
Sanocka policja pod nadzorem miejscowej prokuratury wyjaśnia przyczyny wybuchu pożaru, do którego doszło w firmie Ciarko Design. Spłonęła tam jedna z hal lakierniczych. Akcja gaśnicza trwała ponad 20 godzin. W szczytowym momencie z ogniem walczyło ponad 150 strażaków z 30 jednostek z całego regionu. Jeden ze strażaków został ranny i z poparzeniami dłoni i twarzy trafił do szpitala. Pracownicy hali zdążyli się ewakuować, nikt nie odniósł obrażeń. Prezes Ciarko Design Ryszard Ziarko zapowiedział, że spółka wznowi procesy produkcyjne najszybciej jak to możliwe.
Pożar wybuchł w czwartek, 9 czerwca, około godziny 13.30, pracownicy zauważyli, że pali się mała lakiernicza część zakładu produkcyjnego, następnie ogień rozprzestrzenił się na halę montażową. Pracownicy zaalarmowali straż pożarną i jeszcze przed jej przyjazdem zdołali ewakuować się z budynków, nikt nie odniósł obrażeń. – Akcja gaśnicza trwała ponad 20 godzin i ze względu na panujące warunki była bardzo trudna – podkreśla kapitan Anna Kozłowska, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Sanoku. Ogień bardzo szybko rozprzestrzeniał się na kolejne części hal produkcyjnych. Palące się środki chemiczne, sprzęt, plastiki oraz styropian powodowały ogromne zadymienie, strażacy musieli pracować w aparatach tlenowych. Do akcji wykorzystano również nowoczesny sprzęt, m.in. drony, które pozwoliły na dokładne zlokalizowanie źródeł pożaru. Jak relacjonują sanoccy strażacy, to był największy pożar i jedna z najtrudniejszych akcji gaśniczych w powiecie sanockim w przeciągu kilku ostatnich lat. Z powodu zadymienia zdecydowano o wyłączeniu na kilka godzin z ruchu obwodnicy Sanoka. Kłęby ciemnego dymu przez kilka godzin unosiły się nad miastem. Jak poinformowały służby burmistrza, nie doszło do skażenia powietrza, choć podczas akcji gaśniczej zalecano mieszkańcom terenów sąsiadujących z fabryką nieotwieranie okien. Jak poinformowała Super Nowości kapitan Anna Kozłowska, akcja dogaszania pogorzeliska trwała całą noc z czwartku na piątek i piątkowy ranek.
Na miejscu pojawił się bur-mistrz Sanoka Tomasz Matuszewski, starosta sanocki Stanisław Chęć i wojewoda podkarpacka Ewa Leniart. Burmistrz zapewnił, że poszkodowana firma może liczyć na wsparcie miasta. – Miasto poczyni starania, aby w ramach posiadanych środków i możliwości prawnych pomóc stanąć firmie na nogi. Ciarko Design i jego pracownicy mogą liczyć na nasze wsparcie – poinformował w mediach społecznościowych.
Serce produkcji uratowane
W piątek na profilu spółki Ciarko Design w mediach społecznościowych pojawił się komunikat na temat pożaru. – „Najważniejszą informacją, jaką Spółka ma do przekazania jest fakt, że nikt z pracowników nie ucierpiał w zdarzeniu. Udało się uratować serce produkcji, czyli park maszynowy, główną lakiernię oraz mniejszą halę montażową, które są kluczowym elementem do zachowania ciągłości produkcyjnej” – czytamy w komunikacie. Według zapowiedzi, spółka planuje wznowić procesy produkcyjne za około dwa tygodnie. – „Obecnie na terenie zakładu prowadzone jest postępowanie odpowiednich służb mających na celu wskazać przyczynę pożaru”.
Teren, na którym doszło do pożaru, został zabezpieczony, trwa jego porządkowanie.
Jest śledztwo
Przyczyny wybuchu pożaru na razie nie są znane. Sprawę wyjaśnia Komenda Powiatowa Policji w Sanoku pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Sanoku, która w piątek, 10 czerwca, wszczęła śledztwo z artykułu 163 paragraf 1. punkt 1, który dotyczy sprowadzenia zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać pożaru. – Czekamy na informację, czy wejście na teren hali jest już bezpieczne, kiedy tylko będzie taka możliwość, na miejscu ruszą prokuratorskie czynności i zabezpieczanie śladów, których późniejsza analiza pomoże nam ustalić okoliczności wybuchu pożaru oraz dokładny przebieg tego zdarzenia – powiedziała w piątek Super Nowościom prokurator Wiktoria Domaradzka, która prowadzi sprawę.
Doszło do skażenia?
W związku z pożarem, istniało niebezpieczeństwo skażenia przepływającej nieopodal rzeki Sanoczek. – Strażnicy SSR i członkowie LOP ciągle patrolują odcinek rzeki Sanoczek aż do ujścia rzeki San. Na razie nie stwierdzono śnięcia ryb. Przestrzegamy jednak wędkarzy, by nie spożywali w danej chwili złowionych ryb w tej rzece. Przestrzegamy również wszystkich, by nie poić w niej żadnych zwierząt domowych – możemy przeczytać w komunikacie Społeczna Straż Rybacka w Sanoku.
Martyna Sokołowska


