Skarbiec świątecznych klejnotów

Muzeum Bombki Choinkowej w Nowej Dębie. Fot. Bogdan Myśliwiec

Ręcznie zdobione unikaty, od których trudno oderwać wzrok. Delikatne dzieła sztuki
mieniące się w blasku świateł. Szklane ozdoby, które od 10 lat można podziwiać w Muzeum Bombki Choinkowej w Nowej Dębie zdobyły uznanie i sławę na całym świecie.

Pierwsze myśli o stworzeniu takiego miejsca pojawiły się kilkanaście lat temu, gdy Janusz Biliński tworzył pierwsze kolekcje dla klientów z różnych zakątków świata. Nie chciał, aby kruche eksponaty zostały zapomniane. Dlatego w domowym zaciszu przechowywał skarby, aby ponownie ujrzały światło dzienne i cieszyły oko nie tylko tych najmłodszych, lecz by przywoływały wspomnienia z dzieciństwa u starszych zwiedzających. I tak stare i zakurzone bombki, odnalezione na strychu u dziadków, dziś zdobią muzealną choinkę w staropolskim wystroju, wprawiając zwiedzających w chwilę zadumy.

Świat docenia

Wyjątkowość produktów powstających przez lata pod okiem Janusza Bilińskiego docenił sam Larry Fraga. Słynny kreator bombek, który zlecał wykonanie swoich projektów właśnie jego wytwórni. Inny z wielkich kontrahentów firmy „Biliński” – Christopher Radko uważany za największego potentata dyktującego światową bożonarodzeniową modę, nagrodził kilka lat temu podkarpacką wytwórnię tytułem „Firma Roku”.
Co wyróżnia tę niezwykłą fabrykę świątecznych śliczności spośród innych producentów szklanych bombek na świecie? Jako jedni z niewielu, potrafią wykonać nawet najbardziej skomplikowane szklane ozdoby o bardzo precyzyjnych kształtach. O tym, jak jest to trudne, świadczą ceny. Za nowodębskie precjoza Amerykanie, Niemcy i Japończycy płacili przez lata dziesiątki, a nawet setki dolarów.
Dzieła nowodębskich artystów tworzących bombki choinkowe dla odbiorców z całego świata można podziwiać nie tylko za pośrednictwem ich strony internetowej, ale na żywo w powstałym przy wytwórni Muzeum Bombki Choinkowej. Przekraczając jego próg, wchodzimy w magiczny świat, który niezależnie od pory roku czaruje nas świątecznym nastrojem, karuzelą kolorów, blaskiem jubilerskich błyskotek. Za niepozornymi drzwiami muzeum, zgromadzono bezcenną kolekcję ozdób, które świadczą o mistrzowskim kunszcie tych, którzy je wyprodukowali, ale i modach oraz gustach tych, którzy zlecali wykonanie poszczególnych produktów.
Zbiory podzielone są na rodzaje, ale i regiony świata, dla których je wykonano. W muzeum przechodzimy do świata przypominającego królewski skarbiec. Z każdego kąta bije tu blask ozdób błyszczących wszystkimi kolorami tęczy. Te najcenniejsze stoją ustawione w gablotach. Te, które można nabyć, wypełniają znajdujące się na terenie muzeum kosze i stojaki. Trudno oprzeć się tym cackom niezależnie od wieku i zasobności portfela.

 

Kruche dzieło z wielką historią

Po muzeum oprowadzają przewodnicy. To od nich można się dowiedzieć nie tylko o kolekcjach zgromadzonych w Nowej Dębie, procesie powstania bombek, ale także ich historii.
– Trudno uwierzyć, że świąteczna bombka wzięła się z „biedy”. Swoją karierę rozpoczęła w połowie XIX wieku w mieście Lauscha, na południu Niemiec. Jeden z pracowników tamtejszej szklanej manufaktury, Hans Greiner, wydmuchał z cienkiego szkła kształt przypominający jabłko, gdyż nie stać go było na prawdziwe owoce, orzechy i cukierki, które dotychczas zdobiły bożonarodzeniowe drzewka. Szklane kule powiesił na choince. Spodobały się one sąsiadom i w kolejnych latach, każdy z nich chciał także bombkami dekorować swoje drzewko. Dzięki temu innowacyjnemu pomysłowi fabryka rozkwitła i do dziś produkuje świąteczne ozdoby. Szklane cacka z Niemiec trafiły najpierw do Wielkiej Brytanii, a potem były poszukiwane już w całej Europie. Pod koniec XIX wieku, choinkowe bombki popłynęły za ocean do Stanów Zjednoczonych, gdzie zrobiły zawrotną karierę. Do Polski zawitały w tym samym czasie. Importowano je z zagranicy, ale powoli i u nas zaczęto produkować szklane ozdoby. Najpierw miały kształt owoców i orzechów, potem przybierały formy przedmiotów codziennego użytku – pantofelków, parasolek, bałwanków, zwierzątek, aniołków. Dziś bombki wykonywane są z cienkiego szkła, od środka posrebrzane i najczęściej malowane ręcznie, choć bywają też robione maszynowo. Niegdyś również dmuchano je z cienkiego szkła i malowano ręcznie, co świadczy o tym, jak długą tradycją jest tworzenie bombek – dowiadujemy się w Muzeum Bobki Choinkowej.

