
Gaba Janusz to wokalistka z Rzeszowa, która na co dzień jest korepetytorką wokalną w Teatrze Maska. Kiedy ma czas, pisze też własne teksty i muzykę. Sama wymyśla i aranżuje wszystkie koncerty. Kocha jazz, który utożsamia z wolnością. Ostatnio można ją było usłyszeć wraz z zespołem 3 listopada w Wojewódzkim Domu Kultury. Była to czwarta edycja tzw. zaduszek jazzowych w mieście.
– Jak to się wszystko zaczęło?
Gaba Janusz: – Nie będę zbyt oryginalna, ale muzyka jest ze mną od zawsze. Tata grał na instrumentach i skutecznie mnie tym zaraził. Chociaż to bardzo trudny zawód, nie wyobrażam sobie robić nic innego. Ukończyłam szkołę muzyczną I i II stopnia w Rzeszowie w klasie skrzypiec. Później dostałam się na kierunek jazz i muzyka estradowa (specjalność wokalistyka) na Akademię Muzyczną w Gdańsku i tam w 2014 r. otrzymałam dyplom z wyróżnieniem i tytuł magistra.
– A skąd pomysł na muzyczne wspominanie zmarłych?
– Po moim powrocie z Trójmiasta zatęskniłam za koncertową formą spędzania zaduszek i zauważyłam, że w Rzeszowie nie ma takiego wydarzenia. I tak od 2018 r. organizuję zaduszki jazzowe, co roku w nieco innej formie i w innych miejscach, ale idea się nie zmienia – wspominamy i wykonujemy utwory nieżyjących już twórców muzyki jazzowej. Od zeszłego roku tytuł wydarzenia nabrał formy „Jazz dla ducha”. Spodobało mi się to i tak zostało. Cieszę się, że z roku na rok koncert cieszy się coraz większym powodzeniem, a w mieście kształtuje się nowa tradycja. To ludzie, czyli odbiorcy, sprawiają, że zaduszki są wyjątkowe.
– Dlaczego akurat jazzowe?
– Poznałam jazz, będąc na studiach. Chociaż nie jest to jedyny kierunek w mojej muzycznej drodze, z pewnością jest jednym z ważniejszych. Dla mnie to wolność, kolektyw muzyczny, czujność i otwartość na to, co dzieje się na scenie, na „tu i teraz”. Istotny jest język improwizacji, który nie jest łatwy, ale kiedy się go odkryje, to ma się wrażenie, że już nie chce się inaczej śpiewać. Takie podejście uczy mnie jako wokalistkę biegłości technicznej, umiejętności eksplorowania głosu na różne sposoby. Czasem zaskakuję tym samą siebie i wtedy mam największą frajdę. Lubię taki rodzaj ekspresji wokalnej, tym bardziej że przez większość mojego życia mówiono mi, że muzykę trzeba wykonywać „tak jak jest w nutach” i to jedyne słuszne rozwiązanie. Na studiach okazało się zupełnie inaczej, co było dla mnie ogromnym odkryciem i wolnością, a człowiek wolny, to człowiek szczęśliwy.
Rozmawiała Kinga Siwierska


