
Pojawiły się kolejne informacje dotyczące okoliczności śmierci 32-letniej mieszkanki Dębicy, Justyny Karaś. Kobieta zmarła w połowie drogi do szpitala, z Dębicy do Rzeszowa. Rodzina nie może pogodzić się z tą tragedią. Poprosiła o pomoc posła Pawła Poncyljusza, który skierował pismo do starostwa powiatowego w Dębicy. Zarzuca placówce szereg zaniedbań. Szpital odnosi się do zarzutów i tłumaczy m.in., dlaczego nie zdecydował się na wysłanie śmigłowca. Sprawą zajmuje się rzeszowska prokuratura.
32-letnia pani Justyna, trafiła na dębicki SOR 24 stycznia. Tam przeszła szereg badań, a około godz. 21 wiedziano już, że potrzebuje ona leczenia, którego szpital w Dębicy jej nie zapewni. Jednak dopiero o godz. 23, podjęto decyzję o przewiezieniu do szpitala w Rzeszowie. Niestety, podczas transportu, stan kobiety się pogorszył i załoga karetki musiała zjechać do najbliższego szpitala, którym był ten w Sędziszowie Młp. Tam kobieta zmarła. Sprawą jej śmierci zajmuje się Prokuratura Regionalna w Rzeszowie. Rodzina i mieszkańcy Dębicy nie mogą pogodzić się z tą tragedią. W lutym 2023 roku przy budynku starostwa powiatowego w Dębicy odbył się protest. Poseł PO Paweł Poncyljusz skierował pismo do starosty dębickiego Piotra Chęcika, bo to ta instytucja jest odpowiedzialna za funkcjonowanie placówki medycznej. Poseł zarzuca szpitalowi liczne naruszenia. Poncyljusz otrzymał pismo od dyrekcji szpitala, w którym przedstawiono wydarzenia z tej feralnej nocy i odpowiedziano na jego zastrzeżenia.
Szpital odpowiada na zarzuty
Jednym z zarzutów pojawiającym się w przestrzeni publicznej, jest to, że tego dnia na SOR nie było lekarza z pieczątką potrzebną do wysłania transportu. Szpital odpowiada, że kiedy pacjentka przebywała na SOR, „było na nim dwóch lekarzy posiadających uprawnienia do udzielania świadczeń, sporządzania dokumentacji medycznej i wydawania skierowań do dalszego leczenia, w tym lekarz ratownictwa medycznego. Ponadto w Oddziale Chorób Wewnętrznych i Kardiologi dyżur pełnili lekarz specjalista z zakresu chorób wewnętrznych i lekarz z zakresu kardiologii” – czytamy w piśmie podpisanym przez Przemysława Wojtysa, dyrektora Zespołu Opieki Zdrowotnej w Dębicy.
– Wykrycie rozwarstwienia aorty nastąpiło ok. godz. 23 i natychmiast przystąpiono do czynności mających na celu przewiezienia pacjentki do leczenia operacyjnego w Klinice Kardiochirurgii w Rzeszowie – informuje dyrekcja w piśmie.
Szpital odnosi się także do informacji, że pani Justyna cierpiała na zespół Marfana (rzadka choroba genetyczna, w wyniku której uszkodzone są włókna sprężyste, a synteza elastyny zaburzona). – Informacja ta nie znajduje się ani w dokumentacji zespołu ratownictwa medycznego, ani w dokumentacji z chwili przyjęcia do SOR. Informacja w tym zakresie została przekazana lekarzowi przez pacjentkę dopiero ok. godz. 22.30, co skutkowało wykonaniem specjalistycznego badania – wskazuje Przemysława Wojtys.
Dlaczego nie wysłano śmigłowca?
Szpital tłumaczy także, dlaczego nie wybrał do transportu śmigłowca, tylko karetkę. „Najbliższy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego mający uprawnienia do lotu w porze nocnej znajdował się w Krakowie. Cała procedura zgłoszenia zapotrzebowania na ten transport, wykonania czynności technicznych związanych z transportem oraz czas przelotu do Dębicy, a następnie do Rzeszowa generowałby zbyt duży zakres czasu potrzebnego do wykonania tej czynności i wydłużył znacznie czas transportu w porównaniu z transportem samochodowym” – napisał dyrekcja. Przewidywany czas przejazdu karetki określono na 30 do 40 minut.
Dębicki szpital chwali się też, że „co najmniej w ostatnich dwóch latach nie stwierdzono naruszenia praw pacjenta przez personel SOR ani nie stwierdzono błędów w leczeniu”.
– Zarzuty stawiane przez Posła na Sejm RP Pawła Poncyliusza są nieuzasadnione i nie znajdują oparcia zarówno w faktach, jak też w dowodach. Pan poseł w swoim piśmie oprócz sprawy pani Justyny Karaś wskazał, że uzyskał informacje dot. niskiej jakości usług świadczonych w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, długim oczekiwaniu na pomoc, arogancję personelu, brak informowania rodzinny o stanie zdrowia pacjentów i brak należytego zainteresowania pacjentem. Nie wskazał jednak na konkretne sytuacje, oprócz przypadku Justyny Karaś, dlatego brak jest możliwości udzielenia konkretnej odpowiedzi, skoro nie można ich skonfrontować z danym zdarzeniem, które miało rzekomo mieć miejsce – twierdzi dyrektor ZOZ w Dębicy. Co do arogancji personelu, dyrekcja zobowiązała się do zwrócenia uwagi na konieczność wykazania większej empatii w stosunku do pacjentów. Przypomnijmy, że szpital wydał oświadczenie, w którym apeluje, żeby nie nazywać lekarzy dębickiego szpitala „mordercami”, co określono sianiem mowy nienawiści.
Kinga Dereniowska