Magia produkcji

Proces powstawania bombek jest bardzo złożony. Rozpoczyna się od zaprojektowania wzoru i wykonania jego rzeźby. Z niej odlewana jest forma. Potem następuje proces tworzenia szklanego produktu i ma to miejsce w dmuchalni. Miejscu, w którym z rurki ze szkła sodowego dmuchacze tworzą szklaną bombkę.
Muzeum Bombki Choinkowej stworzone zostało nie tylko z myślą o eksponatach, ale także by ukazać różnice, a właściwie ich brak, w procesie produkcyjnym bombki na przełomie kilkudziesięciu lat. Zwiedzający, mogą podziwiać pierwsze narzędzia służące do produkcji bombek, które są niemal identyczne jak te z obecnych czasów. Wśród nich można ujrzeć palnik z roku 1953, który został wyprodukowany przez jedną z podwarszawskich firm. Owe narzędzie służy do rozgrzewania szkła. Zaprezentowano, także przykład aluminiowej formy, za pomocą której można wydobyć intrygująco śliczne kształtki, jak na przykład pieski, domki, choinki, mikołaje, bałwanki. Ręczne, precyzyjne i dokładne wykonywanie ozdób choinkowych zachwyca zarówno dzieci, młodzież szkolną, a także osoby dorosłe.
Po opuszczeniu dmuchalni, bombka jest przeźroczysta jak szklanka. Wytwórcy nazywają produkt na tym etapie szkieletem i pozwalają mu kilka dni odpoczywać. Chodzi o pewność, że jedynie nieco trwalsza niż bańka mydlana bombka będzie cieszyć oczy przez wiele lat. Uzyskawszy swój kształt, szklana wydmuszka poddawana jest teraz procesowi srebrzenia. Daje jej to wyjątkowy i niepowtarzalny urok i sprawia, że nakładane później lakiery nabierają odpowiedniego blasku. Po posrebrzeniu bombka trafia na stoły artystów dekoratorów, którzy, używając farb, nadają jej wyjątkowo piękny wygląd. Każda z bombek od początku do końca wykonywana jest ręcznie. A pomalowanie jednej zajmuje nawet kilkadziesiąt minut. Ostatnią fazą procesu produkcji jest kontrola jakości oraz umieszczenie gotowej ozdoby w ochronnym opakowaniu.

Mody, trendy i tradycje

W Polsce mało kto wiesza na choince ozdoby z narodowymi emblematami, a za oceanem bombki z flagą i godłem USA zdobią wiele świątecznych drzewek. Francuzi mają podobne gusta jak Polacy. Lubią motywy zimowe i świąteczne, chętnie kupują ozdoby w ciemnych barwach. Ich przeciwieństwem są Włosi, którzy preferują bardziej pastelowe kolory jak róż czy fiolet. W domach Japończyków dominują ozdoby pomalowane w kwiaty i rośliny. Australijczycy, Duńczycy i Brytyjczycy kupują ozdoby w kształcie jajek, których dekoracja wzorowana jest na jubilerskich jajkach Faberge.
Wykonane z jubilerskim rozmachem i zegarmistrzowską precyzją bombki z Nowej Dęby to produkty, których wartość docenia się przez pryzmat piękna, ale i sentymentów, które przywołują. Rodzinne kolekcje bombek najlepiej tworzyć latami, wzbogacając je o pojedyncze sztuki. Dzięki takim ozdobom, świąteczne drzewka są ubrane nie tylko w błyskotki, ale i wyjątkowe wspomnienia.

Małgorzata Rokoszewska