
Święta Wielkiejnocy są z zasady wyjątkowe, ale w Koprzywnicy nabierają naprawdę niesamowitego charakteru za sprawą bziuków i bziukarzy. Ogniste widowisko mające ponad 200-letnią tradycję organizowane jest w Wielką Sobotę.
Bziukarze czasem poparzą twarz i zawsze śmierdzą naftą przez całe święta, ale zianie ogniem dla Zmartwychwstałego to dla nich zaszczyt. Tradycję, którą w Koprzywnicy kultywuje się od kilku pokoleń, można zobaczyć raz w roku, w Wielką Sobotę. 2 lata temu została ona wpisana na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Bziukarze z Koprzywnicy nabierają naftę do ust, wydmuchują ją na płonące pochodnie i nie bacząc na niebezpieczeństwo, rozświetlają drogę Zmartwychwstałemu, który tylko tu, w Koprzywnicy wstaje z grobu nie w Wielkanoc, ale po wieczornej liturgii w Wielką Sobotę.
Pierwsza wzmianka o tym zwyczaju pochodzi z ksiąg parafialnych z 1802 roku, kolejne pochodzą z 1840 i 1860 roku. Od połowy 2020 roku trwała intensywna praca nad gromadzeniem wszelkiej dokumentacji związanej z procedurą wpisu bziuków koprzywnickich na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Wysiłek opłacił się, bo decyzją ministra kultury, dziedzictwa narodowego i sportu, Piotra Glińskiego, niezwykłe koprzywnickie widowisko od marca 2021 r. oficjalnie widnieje już na prestiżowej liście.
Aleksandra Klubińska, burmistrz Koprzywnicy, mówi, że to ogromne wyróżnienie dla miasta i gminy. O potrzebie wpisania bziuków na listę mówiono od wielu, wielu lat. Podejmowano różne próby, które niestety kończyły się niepowodzeniem. Wysiłek i determinacja lokalnej społeczności ostatecznie jednak się opłaciły.
Inicjatorami przedsięwzięcia byli druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Koprzywnicy
– bziukacze, natomiast organem koordynującym wszystkie działania był Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Sportu w Koprzywnicy, dyrektor Krzysztof Pitra, Aleksandra Olszewska, Lucyna Zwolska i Małgorzata Sarzyńska.
– Ochrona niematerialnego dziedzictwa jest niezwykle istotna. Zgodnie z definicją Konwencji UNESCO, bziuki koprzywnickie są praktyką kulturową, którą wspólnota strażacka i społeczność lokalna uważają za część własnego dziedzictwa kulturowego. Sama umiejętność bziukania oraz wiedza o tym zwyczaju są przekazywane z pokolenia na pokolenie od ponad 100 lat i jest on stale, cyklicznie odtwarzany przez druhów z OSP w Koprzywnicy. Odbywa się to w ścisłej relacji ze wspólnotą lokalną, z której strażacy się wywodzą, zapewnia im również poczucie przynależności do wspólnoty oraz ciągłość tożsamości kulturowej – czytamy w opisie zwyczaju.
Wielkosobotnie widowisko od lat przyciąga do Koprzywnicy tłumy uczestników. Przypomnijmy, niezwykła liturgia zaczyna się w Koprzywnicy o godz. 20 i trwa dwie godziny. Potem wystrzały z armat ogłaszają początek procesji, która trzy razy obchodzi kościół. Na samym czele strażacy niosą krzyż, który ich koledzy oświetlają latarkami. Kobiety dźwigają wielki różaniec, a za nimi podążają kolejni strażacy ze sztandarem Ochotniczej Straży Pożarnej. Dalej sztandary kościelne, mężczyźni w strojach rycerskich i orkiestra dęta. Za muzykami, tuż przed księdzem z Najświętszym Sakramentem, kroczą dmuchacze ognia.
– Kiedy wciąga się do ust naftę i dmuchnie na zapaloną pochodnię, powstaje słup ognia. Jak się podskoczy do góry, efekt jest najlepszy. Świetlista fontanna tryska na dwa metry – opowiadał nam w trakcie jednego z widowisk Krzysztof Beksiński, kierowca OSP w Koprzywnicy, który bziukał już kilkanaście razy. – Jak się dmuchnie, trzeba od razu pochodnię odjąć, bo inaczej można się poparzyć – przyznaje Beksiński. – Wypadki czasami się zdarzają, ale jeden z poważniejszych miał miejsce ponad 20 lat temu.
Małgorzata Rokoszewska


