Szpital apeluje: Nie nazywajcie lekarzy „mordercami”

Wspólne zdjęcie zakochanych – pana Krzysztofa i pani Justyny. Niestety los ich rozdzielił… W sieci (www.pomagam.pl) założono zbiórkę dla rodziny zmarłej. Potrzebna jest kwota 20 tys. zł. Fot. Archiwum rodzinne

– Niegodziwością jest żerowanie na tej tragedii przez osoby postronne. Nazywanie lekarzy dębickiego szpitala „mordercami” jest sianiem mowy nienawiści, godzącym w dobre imię naszej placówki i naruszającym dobra osobiste personelu – pisze w oświadczeniu Zespołu Opieki Zdrowotnej w Dębicy, p.o. zastępcy dyrektora ds. opieki zdrowotnej lek. med. Jadwiga Niemiec-Kulij. To odpowiedź na reakcje w internecie, jakie pojawiły się po opisaniu przez media historii śmierci 32-letniej Justyny z Dębicy.

Przypomnijmy; pani Justyna zmarła 24 lutego, w drodze do szpitala w Rzeszowie z placówki w Dębicy. Wcześniej u kobiety wykryto tętniaka serca, więc wymagała pilnej operacji w rzeszowskim szpitalu. Jednak jej transport odbył się 3 godziny po wydaniu diagnozy. Na operację kobieta nie dotarła, bowiem w połowie drogi źle się poczuła. Zespół karetki zjechał do najbliższego szpitala, którym był ten w Sędziszowie Młp. Tam, zmarła po godz. 1 w nocy. Osierociła dwójkę dzieci i zostawiła męża. Tragedia wstrząsnęła mieszkańcami Dębicy. W poniedziałek przed Starostwem Powiatowym w Dębicy odbył się protest, który zgromadził wielu dębiczan. Domagali się oni wyjaśnień, dlaczego doszło do tego dramatu. Kontrolę poselską zapowiedział także Paweł Poncyliusz, a Prokuratura Rejonowa w Dębicy bada okoliczności śmierci 32-latki. W sieci nie brak ostrych komentarzy o dębickim szpitalu. Wylało się na niego morze hejtu. Oto przykłady: „Każdy, kto musiał przejść przez oddział SOR w dębickim szpitalu, przeżył swoistą traumę” – pisze pani Alina, „Trzeba tragedii, żeby ktoś w końcu się zajął tą umieralnią” – uważa pan Robert, „Ale tak traktują ludzi – sama miałam nieprzyjemność pobytu tam. SOR pracownicy pracują tam za karę i tak traktują ludzi, przynajmniej mi tak to dali odczuć!” – grzmi pani Anna.

Wydali oświadczenie

Szpital długo milczał w tej sprawie. Jednak pod naporem opinii publicznej wydał oświadczenie: – Dotychczas jako szpital staliśmy na stanowisku, że z wszelkimi komentarzami wstrzymamy się do czasu wyjaśnienia sprawy przez prokuraturę – tłumaczy p.o. zastępcy dyrektora ZOZ ds. opieki zdrowotnej lek. med. Jadwiga Niemiec-Kulij.
– Jednak w związku z liczbą nieprawdziwych faktów powielanych przez środki masowego przekazu, w tym przede wszystkim media społecznościowe, które pokazują problem jednostronnie nie znając szczegółów sprawy, postanowiliśmy zamieścić oświadczenie – czytamy. Szpital składa wyrazy współczucia dla rodziny zmarłej kobiety. – Jest to niewyobrażalna tragedia – piszą. I deklarują współpracę z prokuraturą. – W celu wyjaśnienia przyczyn i okoliczności zgonu pacjentki nasz szpital w pełni współpracuje z organami ścigania, które badają sprawę. Prokuratura otrzymała dokumentację medyczną pacjentki i na bieżąco udzielamy wszelkich informacji i wyjaśnień – zapewnia lek. med. Jadwiga Niemiec-Kulij.

Niegodziwe żerowanie na tragedii

Powołano także własny zespół do ustalenia, czy sposób udzielania świadczeń zdrowotnych był zgodny z zasadami sztuki lekarskiej oraz obowiązującymi procedurami medycznymi. W oświadczeniu czytamy także, że podczas pobytu w dębickim szpitalu pacjentki „zachowano procedury postępowania i przez cały czas pobytu w oddziale miała wykonywane badania diagnostyczne oraz była leczona adekwatnie do zgłaszanych przez chorą dolegliwości”. Po postawieniu ostatecznej diagnozy i konsultacji kardiochirurgicznej, niezwłocznie zorganizowano transport do kliniki kardiochirurgicznej w Rzeszowie. – Zaprzecza to wersji przedstawianej w mediach, że pacjentka leżała w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, nikt się nią nie interesował i nic się nie działo – przekonuje szpital w oświadczeniu.

Kinga Dereniowska