Śladami leśnych świętych

Św. Józef Cieśla
wg Zdzisława Pękalskiego. Fot.

Rozmowa z EDWARDEM MARSZAŁKIEM, dr n. leśnych, rzecznikiem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, artystą, kolekcjonerem i autorem książek (m.in. „Leśnymi ścieżkami świętych pańskich”).

– 1 listopada warto szukać świętych nie tylko w kościołach, na cmentarzach, ale i w lesie…
– Rzeczywiście w biografiach świętych jest sporo wątków związanych z lasami, z roślinami, ze zwierzyną. Są też takie postacie, które zakosztowały życia wśród drzew, jak choćby święci pustelnicy.
– Największym przyjacielem zwierząt wydaje się św. Franciszek. Jednak nie tylko on miał z nimi wspólny język. Są tacy, którzy bratali się z niedźwiedziami.
– Jest ich nawet kilku. Rosyjska Cerkiew Prawosławna czci św. Serafina, jako „karmiący niedźwiedzie” i tak pokazuje go ikonografia. Pędząc życie pustelnicze w lesistej okolicy pod Uralem, uprawiał warzywa i rośliny, które stanowiły jego wyłączne pożywienie. Do leśnej samotni przychodzić zaczęły dzikie zwierzęta, w tym niedźwiedzie i jelenie, z którymi dzielił się uzbieranym pożywieniem. Św. Lucjusz od niedźwiedzi, to zaś postać nieco legendarna.
– Co o nim wiadomo?
– Miał żyć w II w. na terenie obecnej Szwajcarii. Przekaz mówi, że przy pracy polowej Lucjusz zastąpił niedźwiedziem jednego z dwóch wołów ciągnących pług, po tym, jak zagryzł go tenże niedźwiedź. Ale wśród wyniesionych na ołtarze najbardziej znanym „niedźwiednikiem” jest św. Korbinian z Bawarii, który na wizerunkach często pojawia się z kudłatym drapieżnikiem. Wszystko za sprawą legendy, która mówi, że Korbinian, zdążając do Rzymu, przekraczał Alpy, gdzie zaatakował go niedźwiedź i rozerwał na strzępy muły, niosące jego dobytek. Mający już wówczas wielką moc Korbinian nakazał drapieżnemu zwierzęciu dźwigać cały swój ciężki bagaż, aż do Rzymu. Musiało być to wielkie wydarzenie w Świętym Mieście, skoro zostało zapamiętane, a przecież miało miejsce około 710 r. O jego kulcie w Bawarii świadczy również fakt, że papież Benedykt XVI, gdy był biskupem w Monachium, w swoim herbie miał niedźwiedzia, który później znalazł się także na jego herbie papieskim. Poza tym, sama nazwa Bawaria kojarzona jest z niedźwiedziem (niem: Bär). I choć tego drapieżcy w tym landzie dziś nie uświadczy, to spotkać go można w tysiącach motywów.
– A z którym świętym „dobrze żyć”, żeby ustrzec się spotkania z wilkiem?
– W naszej tradycji przyjęło się, że wilki szczególnie groźne są początkiem zimy, stąd „św. Mikołaj odsyłał je do lasu”. W ludowych wierzeniach miał nad nimi sporą władzę. Drapieżniki musiały „zdawać mu raport” z liczby zagryzionych zwierząt, miały też zakaz zagryzania chudoby należącej do wdów i sierot. W tradycji karpackiej przetrwały tzw. „wilcze modlitewki” kierowane do św. Mikołaja. Spisał je znany etnograf, Franciszek Kotula. Większość z nich jest utrzymana w tonie: „Święty Mikołaju wyjm kluczyki z raju! Zamknij paszczękę suce morowy i wilkowi leśnemu, żeby na bydlątku, ani na dzieciątku skórki nie zadrasnął…”
– Świętych, związanych ze zwierzętami jest jednak więcej.
– Długo by wymieniać: Magnus – od węży, Bernard – od pszczół, Idzi – od jeleni, Roch – od psów, a Hieronim to pogromca lwów… Można z tego całą litanię zrobić.
– A co z ptakami? Im bliżej do sił wyższych?
– Zapewne, bo i tu lista świętych się wydłuża. Najbardziej znani to: św. Maklowiusz od ptactwa, św. Aleksy, św. Wincenty z Saragossy, św. Agnieszka od skowronków, św. Bawo od sokołów… Bardzo ciekawym przykładem jest św. Katbert, patron ornitologów, bo ptakom mógł zawdzięczać kiedyś przeżycie, gdy pogrążonego w modlitwie, zaskoczył go przypływ morza. Wciągnięty przez wysoką falę na głębinę, walczył o życie. Kiedy już gasła nadzieja, pojawiły się morskie zwierzaki. Na wpół przytomnego i przemoczonego doholowały na brzeg foki i wydry, a łabędzie osuszyły swoim oddechem i wachlowaniem skrzydeł.
