłanka
PO Marta Wcisło.
Fot. arch
Przy naliczaniu składki zdrowotnej nadal nie uwzględnia się różnic remanentowych, przez co przedsiębiorcy płacą ogromne składki zdrowotne. – Według wyliczeń w tym roku zapłacę składkę zdrowotną trzy razy wyższą niż w ubiegłym roku, co oznacza, że trzy miesiące będę pracował za darmo – mówi Jacek Dąbrowski, przedsiębiorca z Sanoka.
Od tego roku przedsiębiorcy płacą składkę zdrowotną od dochodu. Sęk w tym, że obecnie funkcjonujące przepisy nie uwzględniają tzw. różnic remanentowych. Towar, który został przedsiębiorcy na koniec 2021 roku ustawodawca potraktował jako dochód. Zgodnie z przepisami, przedsiębiorcy, którzy w tym roku sprzedali towar z ubiegłego roku, nawet ze stratą, zapłacą składkę zdrowotną od przychodu. I to dużo wyższą.
„Zapłacę trzy razy więcej, trzy miesiące pracuję za darmo”
Jacek Dąbrowski firmę prowadzi od 1995 roku, zajmuje się handlem. W pierwszych dwóch miesiącach tego roku składkę zdrowotną zapłacił dwa razy większą, niż w ubiegłym roku.
– Moja firma charakteryzuje się dużą sezonowością przychodów. Przy założeniu średniego dochodu za ubiegłe lata na poziomie około 4-5 tysięcy złotych miesięcznie, składka zdrowotna powinna wynosić w granicach 360–450 zł. I mogę się zgodzić, że może być liczona na podstawie PIT-u z poprzedniego roku, co byłoby w miarę rozsądne. Teraz wygląda to tak, że w miesiącu, w którym osiągam teoretyczny dochód na poziomie 100 tys. zł, zapłacę 9 tys. zł. W innych miesiącach, kiedy ten dochód wynosi około 20 tys. zł, to płacę po 1800 zł. Za to kiedy dokonuję większych zakupów i wg Książki Przychodów i Rozchodów mam stratę, płacę 270 zł miesięcznie. Tak więc sumując – jeden miesiąc z zyskiem 100 tys. zł, trzy z zyskiem po 20 tys. zł, mam dochód 160 tys. zł. Składka od tego wynosi 14 400 zł. Pozostałe 8 miesięcy ze stratą sumaryczną 110 tys. zł, składka po 270 zł, czyli razem
2 160 zł. I tak daje to zysk roczny 50 tys. zł, podobnie jak w roku ubiegłym. Za to składka zdrowotna, którą będę musiał zapłacić, to 16 560 zł. W ubiegłym roku było to 4 560 zł, już nawet bez uwzględnienia odliczenia części od podatku – wylicza.
Zmiana, jak przyznaje przedsiębiorca, znacząco wpływa na funkcjonowanie jego firmy. – Wpływa bardzo znacząco, bo jak widać po liczbach, ta różnica w wysokości składek to 12 tysięcy. Czyli pracuję kolejne trzy miesiące za darmo. Poza tym do dzisiaj nie wiadomo, na jakich zasadach będę się rozliczał do końca roku – zwraca uwagę nasz rozmówca.
I podsumowuje. – Cały ten PiS-owski wał, zwany Polskim Ładem ma na celu wyciągnięcie pieniędzy od ludzi, którzy pracują, i którym jeszcze się coś chce. Potrzeba przecież jakoś finansować kolejne fanaberie i kupować głosy wyborców…
„To jest lichwa podatkowa”
Zmian w obowiązujących przepisach, które nie uwzględniają różnic inwentaryzacyjnych w obliczaniu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców domaga się posłanka Marta Wcisło z Platformy Obywatelskiej. Chodzi o firmy, które np. w lutym sprzedały towar z zeszłego roku i po wejściu zapisów Polskiego Ładu powinny płacić składkę zdrowotną od przychodu, nawet jeśli sprzedały towar ze stratą. – Ta ustawa, która w swoim założeniu miała wprowadzić składkę zdrowotną od dochodu, jest de facto podatkiem obrotowym – cytuje wypowiedź lubelskiej parlamentarzystki Kurier Lubelski. – To jest lichwa podatkowa na niespotykaną skalę. Nigdzie w świecie tak nie ma – skomentowała na łamach Kuriera Lubeskiego posłanka Marta Wcisło.
Martyna Sokołowska


