Skok na główkę – tego nie da się odkręcić

28 lat temu skoczył na główkę do wody i złamał kręgosłup. Nigdy się jednak nie poddał.
Dziś ostrzega innych przed błędem, który zmienił mu życie. Jednocześnie każdego dnia udowadnia,
że niepełnosprawność to nie koniec świata, a dzięki talentowi, pracy i codziennej walce, można
z nią nie tylko żyć, ale i zdobywać sportowe szczyty. Fot. Fb, Archiwum prywatne

Gdy doszło do wypadku, Jacek Czech z Tarnobrzega miał 18 lat. Był sierpień 1994 roku. Wraz z kolegami pojechał nad Jezioro Chańcza w woj. świętokrzyskim. Skoczył do wody na główkę. Niestety, skok okazał się tragiczny w skutkach. Uszkodził rdzeń kręgowy. Żaden z okolicznych szpitali nie chciał go przyjąć, podobno brakowało miejsc. Dopiero czwartego dnia trafił na stół operacyjny w szpitalu w Bytomiu. Miesiąc po operacji leżał sparaliżowany. Po kilku tygodniach od wypadku zaczęła się rehabilitacja. Dotarło do niego także to, co się stało. Czuł rozpacz i niedowierzanie w zaistniałą sytuację. Postanowił jednak przekuć je w walkę o sprawność.
Zanim doszło do wypadku, marzył o szkole oficerskiej, lubił też sport. Wypadek zrewidował jednak te plany. Po rocznej przerwie od nauki zdał maturę. Ukończył policealne studium informatyczne i kontynuował studia na Politechnice Rzeszowskiej, a potem na drugim kierunku w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych. W międzyczasie trenował szermierkę i pływanie, do którego, jak się szybko okazało, miał doskonałe warunki i niebywały talent.

Mazurek dla mistrza

Od tamtej pory worek z medalami, które zdobył na krajowych, europejskich i światowych zawodach, waży już ponad 15 kg. przepłyniętych przez Jacka kilometrów nikt już nie zliczy. Na zawodach międzynarodowych osiąga najwyższe noty, bije rekordy od 2009 roku. To trofea zdobyte na mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata. Na paraolimpiadzie w Londynie zajął dwa razy 4. i raz 5. miejsce. Na Igrzyskach w Rio de Janeiro 6. i 7. Miejsce na świecie. W Tokio 8. i 4. Teraz przygotowuje się do startu w Paryżu w 2024 roku. W 2018 roku, pierwszy raz w jego karierze, na Mistrzostwach Europy w Dublinie zagrano dla Jacka Czecha Mazurka Dąbrowskiego.
Dwa tygodnie temu zdobył srebrny medal Mistrzostw Świata Madeira 2022 w kategorii 50 m stylem grzbietowym z czasem 57.04 s. W przyszłym roku najważniejszy dla niego start to mistrzostwa świata w manchesterze, potem czwarta już paraolimpiada w Paryżu.

Kierunek Paryż 2024

– Kierunek – Paryż 2024 – to coś więcej niż projekt sportowy. Wiem, że nie zrealizuję go sam, dlatego liczę na wsparcie ludzi, którzy pojawiają się na mojej drodze. Chcę również pokazać moją drogę do celu, wyznaczyć pewien uniwersalny standard, żeby innym kiedyś było łatwiej. To będą moje 4. igrzyska, chcę się do nich przygotować na 100 proc. a nie tak jak do tej pory było na 50 – 60 proc. Na tyle tylko starczało środków, zawsze działacze mówili „brak środków” mimo że były wyniki. Zawsze musiałem myśleć czy mam za co trenować i dlaczego muszę z tej czy innej rzeczy rezygnować. Zawsze było jakieś „ale”. Teraz chcę już sam w 100 proc. zapewnić realizację mojego programu przygotowań, bo wiem, że tylko tak mogę wygrywać – przyznaje multiparaolimpijczyk Jacek Czech.