– Grzybiarze też mają się do kogo modlić?
– Do św. Bartłomieja, który był również wielkim bartnikiem. Wprawdzie za swojego patrona uznają go też: rzeźnicy, garbarze, introligatorzy, siodlarze i szewcy, tynkarze, górnicy, krawcy, piekarze, sztukatorzy, pasterze, właściciele winnic i rolnicy, a nawet… ludzie oszukani, czyli „ łupieni ze skóry”. Jego patronat nad grzybiarzami to pokłosie późniejszej tradycji, wg której Bartłomiej, czczony u nas 24 sierpnia, błogosławi rozpoczynającym w tym dniu siewy zbóż ozimych, zbiory warzyw, grzybów oraz miodu leśnego i pasiecznego. „Na świętego Bartłomieja otwiera się siew i knieja” – głosi ludowe przysłowie. Do Bartłomieja można zanosić też prośby o szczęśliwe wyprowadzenie z lasu w przypadku zabłądzenia.
– W gronie wyniesionych na ołtarze są i pustelnicy, którzy często właśnie w lesie szukali bliskości z Bogiem…
– Tych jest naprawdę wielu. Zaczynając od prekursorów: św. Pawła z Teb i św. Antoniego Wielkiego. Pierwsi pustelnicy umieli oswajać siły natury i żyć w zgodzie z nią. Obserwując dzikie zwierzęta, uczyli się rozróżniać rośliny trujące od jadalnych. Co ciekawe, służyły im również dzikie bestie, by przypomnieć tylko: dziki – Antoniemu, lwy – Hilarjonowi, krokodyl – Pachmjuszowi, gołąb i wilk
– Sergiuszowi, kruk – Pawłowi, lew – Makaremu, jak wylicza „Vitae patrum” wydana w 1615 r. w Antwerpii. W naszej okolicy też można było spotkać pustelników wyniesionych na ołtarze. Przypomnę tylko św. Jana z Dukli, czczonego dziś w wielu miejscach w okolicy Dukli, m.in. w jego dawnych pustelniach „Na Zaśpicie” i w kapliczce „Złota Studzienka” pod Cergową.
– Wizerunki świętych kojarzą się z postaciami trzymającymi krzyż czy pastorał. Są też tacy, którzy dzierżą siekiery, piły i topory!
– I jest wśród nich również św. Józef, który jako cieśla winien być częściej przedstawiany z toporem, niż z lilijką. Do tego grona zaliczam również błogosławionego Henryka z Bolzano, patrona drwali i św. Bonifacego, któremu zawdzięczamy zapewne zwyczaj wnoszenia na święta choinki do domu. W tradycji kościoła wschodniego siekiera występuje też na ikonie – Chrzest w Jordanie. Topór u stóp św. Jana Chrzciciela, to zapowiedź jego męczeńskiej śmierci i nawiązanie do biblijnej opowieści o siekierze wyjętej z wody. W hagiografii topór jest motywem dość częstym, gdyż wielu świętych poniosło śmierć od tego narzędzia. Znaleźć go można na wizerunkach apostołów: św. Macieja i św. Mateusza. Również św. Jozafat Koncewicz, patron kościoła unickiego na ikonach przedstawiany jest z książką, jako symbolem mądrości oraz toporem – przypominającym o jego męczeńskiej śmierci przez ścięcie. Nawet św. Wojciech, apostoł ziem polskich i Słowian, ma w atrybutach siekierę wyłącznie za sprawą swej męczeńskiej śmierci z rąk pogańskich Prusów. Św. Wolfgang, rzucił siekierą w zarośla i punkt upadku narzędzia uznał za miejsce, jakie Bóg przeznaczył na budowę jego pustelniczej celi. Wielu świętych z tym atrybutem w różnych krajach Europy Zachodniej uważanych jest za patronów drwali: bł. Henryk z Bolzano, św. Henryk z Uppsali, św. Botwid szwedzki czy św. Trudpert z Münstertalu.
– Pozostając w temacie „leśnych zawodów” warto wspomnieć odchodzącą w zapomnienie profesję wypalania węgla drzewnego, spotykaną jeszcze w Bieszczadach… Kto patronuje w tej ciężkiej pracy?
– Święty Tybald z Provins – patron wypalaczy węgla, dziegciarzy, terpentyniarzy, żywiczarzy i smolarzy, który sam taki „czarny”, leśny zawód wykonywał, by utrzymać się przy życiu. Pięknie jego wizerunek namalował przed kilku laty bieszczadzki artysta, Zdzisław Pękalski…

Rozmawiała Aneta Jamroży