Szczepionek zamówiono dużo za dużo

Mierz siły na zamiary, albo na potrzeby. Tak chciałoby się powiedzieć patrząc na liczbę dawek szczepionki przeciwko COVID-19, które zostały zamówione dla Polski. Co prawda, liczby od początku były tajemnicą państwową/poliszynela, ale w ostatnim czasie ujrzały światło dzienne. A stało się to za sprawą dużego nadmiaru posiadania, na pewno zbyt dużego jak na nasze potrzeby. Popatrzmy więc na liczby. Według oficjalnych danych Polska ma niecałe 38 mln mieszkańców. Chcąc ich wyszczepić dwoma dawkami szczepionki, jak było zalecane na początku szczepień, wystarczyłoby 76 mln dawek. Tym bardziej że szczepieniom nie podlegały dzieci poniżej 5. roku życia, te dopuszczono dopiero od połowy grudnia 2021 roku, a nastolatków od 12. roku życia, od czerwca 2021. Tymczasem Polska zaczynając szczepienia pod koniec grudnia 2020 roku (medyków) zamówiła absurdalnie dużo dawek szczepionki przeciwko COVID-19. Na początku 2022 roku odnotowano dostawę do kraju już ponad 107 mln dawek, z czego udało się zużyć 55 mln. Mimo że udało się „upłynnić” ok. 30 mln sztuk (sprzedając lub darowując), 25 mln nadal zalega magazyny. Tymczasem blisko 70 mln dawek chce nam jeszcze w tym roku dostarczyć firma Pfizer, a 11 mln firma Moderna. Oni trzymają się podpisanych umów i nie chcą od nich odstąpić (jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze). Umowa przecież to umowa, a za każdą stoi kasa. Kasa liczona nie w złotówkach, ale w mld zł. Kto ją podpisał? Podobno Komisja Europejska, która negocjowała dostawy do całej UE. W ubiegłym tygodniu resort zdrowia powołując się na klauzulę „wyższej konieczności” poinformował Komisję Europejską i firmę Pfizer, że odmawia przyjmowania kolejnych szczepionek przeciw COVID-19 i wykonywania za nie płatności. Tłumaczył to tym, że nie możemy obecnie przyjmować kolejnych dostaw dlatego, że Polska musi być przygotowana na wydatkowanie znacznych środków na leczenie obywateli Ukrainy. Ministerstwo zaapelowało przy tym o elastyczność firm w realizacji kontraktów, otwartość i działanie w duchu społecznej odpowiedzialności biznesu. Ha, ha. Ciekawe czy kogoś to wzruszy. Osobiście wątpię. A patrząc długofalowo: COVID-19 jest nadal (ponad 1 tys. zachorowań dziennie, mimo że nie testujemy nagminnie i nie identyfikujemy przypadków, bo ministerstwo uznało, że epidemii już nie ma) i pewnie będziemy potrzebować pewnych ilości szczepionek. Oczywiście świeżych szczepionek, a nie tych wyprodukowanych kilka miesięcy wcześniej, bo one mają określony i bardzo krótki okres przydatności, jeszcze niedawno 9 miesięcy, teraz już 12, ale w warunkach wysokiego zamrożenia (co jest bardzo istotne). Oczywiście, to co może być przyczyną „wyższej konieczności” nieprzyjmowania szczepionek, można byłoby przekuć na chociaż ułamek sukcesu. Wszak do Polski przybyło ponad 2 mln uchodźców z Ukrainy, którym można byłoby podać blisko 4 mln dawek szczepionki z magazynowych zapasów. To oczywiście kropla w morzu, ale zawsze coś, naturalnie gdyby chcieli, a nie chcą. Jakkolwiek by patrzeć, to d…a z tyłu. I kolejne miliardy pójdą do utylizacji. Ale to nie nasza wina, chociaż tym razem też ani Tuska, ani Putina.

Redaktor Anna Moraniec