
W długi weekend postanowiliśmy w gronie znajomych odpocząć od codziennych zmagań z coraz bardziej otaczającą nas rzeczywistością, a nade wszystko odciąć się od wszelkiej polityki. Stało się to zaraz potem, jak ktoś dla żartu wspomniał posła Janusza Kowalskiego (PiS) i jego najnowszy 33-sekundowy filmik, w którym w tak krótkim czasie zdążył palnąć kolejne głupstwo.
Poseł odwiedził Katowice i zamkniętą kopalnię Wieczorek, po czym udostępnił nagranie, w którym usilnie przekonywał, że „tu można było i można dalej wydobywać jeszcze węgiel kamienny”, nawet przez 15-20 lat. Problem tylko w tym, o czym już nie powiedział, bo nie wiedział, że kopalnia dawno została zlikwidowana z powodu… wyczerpania złóż. Ale pal licho posła Kowalskiego! Od razu po tej opowieści założyliśmy, że nie rozmawiamy też o żadnych Suskich, Sasinach i tym podobnych, a nawet o zakręceniu nam kurka z gazem, co Rosja uczyniła niby tylko dlatego, że Polska nie chciała płacić w rublach.
– A wiecie, w jakiej walucie płacą ptaki?
– Wróblach! – błysnął starym sucharem jeden z naszych stałych wesołków, ale chyba tylko po to, by zmienić temat. Wtedy kolejny kolega zaproponował, żeby w ogóle pogadać właśnie o zwierzątkach i od razu, nie wiedzieć czemu, sam zaczął od… modliszek.
– Jak być może wiecie – rozpoczął – nazwa tego owada pochodzi stąd, że przypomina on człowieka z rękami złożonymi do modlitwy. Na pierwszy rzut oka modliszki sprawiają więc wrażenie poczciwych świętoszków, ale jest to, niestety, zmyłka, na którą wielu daje się nabrać. Bardziej wyrafinowane gatunki modliszek wykształciły też specjalne ubarwienie, którego nie powstydziłby się najambitniejszy nawet kameleon. Dzięki temu, udając nabożnych świętoszków, mogą jeszcze dodatkowo mylić przeciwnika zmianą wizerunku, co skrzętnie wykorzystują, gdyż należą do drapieżców polujących z ukrycia. Krótko mówiąc, jest to taki owad, od którego lepiej trzymać się z daleka. Tym bardziej, że powszechnie znaną cechą tego gatunku jest na dodatek zżeranie partnera podczas kopulacji. Modliszka najpierw go kusi, przyciąga niczym prawica koalicjantów, a potem pożera.
– Weźmy dla odmiany sępa plamistego, który też raczej nie cieszy się nadmierną sympatią – zaproponował kolejny weekendowicz. – Ale za to potrafi wznieść się najwyżej ze wszystkich ptaków, bo na wysokość ponad 11 tys. metrów. Po prostu lubi górować nad innymi. Wystarczy jednak, by na chwilę zniżył lot i od razu widać, że jest to sęp, który zawsze pozostanie sępem.
– Albo taki szczur, który jest cholernie inwazyjny! – włączył się inny znajomy. – Jak już raz gdzieś trafi, to szybko opanowuje cały teren i trudno go wykurzyć. Gorszy może być chyba tylko prapłetwiec, taka ryba, która potrafi zagrzebać się w mule nawet na kilka lat. Siedzi w tym mule zamulona i przymula.
– Czy nie wydaje się wam, że pod pretekstem rozmowy o zwierzętach i to niezbyt sympatycznych, podświadomie znów gadamy o naszych rządzących politykach? – zapytał przytomnie jeden z weekendowiczów i od razu wszyscy zamilkli, choć ktoś już miał na końcu języka, by zagaić coś o hienach.
Jan Miszczak