Sportowiec Roku inspiruje innych

W 2019 roku podczas historycznej I Gali Komitetu Paraolimpijskiego Jacek Czech został wybrany Sportowcem Roku. Dziękując za nagrodę, sportowiec powiedział wówczas:
– Ta statuetka będzie miała dla mnie olbrzymią wartość. Będę ją zabierał na spotkania z dzieciakami, które zawsze pytają, ile mam medali. Odpowiadam, że worek, którzy waży 15 lat ciężkiej pracy i tyle samo waży ta statuetka. Dziękuję wszystkim zebranym na tej gali, ale także wszystkim sportowcom, którzy walczą z własnymi słabościami na arenach sportowych i też mnie dopingują, żeby się nie poddawać. Jesteście mistrzami!
Jacek mimo ciężkich codziennych treningów i rehabilitacji, zawsze znajduje czas na spotkania z młodzieżą. Odbył ich już wiele. Opowiada na nich o tym, jak doszło do tego, że jeździ na wózku i o swojej drodze na sportowy szczyt. Młodzi patrzą na niego i mu wierzą. Nie ukrywa przed nimi tego, że życie po skoku zmienia się o 180 stopni, ostrzega przed popełnieniem błędu, ale i pokazuje, że w każdej życiowej sytuacji, warto walczyć o siebie i swoje marzenia.

Tego nie da się cofnąć

– Tego nie da się cofnąć – apeluje Jacek Czech. – Myśl przed, a nie po skoku. Reaguj. Nie pozwól, by głupota, alkohol i brawura były przyczyną tragedii i kolejnej takiej historii jak moja. Tego już nie odkręcisz. Wakacje co roku dla wielu kończą się na wózku. Na każdy wyjazd i każde miejsce koniecznie zabierzcie zdrowy rozsądek. To ważne, czy i jak wrócisz znad wody. Bądź bezpieczny w wakacje, unikaj „dzikich kąpielisk”, wszelkich rzek, okolic pomostów, falochronów i mostów. Nad morzem czy jeziorem wybieraj wyłącznie strzeżone miejsca. Pamiętajcie i reagujcie. Niech nie będzie kolejnej takiej historii, jak moja. 28 lat temu wskoczyłem do wody, od 28 lat siedzę na wózku… Tego naprawdę nie da rady odkręcić czy cofnąć.

Bez wsparcia, ani rusz

Przygotowania Jacka do Igrzysk to duże koszty, które pokrywa z własnej kieszeni.
– Od zeszłorocznych Igrzysk w Tokyo bardzo intensywnie trenowałem, płacąc za wszystkie zgrupowania, odnowę biologiczną, specjalistyczne badania zdrowotne, suplementację, zbilansowaną dietę z własnej kieszeni. Skupiłem się tylko i wyłącznie na treningu i opłaciło się, bo na Pucharze Świata w Berlinie na dystansie 50 m i 100 m stylem grzbietowym „zrobiłem” życiówki
– mówi Jacek Czech. – Nie powinno tak być, aby zawodnik reprezentujący Polskę płacił za przygotowania z własnych środków. Wcześniej miałem indywidualne finansowanie ze środków ministerialnych za pośrednictwem związku sportowego. W tym roku do końca kwietnia mój wniosek o indywidualny program szkolenia nie został rozpatrzony. Wydatki przerosły moje możliwości, ale nie chcę się poddawać. Mam w tej chwili trzecie rezultaty na świecie na 50 i 100 metrów stylem grzbietowym. Ale ja już nie mam siły walczyć ze związkiem czy działaczami. Wierzę, że dzięki waszemu wsparciu to się uda, że zdobędę kwalifikacje i będę walczył na igrzyskach w Paryżu o medale. Ja dam z siebie wszystko, ale dłużej już sam tego ciężaru nie udźwignę i proszę was o pomoc, bo potrzebne są po prostu pieniądze. Na zgrupowania, na odnowę biologiczną, fizjoterapeutę, odżywki, koszty dojazdu. Do igrzysk zostało około 800 dni. Przede mną najtrudniejszy rok i właśnie na ten rok przygotowań zbieram. Mocno wierzę, że razem damy radę! Bardzo dziękuję za każde otrzymane wsparcia.
Wsparcie Jackowi można udzielić poprzez portal zrzutka.pl, wpisując hasło „Kierunek Paryż 2024”.

Małgorzata Rokoszewska