
Najstarsza w Rzeszowie kwiaciarnia Róża przetrwała 53 lata, burgerownia Burger Store w centrum zamknęła się po 9, znajdująca się niedaleko Bagatela ostatni posiłek przygotowała w miniony poniedziałek, po 13 miesiącach od otwarcia. Na brak klientów nie narzekały, dobiły ich ceny energii.
– To może być początek upadku firm w Polsce, zwłaszcza tych małych, gastronomicznych i rzemieślniczych – mówi Dominik Łazarz, ekonomista z WSIiZ w Rzeszowie.
Lawina ruszyła od wpisu na jednej z rzeszowskich grup na FB: „Najstarsza i największa rzeszowska kwiaciarnia RÓŻA przy ul. Dąbrowskiego po 53 latach kończy działalność. Przetrwała komunę, stan wojenny i pandemię, przegrała z rachunkami za gaz. Klientom dziękujemy za pół wieku współpracy”.
Dzień później kolejny wpis. Tym razem żegna się Burger Store: „Dziewiątych urodzin nie będzie! Dziękujemy za to, że prawie 9 lat byliście z nami, ale dzisiaj jest ostatni dzień kiedy możecie nas odwiedzić. Kilka dni temu dostaliśmy rachunek za prąd, który nie wynosił jak zwykle 4000 – 5000 zł, a 21 000 zł i niestety nie był to błąd.”
W poniedziałek informacje opublikował lokal Bagatela z ul. Grunwaldzkiej. Treść niemal identyczna: „Jesteśmy zmuszeni do zamknięcia lokalu. Ceny prądu i gazu likwidują kolejną gastronomię w Rzeszowie”. Tu nowy rachunek za gaz wzrósł ponad 5 razy, na ten za prąd właściciel nie chciał czekać, postanowił zakończyć działalność.
Jak zamknę, pracę straci 6 osób
– To nie dotyczy tylko Rzeszowa, ale również lokali w dużych miastach powiatowych, np. Dębicy. Dobijają je koszty stałe związane z energią i ciepłem. Ich właściciele nie mogą podnieść cen na tyle, żeby to sobie zrekompensować, bo Polacy też odczuwają skutki inflacji. Niestety, za rozdawnictwo, które w tej chwili odbywa się w Polsce, ktoś musi zapłacić. Płacą przedsiębiorcy, mali rzemieślnicy, płacą Polki i Polacy. Fajnie, że rząd dał nam 3 tysiące na węgiel i sprzedaje go za 1850 zł, świetnie, że zamraża ceny prądu i obniża VAT, ale to, że się tak wyrażę, gdzieś musi walnąć. I wali właśnie w nas – mówi Dominik Łazarz.
W Mirosława Lelka, właściciela małego sklepu na osiedlu Wilkowyja, walnęło wraz z nowym rachunkiem za prąd. – Kilka lodówek, zamrażarki, światło. Rok temu za dwa miesiące płaciłem po 4 tys. złotych, ostatnio 12 i pół, a teraz otwieram najnowszy rachunek i widzę kwotę, która jeszcze bardziej mnie przeraża. Prawie 14 tys. zł.
W dodatku już nie można się zbytnio spóźniać ze spłatą, co wcześniej się zdarzało. Gdy przyszedł przedostatni rachunek, nie miał na koncie pełnej kwoty. Zapłacił 3 tysiące, później przelał kolejne 4, w końcu, już po otrzymaniu ponaglenia, spłacił całość. – Dzień później pojawili się panowie, żeby mi w sklepie odciąć prąd. Pokazałem przelewy w telefonie i udało się ich przekonać, że wszystko gra. Teraz czekam do stycznia na pierwszy zimowy rachunek. I przyznam, że już myślę o zmianie branży.
Jeżeli na drzwiach będzie musiał wywiesić tabliczkę „Zamknięte” pracę straci 6 osób. Sklep „Lelek” przestanie działać po 32 latach.
Zawiesiłem działalność i czekam
A. prosi, żeby nawet jego imienia nie podawać, bo z jednej strony mu głupio, a z drugiej jakoś trzeba sobie radzić. Staż ma podobny, od ponad 30 lat prowadzi niewielki warsztat. Bywało różnie, w najlepszym okresie zatrudniał trzech pomocników. Teraz został sam, czasem prosi o pomoc któregoś z sąsiadów.
– Branża budowlana zaczęła dołować, a moje usługi są z nią mocno powiązane. To pierwsza rzecz. Druga – ceny materiałów poszybowały. To można częściowo przerzucić na klientów, ale jak do tego dorzucę kilkukrotną podwyżkę cen prądu, to nikt u mnie już nic nie zamówi. Więc zawiesiłem działalność firmy, płacę stawki za energię jak klient indywidualny i dłubię te zamówienia, na które mam podpisane umowy. Jak trzeba będzie podpisywać kolejne, wrócę do normalnej działalności. Chyba że kompletnie przestanie mi się to opłacać – mówi.
Prezydent właśnie podpisał ustawę o wprowadzeniu limitu ceny prądu m.in. dla mikro-, małych i średnich firm. Od 1 grudnia 2022 do końca 2023 roku maksymalna cena prądu wyniesie 785 złotych za megawatogodzinę (MWh). – Czy to coś zmieni? Na razie o tym nawet nie myślę – dodaje.
Grzegorz Król


