Szeliga pomógł Stali

Stal odniosła drugie zwycięstwo w Fortuna I Lidze. W sobotę biało-niebiescy pokonali ŁKS. Fot. Wit Hadło

Spotkanie Stali Rzeszów z ŁKS-em, mimo tylko jednej bramki stało na naprawdę ciekawym poziomie. Podobać mogli się zwłaszcza miejscowi, którzy bardzo szybko podporządkowali sobie wydarzenia na boisku. Przewaga stalowców widoczna była zwłaszcza w pierwszej połowie, kiedy bezradni rywale w zasadzie skupili się na bronieniu dostępu do własnej bramki. Kucie defensywy łodzian okazało się skuteczne jednak tuż po zmianie stron, gdy do własnej bramki trafił Bartosz Szeliga. – Do jakości gry dołożyliśmy skuteczność, konsekwencję i odwagę – podkreślał opiekun stalowców, Daniel Myśliwiec.

Przed niedzielnym meczem największą zagadką było to, jak Stal Rzeszów poradzi sobie po trudach ubiegłego tygodnia, kiedy w bardzo krótkim odstępie czasu rozegrała dwa spotkania. Po porażce z Ruchem Chorzów biało-niebiescy udali się w daleką podróż do Chojnic, a następnie mieli tylko dwa dni przerwy przed konfrontacją z notującym serię czerech zwycięstw z rzędu ŁKS-em. Trudy wyprawy do Grodu Tura to nie tylko licząca ponad 730 km podróż, ale także urazy, których nabawili się tam podstawowi piłkarze „Żurawi”. Na Pomorzu jeszcze w trakcie pierwszej połowy boisko opuścić musiał Paweł Oleksy, a stłuczenia po tym spotkaniu nie pozwoliły zagrać z ŁKS-em Krzysztofowi Danielewiczowi. Rzeszowianie nie zamierzali jednak kalkulować, dlatego bardzo szybko narzucili rywalom swój styl gry. Miejscowi przeważali wyraźnie, momentami notując serię kilku rzutów rożnych z rzędu, zamykając gości nawet w ich polu karnym. Gra toczyła się głównie na połowie łodzian, których postawa mogła zaskakiwać. O ile jeszcze można było spodziewać się nastawionej na kontry ekipy Kazimierza Moskala, o tyle ich słaba postawa w wyprowadzaniu piłki i szybko przegrana walka o środek pola rzucały się w oczy. ŁKS bowiem znany jest z zupełnie innych walorów. Wypada tylko żałować, że bardzo dobra postawa w ataku pozycyjnym Stali nie przełożyła się na klarowne sytuacje. Biorąc jednak pod uwagę świetnie zorganizowanych w ofensywie miejscowych, bramkowe okazje wydawały się kwestią czasu. I tak też było.

Zadecydował samobój

Tuż po zmianie połów stadion przy Hetmańskiej eksplodował z radości. Na połowie gości piłkę odebrał Patryk Małecki, który na lewym skrzydle rozegrał szybką akcję z Andreją Prokiciem, ten zaś dograł wzdłuż pola karnego, a tam niefortunnie interweniował Bartosz Szeliga, kierując futbolówkę do własnej bramki. Stracony gol pobudził ospałych dotąd graczy wicelidera. Trener Moskal nie czekał ze zmianami, posyłając w bój m.in. Nigeryjczyka Kelechukwu Ibe-Tortiego, od którego szło największe zagrożenie w stronę defensywy rzeszowian. 20-latek na lewym skrzydle nieraz dawał się we znaki obrońcom swoją szybkością. To również on mógł pozbawić zwycięstwa gospodarzy, ale najpierw trafił w poprzeczkę, a następnie po błędzie Łukasza Góry, będąc sam na sam z Przemysławem Pęksą, nie trafił nawet w bramkę. Pojedyncze zrywy nigeryjskiego skrzydłowego to było za mało na dobrze dysponowaną tego dnia Stal. „Żurawie” po zdobytym golu nie cofnęli się do obrony, tylko nadal na dużej intensywności, a zarazem cierpliwie budowali swoje ataki, kompletnie nie dając odczuć, że mają za sobą bardzo ciężki tydzień.

Zarządzali intensywnością

– Uważam, że wygraliśmy zasłużenie. Do jakości gry dołożyliśmy skuteczność, konsekwencję i odwagę. Pomimo niekorzystnego terminarza i niepełnej regeneracji wynikającej z dalekiego wyjazdu do Chojnic, bardzo dobrze zarządzaliśmy intensywnością – komentował zwycięstwo Daniel Myśliwiec, szkoleniowiec gospodarzy. Wygraną biało-niebieskich docenił też trener ŁKS-u, który zganił własny zespół zwłaszcza za postawę z pierwszych 45 minut. – Przede wszystkim gratuluję Stali zwycięstwa – zaczął Kazimierz Moskal.
– Chyba lepiej byłoby, gdybyśmy stracili bramkę na początku meczu, bo dopiero po straconym golu zaczęliśmy grać – żałował opiekun łodzian. – Pierwsza połowa pokazała, że nie było nas na boisku. Jeśli drużyna czuje się mocna i uważa, że nic jej nie zagraża, to życie jest takie, że coś za chwilę mocno walnie ją w głowę. Nie byliśmy ani dobrze zorganizowani w obronie wysokiej, ani na tyle zorganizowani, żeby utrzymać piłkę – dodawał coach ŁKS-u.

STAL – ŁKS w liczbach
58 Posiad. piłki (proc.) 42
6 Strzały celne 3
4 Strzały niecelne 3
8 Rzuty rożne 3
2 Spalone 5
14 Faule 18

Łukasz Szczepanik