Przedsiębiorca z Przemyśla: „Zachowanie wojewody jest niezrozumiałe”

– Michał Tabisz, przedsiębiorca z Przemyśla, już nie prosi, ale żąda, by wojewoda podkarpacka Ewa Leniart zwolniła lokal jego firmy na przemyskim dworcu PKP. Fot. Prywatne archiwum

Michał Tabisz z Przemyśla, prowadzący firmę kurierską, jak sam mówi, stracił już cierpliwość. – Gdy Rosja napadła na Ukrainę, oddałem swój lokal, by miejski sztab mógł wykorzystać go do pomocy uchodźcom – przypomina przedsiębiorca. – Po miesiącu dworzec w Przemyślu „przejęły” służby pani wojewody. Z mojego lokalu zrobiono sobie jakiś magazyn i poniszczono sprzęty – opowiada w filmiku opublikowanym na Facebooku. – Wielokrotnie prosiłem panią wojewodę, żeby jej służby opuściły już mój lokal, ale bez efektu. Mam dość – deklaruje przedsiębiorca. Co na to wojewoda?

Firma Michała Tabisza cieszy się dobrą opinią. Mężczyzna prowadzi ją od 6 lat. Główna siedziba firmy jest na przemyskim Zasaniu, ale prężnie działał także jej punkt usytuowany na przemyskim dworcu. Tabisz ten lokal wynajmuje od PKP. – Sporo straciłem na nim, gdy była pandemia – zauważa Tabisz. – Wstrzymano wtedy pociągi z Ukrainy, w ogóle ruch kolejowy był mniejszy – przypomina. – Postanowiłem jednak, że nie zlikwiduję tego punktu, że jakoś przetrzymam – opowiada. – Tym bardziej, że są tu zatrudnieni ludzie – dodaje przedsiębiorca.

Pomógł bez zastanowienia

Kiedy stan epidemiczny pozwalał już na w miarę normalne funkcjonowanie punktu firmy na dworcu, Rosja napadła na Ukrainę, a na przemyski dworzec ruszyła fala uchodźców. – Nie zastanawiałem się czy powinienem pomóc, to było oczywiste – mówi nam dziś Michał Tabisz. – Postanowiłem, że opuścimy ten lokal na dworcu, by mogły go zająć miejskie służby pomagające uciekającym przed wojną w Ukrainie – opowiada. PKP, miasto i Michał Tabisz zawarli umowę trójstronną. – PKP zwolniło mnie z płacenia czynszu na czas korzystania służb z tego lokalu, a ja go nieodpłatnie udostępniłem miastu – wyjaśnia przedsiębiorca. – W lokalu zostały firmowe sprzęty, biurka, szafki – wylicza.- Ale nie obawiałem się o nie – przyznaje przedsiębiorca. Po miesiącu sytuacja się zmieniła. Co prawda formalnie miasto nadal było i jest zarządcą punktu recepcyjnego na dworcu, ale to służby podległe wojewodzie podkarpackiej Ewie Leniart przejęły wówczas faktyczne zarządzanie pomocą uchodźcom w tym miejscu. – Ja się umawiałem z miastem, a nie z panią wojewodą – podkreśla dziś Tabisz. – A do tego sytuacja po miesiącu od rozpoczęcia wojny w Ukrainie bardzo się zmieniła – przypomina przedsiębiorca z Przemyśla. – Uchodźców było już znacznie mniej i służby wojewody, a także WOT mogły się już obejść bez mojego lokalu, do którego chciałem powrócić, żeby znów pracować i zarabiać – wyjaśnia Tabisz.

Głucha prośba

Jak utrzymuje przemyski przedsiębiorca, od trzech miesięcy prosił wojewodę E. Leniart, by jej służby opuściły lokal jego firmy. – Prosiłem i nic!
– irytuje się Tabisz. – Tymczasem te służby urządziły sobie w moim lokalu po prostu jakiś magazyn czy pomieszczenie socjalne – stwierdza. – Korzystają z mojego wyposażenia, jak ze swojego. Albo nawet gorzej. Już jest pęknięty stół recepcyjny, w szafkach są powyrywane zamki – wylicza przedsiębiorca. – A to niestety wszystko kosztuje, zaś ja w tym lokalu nie zarabiam – przypomina. Jak wyliczył, przez pandemię stracił w punkcie na dworcu ok. 100 tys. zł. W wyposażenie go zainwestował od 70 tys. zł, zaś w system teleinformatyczny 60 tys. zł. – Tyle mnie kosztował ten lokal, w którym nie mogę prowadzić działalności – podkreśla dodając, że: – zachowanie wojewody Leniart jest całkowicie niezrozumiałe. – Wiem od ludzi z PKP, że są na dworcu inne miejsca, gdzie służby wojewody mogłyby się przenieść opuszczając mój lokal – zdradza nam Tabisz. – Ale pani wojewoda się na to nie godzi – utrzymuje. – Dlatego, że wyczerpała mi się już cierpliwość i nie stać mnie już na to, żeby milczeć w tej sprawie, postanowiłem ją nagłośnić – wyznaje.

Czekamy na odpowiedź wojewody

W nagłośnieniu sprawy pomógł Tabiszowi radny niezależny, Marcin Kowalski. Na swoim oficjalnym profilu Facebookowym umieścił filmik, który sam nagrał, a na którym przedsiębiorca opowiada o swojej sytuacji. – Wiemy, że były w tej sprawie interwencje u pani wojewody ze strony władz miasta – mówią Tabisz i Kowalski. – Nic jednak nie dały, dlatego musieliśmy sięgnąć po takie narzędzie, jak Facebook – dodają. W poście z filmikiem Kowalski oznaczył tak lokalne jak i ogólnopolskie media, a także samą wojewodę podkarpacką Ewę Leniart, podkarpackich posłów KO, Marka Rząsę i Joannę Frydrych, wicemarszałka województwa podkarpackiego, Piotra Pilcha oraz przewodniczącego przemyskiej Rady Miejskiej, Macieja Kamińskiego. – Może komuś uda się wreszcie przekonać panią wojewodę, że ludzie muszą pracować i zarabiać – ironizuje M. Kowalski.
Oczywiście zapytaliśmy rzecznika wojewody, Michała Mielniczuka o sprawę lokalu M. Tabisza. Niestety, nie mógł nam od razu odpowiedzieć, bo jak podkreślał, nie był w tej sprawie zorientowany. Zgodnie z oczekiwaniami rzecznika, skierowaliśmy do niego pytania pocztą elektroniczną. Gdy tylko otrzymamy na nie odpowiedź, natychmiast podzielimy się nią z naszymi Czytelnikami.

Monika Kamińska