
Projekt Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia (NPChUK) na lata 2022 – 2032 został przyjęty przez Radę Ministrów. Ma kosztować ok. 270 mln zł rocznie i objąć inwestycje w kilku obszarach dotyczących: pacjentów, kadr medycznych, edukacji, profilaktyki i stylu życia, nauki i innowacji, a mówiąc jednym słowem: usprawnić cały system opieki kardiologicznej. Ale halo, halo. W całym projekcie nie ma słowa o naczyniach mózgowych, odżywiających mózg, bo przecież w głowie również funkcjonuje układ krążenia. Mózg zaopatrywany jest nawet przez dwa systemy naczyniowe: układ tętnic szyjnych wewnętrznych oraz układ tętnic kręgowych. Zaburzenia krążenia mózgowego prowadzą zaś do uszkodzenia komórek nerwowych, a co za tym idzie – do wystąpienia objawów ogniskowych: zaburzeń czucia, świadomości, niedowładów, a nawet paraliżu i śmierci. Dlaczego więc w Narodowym Programie Chorób Układu Krążenia (bardzo potrzebnym, bo w porównaniu z Europą Polska ma dwukrotnie wyższą umieralność z powodu choroby niedokrwiennej serca) brakuje części neurologicznej, przede wszystkim dotyczącej zapobiegania, diagnostyki i nowoczesnego leczenia udarów mózgu? Pytanie tym bardziej zasadne, że populacja polska ma 1,5 raza wyższy (od europejskiego) wskaźnik zgonów wskutek właśnie udaru mózgu. Ba, rocznie w Polsce dochodzi do ponad 80 tys. udarów niedokrwiennych (4/5 wszystkich). Udar wciąż pozostaje też pierwszą przyczyną niepełnosprawności i drugą przyczyną zgonów (po chorobach serca). A to właśnie w tym obszarze naszego systemu ochrony zdrowia niedobory są znacznie większe niż w przypadku kardiologii. Na Podkarpaciu mamy np. 8 pracowni hemodynamiki (z czego dwie, w najwyższej – 3 klasie), gdzie zabiegowo leczy się ostre zawały serca. Jeżeli zaś chodzi o analogiczne zabiegi – praktycznie w zakresie tej samej choroby, jeśli chodzi o jej patogenezę – ale zwykle trudniejsze ze względu na specyfikę naczyń mózgowych, nasz system nadal boryka się ze sporymi niedostatkami. W regionie takie zabiegi na mózgu wykonuje tylko jeden ośrodek. I to dopiero od stycznia 2019 roku, kiedy NFZ podpisał z KSW nr 2 w Rzeszowie umowę w sprawie pilotażowego programu dotyczącego leczenia ostrej fazy udaru niedokrwiennego za pomocą przezcewnikowej trombektomii mechanicznej. Jest to metoda leczenia, która wykonywana była dotąd jedynie w ramach grantów naukowych, a nie jako świadczenie gwarantowane. I nie dlatego, że metoda nie jest skuteczna czy jej skuteczność należałoby dopiero udowadniać. Pilotaż wdrożono, bo brakowało środków na szersze stosowanie tej metody. Brak środków to także brak wysoko specjalistycznego sprzętu i profesjonalnego personelu. Brak środków sprawił właśnie, że inwazyjne leczenie udaru mózgu nadal nie jest w Polsce tak powszechne jak inwazyjne leczenie chorób serca. Dlatego zakres neurologiczno-udarowy jak najbardziej powinien się znaleźć w projekcie Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia. Mam nadzieję, że specjaliści jeszcze raz przeanalizują potrzeby naszego układu krążenia i nie odetną mu jednak głowy.
Redaktor Anna Moraniec


