Walka o władzę w zwierzęcym azylu

Fot. Bogdan Myśliwiec

Nielegalne wybory, przejęcie funduszy, fałszowanie dokumentów, malwersacje finansowe i przemoc fizyczna – to tylko część listy zarzutów, które docierają do opinii publicznej zza ogrodzenia tarnobrzeskiego schroniska dla zwierząt „U Machowiaków”. Sprawą już zajęła się prokuratura, a władze miasta wystąpiły o ustanowienie kuratora nad stowarzyszeniem, które prowadzi przytulisko.
Setka zwierząt. Psy i koty. Są i ludzie, którzy zorganizowali im azyl, jakiego poskąpili im wcześniejsi właściciele. Tarnobrzeskie schronisko dla zwierząt działa już wiele lat. Mieści się przy ul. Turystycznej 4. Przewinęły się przez niego setki czworonogów, wolontariuszy i pracowników. Placówka ma podpisaną umowę z Urzędem Miasta Tarnobrzega i świadczy dla gminy usługi na rzecz zwierząt nieposiadających domów. Działa sprawnie i cieszy się dobrą opinią. Organizowane regularnie przez Stowarzyszenie „Chrońmy Zwierzęta” otwarte drzwi placówki były tego najlepszym dowodem. Każdy mógł na teren schroniska wejść, pomóc w opiece nad zwierzętami. Nie czuło się, aby skrywało ono jakieś tajemnice. Jego profil na Fb śledzi blisko 14 tysięcy osób, a informacje na temat bieżących spraw, problemów, zapotrzebowania i zwierząt do adopcji są na nim regularnie publikowane.

Wszystko ma swoje granice

Około dwa tygodnie temu wyszło na jaw, że za ogrodzeniem tarnobrzeskiego schroniska nie dzieje się jednak najlepiej. Z dnia na dzień zostało zmienione konto bankowe. Przeprowadzono wybory nowego zarządu i zaczęło się wzajemne obrzucanie coraz poważniejszymi zarzutami przez osoby związane z kierowaniem i prowadzeniem schroniska.
– Byliśmy święcie przekonani, że w środowisku miłośników zwierząt nigdy nie spotkamy się z osobami, które wyrządzą krzywdę bezpośrednio naszemu stowarzyszeniu, jak również samym zwierzętom. Wiara, że robimy wspólnie coś dobrego wobec słabych zwierząt jest dla nas wartością bezcenną – informują pracownicy stowarzyszenia, którym jeszcze do niedawna prezesowała Izabela Płudowska. – Długo budowaliśmy dobry wizerunek schroniska dzięki naszej ciężkiej pracy i zaangażowaniu w to, co robimy. Udało się. I gdy wszystko zaczęło się świetnie rozwijać i prosperować, „ktoś” wdepnął w swoich butach, aby zniszczyć wszystko, nad czym pracowaliśmy przez ostatnie lata. Moi drodzy, od pewnego czasu nie dzieje się dobrze. Długo o tym nie mówiliśmy, wstrzymywaliśmy się od komentarzy, mając na uwadze dobro naszego stowarzyszenia. Ale na wszystko przychodzi czas, każdy ma swoje granice wytrzymałości. W tym momencie te granice zostały w rażący sposób przekroczone.

Po trupach do władzy

Z informacji przekazanych publicznie przez „stary zarząd” wynika, że: – Pewna grupa osób, które zapragnęły „po trupach” dojść do władzy, w sposób bezprawny zorganizowała zebranie, podczas którego powołała „nielegalny zarząd”. Pierwszym celem tej grupy, nie było dobro zwierząt, lecz udanie się do banku, gdzie przedstawiając niezgodne z prawem dokumenty otrzymała dostęp do konta bankowego naszego schroniska, czyli do pieniędzy przeznaczonych na zakup karmy dla zwierząt, opiekę weterynaryjną, zakup leków, opłaty za media. Podczas, gdy rzekoma „nowa Pani Prezes” udała się do banku, w celu zablokowania naszego konta, my opiekowaliśmy się naszymi zwierzętami. Daliśmy radę, pomimo iż została nas garstka, bardzo dużo zawdzięczamy również naszym wolontariuszom, którzy są z nami i zawsze możemy na nich liczyć. W momencie, kiedy my wykonywaliśmy swoją pracę, żadnej z tych osób nie obchodził los naszych zwierząt. Ale żądza władzy wzięła „górę”…. Nadal drążyli, podcinali nam nogi, w końcu, pod naszą nieobecność weszli do schroniska, wymieniając zamki i uniemożliwiając nam opiekę nad zwierzętami. Nie chcemy Państwu opowiadać, co zastaliśmy w niektórych kojcach po wejściu na teren schroniska. Opuszczone, brudne i głodne zwierzęta. „Ci” którzy, uważają się za prawdziwych „zwierzolubów”, stali wówczas z założonymi rękami śmiejąc się nam w twarz.

