
– Zdaliśmy ten egzamin na „6+”. Czy się zmieniliśmy? Nie. Myślę, że po prostu tacy jesteśmy. Kiedy trzeba pomóc człowiekowi w potrzebie, to to robiliśmy. Nie wiem, czy jakiekolwiek państwo w Europie, zrobiłoby to lepiej – mówił Wojciech Bakun w czasie niedzielnej debaty „Polska Wschodnia – światowe centrum pomocy humanitarnej”. Wzięły w niej udział organizacje pozarządowe i samorządowe pracujące przy granicy polsko-ukraińskiej.
– Nieważne, skąd jesteśmy, czy z małego stowarzyszenia, władz wojewódzkich czy samorządowych, wszyscy ruszyliśmy w jednym momencie ratować ludzi. Połączyło nas cierpienie ludzkie, ból, mróz, płacz. Zrobiliśmy piękną robotę, żeby uratować tysiące ludzi. Od ponad 30 dni bardzo ciężko pracujemy, ale to nie jest koniec – mówił jeszcze przed debatą Marcin Piotrowski z Fundacji Folkowisko. – Po polskiej stronie mamy ok. 2 milionów uciekinierów przed wojną. Po ukraińskiej – ok. 7 milionów wewnętrznych uchodźców. Musimy wspólnie pomyśleć, jak im pomóc, jak w przyszłości odbudować Ukrainę – dodał.
Jednym z gości wydarzenia był pisarz Andrzej Stasiuk, który sam został wolontariuszem Fundacji Folkowisko. Został jednym z kierowców, wożących zaopatrzenie na ukraińską stronę. – Zajechaliśmy do lwowskiego szpitala. Jeździ z nami pułkownik w stanie spoczynku straży granicznej i mówi: „Co za idiota zbudował magazyn niedaleko lotniska?”. Tej nocy zbombardowali to lotnisko – opowiadał Stasiuk. – Doświadczenia prawie wojenne. To wciąga. To uzależnia. Działanie w grupie. Jest adrenalina. Jest odwaga. Jeździsz, bo w którymś momencie nie zwracasz uwagi na to, co się dzieje – przyznał.
Potrzeba systemowych rozwiązań
Po rozmowie z Andrzejem Stasiukiem goście wzięli udział w debacie, która miała służyć wymianie doświadczeń samorządów i organizacji oddolnych.
– Ta wojna powiedziała „sprawdzam” w wielu kwestiach. Kazała się określić w pewnym względzie. Nie można było być zupełnie neutralnym, zajmować pozycję pomiędzy. Należało się określić. Zadziwiająca liczba osób niespodziewanie zaczęła pomagać. To jest budujące i piękne – podkreśliła Katarzyna Komar-Macyńska z Domu Ukraińskiego w Przemyślu.
– W twarzach tych ludzi widzimy nas. Nie ma podziału na Polaków i Ukraińców. Jesteśmy grupą ludzi i ci, którzy mogą pomagać, pomagają tym, którzy tej pomocy potrzebują – mówiła osoba z Centrum Pomocy Humanitarnej w Szegini.
Z kolei Wojciech Bakun, prezydent Przemyśla przyznał, że nie wie, czy jakiekolwiek państwo w Europie, zrobiłoby to lepiej. – Przypomnę kryzys migracyjny z 2015 i 2016 roku. W ciągu 2 lat do Europy napłynęła fala uchodźców w ilości około 1 miliona. To sparaliżowało kilka państw. My mówimy o przyjęciu 3 milionów uchodźców w ciągu miesiąca – przypomniał. – Zdaliśmy ten egzamin na „6+”. Czy się zmieniliśmy? Nie. Myślę, że po prostu tacy jesteśmy. Widzieliśmy drugiego człowieka i kiedy trzeba było pomóc człowiekowi w potrzebie, to to robiliśmy – dodał.
W jego opinii, należy być dumnym, że tak to zorganizowaliśmy. – Nie próbowaliśmy tego problemu zrzucać na kogoś innego. To największa wartość – skwitował Wojciech Bakun.
– Ruch społeczeństwa polskiego pokazał całej Europie, że można pomagać, jeżeli to jest legalne. Cały czas trwa kryzys na granicy polsko-białoruskiej. Prawdopodobnie społeczeństwo również chciałoby pomagać. Niestety tam ta pomoc jest nielegalna – zauważył Purtas z Centrum Pomocy Humanitarnej w Szegini. – Potrzebne są rozwiązania systemowe. Społeczeństwo nie będzie w stanie udźwignąć tego na dłuższy czas. Fajnie, że pracownicy urzędów sortowali ubrania. To bardzo ważne, ale ważniejsze, by ci pracownicy stworzyli procedury, choćby po to, żebyśmy my, jako organizacje humanitarne mogli szybciej przekraczać granicę i dostarczać tę pomoc.
wk


