
Za nami święta Bożego Narodzenia, które większość z nas spędzała w rodzinnym gronie. Przed nami nowy rok 2023. Będziemy składać sobie życzenia wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku, zdrowia i szczęścia. Dla Mariusza Repeckiego szczęście ma twarz jego dziecka. I za ogromne szczęście uznałby możliwość spędzenia z nim czasu. Wydaje się, że to niewiele, ale prawda jest inna.
Pomimo postanowienia sądu, które daje mi możliwość praktycznie naprzemiennej opieki nad 12-letnią córką, w ogóle nie widuję dziecka – opowiada Mariusz Repecki z Przemyśla. – Matka córki notorycznie uniemożliwia mi spotkania z nią, twierdząc, że dziecko nie chce się ze mną widzieć – mówi mężczyzna. – Mam pretensje do sądu w Przemyślu, w szczególności do kuratorów ustanawianych przez sąd do nadzoru nad podopiecznymi, że nikt nie robi niczego od 6 lat, aby była żona stosowała się do postanowienia sądu
– stwierdza wprost przemyślanin.
Gdy więź zanika
– Z każdym kolejnym miesiącem moja więź z dzieckiem zanika, jeśli już nie zanikła całkowicie. Kto poniesie odpowiedzialność za zerwanie tej więzi? Kuratorzy? – pyta. – Było ich już kilku i nie zrobili nic, aby dziecko widywało się z ojcem, opinie pisane przez nich nie wnoszą niczego do sprawy, nie ma tam wzmianki, że matka celowo alienuje dziecko od taty, czym znęca się nad dzieckiem psychicznie i emocjonalnie – dodaje mężczyzna.
Sprawy Mariusza Repeckiego trwają już siedem lat, sam zainteresowany zastanawia się, jak długo jeszcze.
– Może dopiero, gdy córka będzie dorosła, sama odezwie się do mnie… – zastanawia się przemyślanin. – Obawiam się o zdrowie psychiczne dziecka w przyszłości i boję się, że córka będzie tak zmanipulowana, że nie odzyskam z nią kontaktu i już nic nam nie wróci tych straconych najpiękniejszych
– zwierza się.
Choć wydaje się to nieprawdopodobne, dramat, jaki przeżywa pan Mariusz dotyczy wielu rodziców. – Jest nas całkiem sporo i staramy się wzajemnie wspierać – wyjaśnia Mariusz Repecki. – Naprawdę czasami jest trudno. Szczególnie w taki czas, jak teraz, okołoświąteczny, który rodziny spędzają razem. My mamy dzieci, kochamy je, a nie możemy ich nawet zobaczyć, ani przytulić – dodaje ze smutkiem mężczyzna.
Demonstrują pod przemyskim sądem
Alienowani rodzice skupieni są w kilku stowarzyszeniach. Ci z jednego z nich – „Z podniesioną głową” – kolejny już raz demonstrowali pod przemyskim Sądem Rejonowym. Miejsce jest nieprzypadkowe. To w tym miejscu w kwietniu 2022 roku spłonął w swoim samochodzie Aleksander B., alienowany ojciec. – Jego była żona nie pozwalała mu na kontakty z córką – wspomina uczestnik demonstracji Ryszard Grenda. – Sąd był w tej sprawie bardzo opieszały i doprowadziło do tragedii – stwierdzają zgodnie obaj mężczyźni. – Co pewien czas gromadzimy się przed gmachem sądu, by wspomnieć Olka, ale też po to, żeby ludzie dowiedzieli się więcej o alienacji rodzicielskiej i żeby nigdy już nie doszło do czyjeś śmierci z jej powodu – podkreślają.
Manifestujący chcą też zwrócić uwagę społeczeństwa na złożony w Sejmie projekt ustawy. To tak zwany „Druk 63”, który zapewnia dziecku dostępność obojga rodziców – wyjaśniają M. Repecki i R. Grenda. – Mówi on o „opiece naprzemiennej”, która byłaby idealnym rozwiązaniem w sprawach okołorozwodowych – przekonują. – Gdyby sądy stosowały zabezpieczenie w postaci opieki naprzemiennej, sprawy w nich nie toczyłyby się latami, nie byłoby konfliktów między rodzicami, a co najważniejsze dzieci miałyby oboje rodziców – wyjaśniają.
Nie mają złudzeń
Uważają, że sądom nie zależy na dobru dzieci i nie chcą wydawać postanowień o opiece równoważnej. – Mają z tego ogromne dochody, szczególnie od ojców dzieci, którzy są zobowiązani do pokrywania kosztów sądowych – mówią alienowani ojcowie. – Sądy, kuratorzy i adwokaci sami generują konflikty między rodzicami, aby przedłużać sprawy, z których mają stałe źródło dochodów – twierdzą.
Manifestujący przed przemyskim sądem chcą też wyjaśnić wszystkie okoliczności śmierci swego kolegi, Aleksandra B. Obecny na ostatniej demonstracji prezes Stowarzyszenia „Z podniesioną głową”, Piotr Nastałek apelował, aby Prokuratura Krajowa zajęła się sprawą śmierci Aleksandra B. i aby osoby, które zaniedbały swoje obowiązki i poprzez swoje zaniechanie lub działania doprowadziły do tragedii, poniosły za to odpowiedzialność. Prezes Stowarzyszenia zadeklarował, że będzie monitorował sytuację.
– My nie chcemy niczego nadzwyczajnego, chcemy po prostu mieć kontakt z naszymi dziećmi – podkreślają uczestnicy demostracji. – Mamy do tego prawo, jako rodzice, a nasze dzieci mają prawo mieć także ojców, a nie tylko matki. Nie będziemy milczeć – deklarują
Cóż, wypada nam tylko życzyć wszystkim alienowanym rodzicom, żeby w nowym 2023 roku ich problemy się skończyły i by w tym roku i wszystkich następnych mogli normalnie uczestniczyć w życiu swoich dzieci. Oby tak się stało.
Monika Kamińska