Zostali bez pieniędzy

Była prezes, wokół której skupione są osoby codziennie przychodzące pracować w schronisku, mimo problemów, także zwołała nadzwyczajne walne zgromadzenie, podczas którego zostały wyrzucone ze stowarzyszenia osoby stojące za puczem. Założone zostało nowe konto, opłacane są bieżące rachunki i zaległe faktury, częściowo z prywatnych kieszeni.
Dziś sytuacja w stowarzyszeniu wygląda tak, że są w nim dwa zarządy. Jeden, który pracuje fizycznie w schronisku i dba o zwierzęta bez dostępu do konta schroniskowego i drugi zarząd, który próbując przejąć władzę nad schroniskiem, powołał się niezgodnie ze statutem organizacji. To ona ma dostęp do konta.
O rzekomych nieprawidłowościach została powiadomiona prokuratura. O problemach w TS „Chrońmy Zwierzęta” został powiadomiony także prezydent Tarnobrzega. Osoby wchodzące w skład komisji rewizyjnej wysłały informacje o nieprawidłowościach także do: Powiatowy Urząd Pracy, Powiatowy Inspektor Weterynarii, Urząd Skarbowy, Wojewoda Podkarpacki, Przewodniczący Komisji ds. Pożytku Publicznego i Państwowa Inspekcja Pracy.
– 3 lipca zostało złożone zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu w związku z ustalonymi nieprawidłowościami wymagającymi analizy prawnej w tym karno-prawnej przez właściwe organy do tego powołane
– czytamy w informacji, za którą stoi nowy zarząd. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa zgłosił prokuraturze także prezydent miasta, dla którego było to obowiązkiem, biorąc pod uwagę, że stowarzyszenie wykonuje usługi zlecone przez gminę.

Domowe rewizje

Prokuratura, nie czekając na kolejne kroki stron, podjęła decyzję o przeprowadzeniu rewizji w mieszkaniach osób mogących posiadać stowarzyszeniową dokumentację. Łącznie, przeprowadzono rewizje w trzech mieszkaniach. Zabezpieczono podczas nich dokumenty oraz telefony komórkowe. O ich przebiegu informowała za pośrednictwem Fb nowa pani prezes, Zuzanna Markiewicz. Ona także publicznie wysunęła wobec byłego zarządu zarzuty o poważne malwersacje finansowe.
– Na podstawie przeprowadzonej kontroli stwierdzono, że były „podkładane’’ faktury za rzeczy, które nie były faktycznie zakupione. Za pieniądze ze zbiórek została zakupiona karma, po czym następnie na podstawie wystawionej faktury zostały pod tą fakturę wybrane pieniądze z konta. Stwierdzono również szereg dużych przelewów z konta stowarzyszenia na prywatne konto, w tym również za faktury już opłacone pieniędzmi stowarzyszeniowymi. Dużo gotówki było przekazywane „do ręki” od darczyńców, jednakże nie była ona wpłacana na konto stowarzyszenia. Nie udostępniono komisji dokumentów dotyczących rozliczeń tej gotówki, mimo że komisja wielokrotnie o to prosiła. Na stronie Facebook pojawiało się wiele postów informujących o wielu darowiznach gotówkowych w złotych oraz w euro, jednakże po rozpoczęciu kontroli owe posty zostały usunięte. Były również nieuzasadnione wielokrotne wypłaty w innych bankomatach, obarczone ogromnymi prowizjami. Istnieje uchwała, która wyraźnie wskazuje osobę dysponującą w tym czasie kontem stowarzyszenia włącznie z kartą bankomatową. Posiadamy również stosowne oświadczenia w tej sprawie – informuje Markiewicz.

Drugą część tekstu o problemach pracowników przeczytają Państwo już w poniedziałkowym wydaniu Super Nowości.

Małgorzata Rokoszewska