
Są takie życiorysy, wobec których nie da się przejść obojętnie. Życie nie jest bowiem losem rzuconym na stół. Jest codziennym wyborem. Codziennym trudem i codziennym poświęceniem. Gdy jedni poświęcają innych dla siebie, są i tacy, którzy dla dobra innych, poświęcą się, zaryzykują, staną w ich obronie i staną za nich do walki. I taka właśnie była jedna z największych podkarpackich superbohaterek – mjr Maria Mirecka-Loryś.
Urodziła się 7 lutego 1916 r. w Ulanowie jako siódme z ośmiorga dzieci. Wychowała się w domu o bardzo patriotycznych korzeniach. W 1921 r. rodzina zamieszkała w Racławicach koło Niska. W 1937 r. Maria Mirecka ukończyła gimnazjum w Nisku. Podjęła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Wojna zmieniła jej plany i zaangażowała się w działalność Młodzieży Wszechpolskiej. Od początku okupacji działała w narodowej konspiracji. Należała do ścisłego kierownictwa podziemia narodowego w Centralnym Okręgu Przemysłowym w latach 1939-1945. Wiosną 1940 r. została komendantką Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet w powiecie niżańskim, później całego NOWK Okręgu Rzeszowskiego. W tym czasie była kierownikiem sekcji kobiecej w Zarządzie Okręgu Rzeszowskiego SN i kurierką Komendy Głównej NOW. Jak podaje Instytut Pamięci Narodowej, po scaleniu NOW z AK awansowała na kapitana i kierowała Wojskową Służbą Kobiet w rzeszowskim Podokręgu Armii Krajowej.
Wiosną 1945 r. została Komendantką Główną Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet. Miała wówczas tylko 29 lat.
Aresztowana i więziona w Rzeszowie
1 sierpnia 1945 r. Maria Mirecka została aresztowana na dworcu kolejowym w Nisku. Więziona była najpierw w Rzeszowie, potem w Warszawie i Krakowie. 1 września 1945 r. na mocy amnestii została zwolniona. Zagrożona ponownym aresztowaniem, opuściła Polskę w grudniu 1945 roku. Wyjazd z Polski Marii Mireckiej musiał zostać zaplanowany. Pod swoim nazwiskiem trudno by jej było opuścić kraj. Z luksemburskim paszportem i grupą kilkunastu działaczy narodowych dotarła jednak do obozu II Korpusu generała Andersa pod Ankoną. Tam poznała swego przyszłego męża, oficera rezerwy Henryka Lorysia. W październiku 1946 r. oboje wyjechali do Anglii, a w styczniu 1952 r. do USA.
Boża przemytniczka
Maria Mirecka – Loryś mogła wieść spokojne życie za oceanem i nie przejmować się pozostałymi w Polsce rodakami. Ich los nigdy nie pozostał jej jednak obojętny. Nawet, gdy była w podeszłym wieku. – Myślę, że pierwsze pytanie pani Marii w niebie brzmiało: „Komu tu trzeba pomóc?”. Ona zawsze, nawet w wieku stu kilku lat, była osobą, która pytała, czy komuś trzeba pomóc. Od lat 50. organizowała pomoc dla Polonii amerykańskiej i dla Polaków w Ukrainie. To były czasy sowieckie, w których ta pomoc była nie tylko materialna – mówił kilka dni temu w radiowej Trójce Paweł Nowacki, producent filmu dokumentalnego Ewy Szakalickiej „Przemytniczka Boża”. – Miano „Przemytniczka Boża” zostało jej nadane przez środowiska amerykańskie, dlatego że wiele ryzykowała, przemycając przy okazji pomocy materialnej literaturę religijną, Pismo Święte, różańce i obrazki z papieżem Polakiem, w czasach, gdy Ukraina była jeszcze sowiecka.
