
Kwestia bożonarodzeniowych światełek rozpala już nie tylko mieszkańców. Na wczorajszej sesji postanowili poruszyć ją rzeszowscy radni, którym wyłożenie z budżetu 1,7 mln zł na tegoroczne oświetlenie Rzeszowa również wydaje się przesadą. Prezydent Konrad Fijołek stwierdził, że temat cały czas jest analizowany i zapowiedział specjalne spotkanie w tej sprawie.
Jedna z pierwszych uchwał, którą we wtorek podjęli radni, dotyczyła zmian w budżecie Rzeszowa w 2022 r. To ten punkt wywołał największą dyskusję. Pojawiały się pomysły na oszczędności, pytania o planowane inwestycje, postulaty o to, by myśleć długoterminowo i skupić się na ściągnięciu do miasta inwestorów. Najwięcej mówiono jednak o podwyżkach dla pracowników instytucji samorządowych. I świątecznych światełkach. Szczególnie aktywni byli radni z klubu Prawa i Sprawiedliwości.
Czas zredukować tę kwotę
Temat zaczął Marcin Fijołek: – Myślę, że po dyskusji, która przewinęła się w mediach, warto się przyjrzeć temu wydatkowi i spróbować go w pewien sposób zredukować.
Powtórzył w zasadzie to, o czym już niejednokrotnie pisaliśmy – zmniejszenie kwoty 1,7 mln zł nawet o kilkaset tysięcy złotych wystarczy, by odpowiednio udekorować miasto i raczej nie odczujemy, że Rzeszów jest mniej świąteczny i kolorowy.
– A środki, które zaoszczędzimy, można przeznaczyć chociażby na zwiększenie wynagrodzeń pracowników miejskich jednostek, np. MOPS-u. Dla tych ludzi taki prezent na święta byłby znacznie cieplej przyjęty, a my jako miasto nie będziemy stratni – sugerował radny z PiS.
Wtórował mu klubowy kolega, Jerzy Jęczmienionka. – Wszyscy wiemy, że jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, musimy się nauczyć myśleć o tym co robić, żeby wydatki z budżetu były racjonalne i konieczne. Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby wydawać środki, bez których można się obejść.
Tu nawiązał do świątecznych planów i stwierdził, że „czas najwyższy, żebyśmy zredukowali tę kwotę”. Podobnie jak jego poprzednik, płynnie przeszedł do zarobków w budżetówce: – To druga sprawa, która bulwersuje mieszkańców – nie możemy sobie pozwolić na to, że brakuje nam pieniędzy na podwyżki dla pracowników MOPS-u, dla pracowników Urzędu Miasta, dla pracowników przedszkoli. Dochodzi do sytuacji, że praca w urzędzie przestaje być priorytetem, a staje się karą. Dlatego apeluję, żeby ograniczyć wydatki na rzeczy zbędne. Nic się nie stanie, jak ograniczymy dekoracje do Rynku i ul. 3 Maja.
Kiedy brakuje na chleb, nie kupujmy butów
W podobnym tonie wypowiadał się Mateusz Szpyrka. Zaproponował, żeby do budżetu miasta podejść, jak do budżetu domowego: – W momencie, kiedy brakuje na chleb, to nie kupujmy butów, jak nie ma na leki, to nie myślmy o inwestycjach.
Podobnie jak jego klubowi koledzy, zaproponował, żeby Rzeszów oświetlić skromniej i skupić się na mniejszym obszarze miasta. Tym samym cała trójka powtórzyła postulaty zawarte w petycji, którą kilkanaście dni temu skierowało do prezydenta Konrada Fijołka kilkanaście rzeszowskich organizacji społecznych i politycznych.
– Jakoś nie widziałem, żeby pod tym postulatem wpisał się klub PiS – skwitował z ironią radny Mateusz Maciejczyk, nawiązując do apelu i zaznaczając jednocześnie, że sam jest za ograniczeniem świątecznych dekoracji. PSL, którego jest członkiem, podpisało się pod petycją wspólnie z: Nową Lewicą, Partią Razem i Komitetem Obrony Demokracji.
To wszystko nie jest takie proste
Zanim ostatecznie zmiany w budżecie przegłosowano, do poruszonych przy okazji tematów odniósł się prezydent Konrad Fijołek. Zauważył, że sytuacja finansowa jest w tym roku wyjątkowo skomplikowana, jednak miasto przeznaczyło rekordowe kwoty na podwyżki płac.
– Zbiegło się to z trudnym czasem, dlatego nie są one tak odczuwalne przez pracowników. Rozumiem też, że nie jest to jeszcze oczekiwany poziom, jednak nie oczekujcie, że lata zapóźnień w tym temacie załatwimy jednym ruchem – zwrócił się do radnych, po czym zadeklarował, że miasto będzie robić kolejne kroki w kierunku podniesienia zarobków. – Jakie? Pozwólcie, że zostawimy to na debatę o nowym budżecie. Pamiętajcie też, że nie może być takiego prostego manewru, że zdejmiemy ze światełek 700 tysięcy i damy je dzisiaj na podwyżki, bo to będzie generować kolejne koszty w latach następnych. To nie jest takie proste. I nie powinniśmy uczyć ludzi takich populistycznych ruchów.
Prezydent stwierdził, że urzędnicy analizują dla miasta temat dekoracji i zapowiedział robocze spotkanie z sygnatariuszami wniosku. Tematem ma być to, czy światełka to koszt, czy inwestycja w jego wizerunek.
– W tym trudnym czasie wojennym, obecności wojsk natowskich, wielu dyplomatów i mediów z całego świata musimy to wszystko poważnie rozważyć
– to, co jest kosztem – zdjąć, a to, co jest jednak inwestycją – zostawić. Myślimy racjonalnie i tak chcemy tę decyzje podjąć – zapowiedział prezydent.
Grzegorz Król


