Tytuł „Wizjonera zdrowia” za nadmiarowe zgony?

W tym roku główną nagrodę i tytuł „Wizjonera zdrowia” przyznawany przez tygodnik „Wprost” otrzymał minister zdrowia, Adam Niedzielski. Jak czytamy na Twitterze resortu, został doceniony „za dbałość o jakość w ochronie zdrowia oraz promowanie działań i zachowań prozdrowotnych”, a także „konsekwencję w dążeniu do wprowadzania reform w systemie ochrony zdrowia”. Kapituła doceniła też „styl”, w jakim minister Adam Niedzielski sprawuje swoje stanowisko. Przyjrzyjmy się więc stylowi zarządzania szefa resortu. Bez wątpienia jest autorytarny. Co to znaczy? Otóż minister wszelkie decyzje podejmuje sam, bo nie potrafi rozmawiać z ludźmi. To dlatego w zeszłym roku medyczne związki i samorządy zawodowe domagały się jego dymisji, bo zamiast negocjacji w rozmowach był monolog jednej strony, i ani kroku w tył. Z powodu pewnego rodzaju usztywnienia stanowiska rozwiązała się też rada medyczna, która miała mu doradzać w sprawie COVID-19, a której rekomendacje w ogóle, albo prawie w ogóle nie były brane pod uwagę. Z uporem godnym lepszej sprawy dąży też do centralizacji systemu, co przerabiano już za komuny, i co się nie sprawdziło. Teraz chce jeszcze zlikwidować konkurencję między szpitalami, dzieląc je na kategorie i oddając zarząd nad nimi Agencji Rozwoju Szpitali, która im będzie dyktować warunki. Do tego będzie dzielić wielkie pieniądze na inwestycje, ale po uważaniu, co zapisano już w stosownych projektach. Czym się to może skończyć, nietrudno przewidzieć: wybuchem kolejnych afer w rodzaju tej z nienadającymi się do użytku respiratorami od handlarza bronią, za które nikomu włos z głowy nie spadnie. A gdzie dbanie o jakość? Minister przez jakość rozumie pytanie się chorych, czy w szpitalu było dość cicho, nie interesuje go jednak statystyka ani sprawdzenie, dlaczego w jednych szpitalach umierało niemal 100 proc. chorych na COVID-19 pod respiratorem, a w innych połowę udaje się uratować, a to z pewnością byłoby dobrą miarą wysokiej jakości. Niedzielski o tym jednak milczał, tak jak teraz milczy o chorych przewlekle z Ukrainy, którym nadal nie można wystawić refundowanych recept. Oni również, tak jak wcześniej pacjenci z covidowych umieralni – nie mieszczą się w wizji ministra. Podczas odebrania nagrody minister zapewnił tylko, że polski system opieki zdrowotnej jest przygotowany na przyjęcie chorych i rannych pacjentów z Ukrainy. „Będziemy wydatkowali więcej z tytułu opieki, jeżeli Ukraińcy wejdą w nasz system zdrowotny, niż kosztował nas COVID-19” – stwierdził.
Nagroda nie zyskała dobrej prasy w mediach społecznościowych. „To jest plucie w twarz ofiarom. 150 tys. nadmiarowych zgonów, brak restrykcji covidowych, brak wymagania paszportów covidowych, a wszystko to w wyniku strachu przed utratą władzy i przed koalicjantem oraz Konfą, to jest to wizjonerstwo?”, „Rekordowa na tle Europy liczba nadmiarowych zgonów z powodu ograniczeń w dostępie do ochrony zdrowia, setki tysięcy ludzkich dramatów – trudno zapomnieć, jeszcze trudniej wybaczyć”, „To jest obraz największej żenady w ochronie zdrowia, gdyby choć ten człowiek miał minimum przyzwoitości, to by jej nie przyjął, bo to jak splunięcie na cały personel medyczny w Polsce”. I trudno temu zaprzeczyć…

Redaktor Anna Moraniec