A przewożeniem dewocjonaliów dla Polaków mieszkających na wschodzie zajmowała się jeszcze w latach 70. ub. wieku wraz ze swoją siostrą Heleną. Obie panie wyjeżdżały do Związku Radzieckiego, aby pomagać. Szczególnie kombatantom i łagiernikom. Ryzyko, jakie wówczas ponosiły, było ogromne. Wsparcie materialne i moralne, jakie okazywały rodakom, było wówczas dla nich bezcenne. Rachunek dla Marii i Heleny był więc prosty.
Głos Polek w Ameryce
Maria Mirecka Loryś, zawsze miała w sercu Polaków mieszkających na Wschodzie, ale nie pozostawała bierna w swej działalności także w Ameryce, gdzie kontynuowała swoją działalność społeczną i niepodległościową. Działała w Stronnictwie Narodowym, była członkiem Zarządu Głównego Związku Polek w Ameryce oraz Krajowego Zarządu Kongresu Polonii Amerykańskiej. Przez 32 lata była redaktorem „Głosu Polek”. Współpracowała z polonijnym radiem w Chicago, dla którego nagrywała cotygodniowe felietony z cyklu „Otwarty mikrofon”.
W programie poświęconym podkarpackiej bohaterce w radiowej Trójce, Jan Dziedziczak, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz pełnomocnik rządu do spraw Polonii i Polaków za Granicą mówił: – Maria Mirecka-Loryś to superbohaterka XX i XXI wieku. Wszędzie tam, gdzie się pojawiała, emanowała aktywnością, chciała brać sprawy w swoje ręce, budować coś dla Polski. To było jej cechą charakterystyczną, wynikającą także z działalności w harcerstwie.
Niedościgniony wzór
Po latach emigracji, pani major wróciła na Podkarpacie. 100. urodziny obchodziła w swoich rodzinnych Racławicach. W uroczystościach uczestniczyli wówczas ks. biskup Krzysztof Nitkiewicz, który koncelebrował mszę św. w intencji jubilatki, oraz ówczesny p.o. szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, Jan Józef Kasprzyk, który uhonorował ją wówczas medalem „Pro Patria” oraz wręczył jej pamiątkową szablę. Podczas tej uroczystości powiedział: „Jest pani uosobieniem naszej historii, niedoścignionym wzorem miłości do Boga i Ojczyzny oraz drugiego człowieka. Dziękujemy pani za wszelkie dobro, jakie pani czyniła i czyni”.
Zmarła 29 maja kombatantka była także autorką 2. tomu „Historii Związku Polek w Ameryce” (od 1938 do 1958 roku) i książki „Odszukane w pamięci. Zapiski o rodzinie, pracy, przyjaźni”. W 2014 r. o Marii Mireckiej-Loryś został zrealizowany film dokumentalny „Szkic do życiorysu” w reż. Ewy Szakalickiej. W 2017 r. została laureatką nagrody honorowej „Świadek Historii” przyznanej przez Instytut Pamięci Narodowej. Była wielokrotnie odznaczona, m.in.: Srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Walecznych, Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości.
To jest cała II Rzeczpospolita
Pani Maria aktywnie brała udział w wielu edycjach Festiwalu Filmowego Niepokorni Niezłomni Wyklęci. Ostatni raz była jego gościem jesienią 2021 roku. Odebrała wtedy nagrodę „Źródło”, którą wręczył pani Marii prof. Jan Żaryn. Pan profesor powiedział wówczas: „Ta pani to jest cała II Rzeczpospolita”. Pani Maria, jak zwykle skromna, odbierając nagrodę podziękowała za owacje na stojąco i dodała: – Tyle lat za granicą dla Polski pracowałam, Polska była zawsze dla mnie najważniejsza. Kiedyś tęskniłam za Polską, a teraz tęsknię za moją chicagowską Polonią, która tak bardzo miłuje swą Ojczyznę – mówiła nagrodzona.
Pięć lat temu pani major zdecydowała o przeprowadzce z Racławic do Warszawy. I to tam, pozostając pod opieką bonifratrów, odeszła na wieczną wartę.
Małgorzata Rokoszewska


