
To już pewne! Pojedynek Łukasza Różańskiego (14-0, 13 KO) z Alenem Babiciem (11-0, 10 KO), którego stawką będzie mistrzowski pas organizacji World Boxing Council (WBC) w kategorii bridger (101,6 kg) odbędzie się w Rzeszowie.
– We wtorek wieczorem Andrzej Wasilewski, szef Knockout Promotions oficjalnie poinformował, że pańska walka o mistrzowski pas odbędzie się w Rzeszowie. Może pan chyba wreszcie odetchnąć…
– Przyjąłem tę wiadomość z wielką ulgą, ze względu na to, że przynajmniej to wszystko będzie pod kontrolą i ta walka się odbędzie.
– Można powiedzieć „wreszcie”, bo w końcu ile można czekać na taki pojedynek?
– Limit czekania i cierpliwości na pewno już dawno został wyczerpany.
– To oczekiwanie pewnie było bardziej męczące, niż same przygotowania do walki, a może nawet i niejeden pojedynek, jaki pan stoczył w swojej karierze…
– Zarówno oczekiwanie, jak i przygotowania, bo przecież pojawiało się już kilka terminów walki, które ostatecznie nie doszły do skutku, były bardzo męczące. Cieszę się bardzo, że ten finisz już widać i mam nadzieję, że teraz już wszystko potoczy się zgodnie z planem.
– Znany jest już termin walki, bo wcześniej mówiło się o końcówce lutego?
– Końcówka lutego to była taka robocza data. Wszystko wskazuje na to, że będzie to jednak końcówka marca, prawdopodobnie 18 marca.
– Gdzie dokładnie odbędzie się walka?
– W hali na Podpromiu.
– To szczęśliwe miejsce dla pana. Czuje pan dodatkową presję, związaną z faktem, że ten pojedynek odbędzie się przed rzeszowską publicznością?
– Walka przed własną publicznością o mistrzowski pas jest spełnieniem moich marzeń. Na pewno nigdy nie myślałem o tym, że w Rzeszowie zawalczę o mistrzostwo świata, ale jak się okazuje, życie pisze fajne scenariusze. Co do presji, to ona będzie, ale to jest taka pozytywna presja, która – mam nadzieję – mnie poniesie. Liczę na kibiców, których bardzo szanuję i cenię. Cieszę się, że właśnie takich ich mam i to m.in. dzięki nim ta walka się odbędzie w Rzeszowie. Mam nadzieję, że dopiszą, że będzie pełna hala i wspólnie będziemy mieć powody do radości.
– Jak sam pan wspomniał, do walki pozostało niecałe dwa miesiące. Jak będą one wyglądały, jeśli chodzi o przygotowania do tego pojedynku?
– Generalnie jestem w przygotowaniach już od dłuższego czasu. Nie wspominając tego, ile już razy zaczynałem i kończyłem obozy. W listopadzie miałem lekką przerwę, potem wróciłem na salę i od tego czasu jestem w treningu. Czekam teraz na dokładną datę walki z nadzieją, że to wszystko już niebawem ruszy pełną parą i pod koniec marca będziemy mogli świętować.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


