Węgrzy wybrali reżim i zgodę na ludobójstwo w Ukrainie

fot-kaminska (1).jpg

No to Węgrzy w niedzielę wybrali swoją władzę… Kto liczył na to, że zmądrzeli i odejdą od reżimu Viktora Orbana i jego ekipy, ten się przeliczył i okazał naiwnym. Zakładając – oczywiście – że orbanowscy pomagierzy nie sfałszowali wyników wyborów. Na dobrą sprawę – nie musieli, bo przez 12 lat swoich rządów na Węgrzech Orban zdołał całkowicie wyrugować ze swego państwa niezależne media, a także dostosować tak ordynację wyborczą, by była korzystna dla jego ugrupowania, czyli partii Fidesz. Przy tak sprzyjającej „atmosferze” wygrana Orbana i jego ekipy wydawała się być przesądzona, choć przyznać trzeba, że prawie 50 – procentowy wynik węgierskiej opozycji pokazuje, iż nie wszystkich Węgrów udało się reżimowi ogłupić. Niemniej wygrana partii Fidesz powinna każdego, komu droga jest demokracja w Europie niepokoić. Tak, wiem – zaraz pojawią się etatowe trolle, które będą wynik wyborów na Węgrzech wychwalać. Ale to tylko trolle. Racjonalnie myślący Polacy doskonale wiedzą, że polityka wewnętrzna prowadzona przez Orbana na Węgrzech nie ma z demokracją nic wspólnego. A co do polityki zagranicznej to Orbanowi na pewno bliżej do Moskwy niż do Brukseli. Węgierski polityk poniekąd sam się – dość bezczelnie – do tego przyznawał i przyznaje. Komentując wygraną swej partii w ostatnich wyborach Viktor Orban powiedział, że koalicja rządząca, czyli jego partia Fidesz oraz Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa (KDNP), musiała się zmierzyć z wieloma przeciwnikami. – Z lewicą w kraju, międzynarodową lewicą dookoła, brukselskimi biurokratami, wszystkimi pieniędzmi i organizacjami Gyoergya Sorosa, międzynarodowymi mediami głównego nurtu i wreszcie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim – wyliczył owych przeciwników Orban. Wymienienie tu prezydenta Zełenskiego było pokłosiem przemówienia, które przywódca Ukrainy skierował do V. Orbaba na dzień przed niedzielnymi wyborami. – Cała Europa chce pokoju. Cała Europa nie chce, aby pole bitwy zostało przeniesione z Mariupola do Budapesztu, z Charkowa do Krakowa czy z Czernihowa do Wilna. Cała Europa próbuje powstrzymać wojnę, przywrócić pokój. Dlaczego więc Budapeszt oficjalnie sprzeciwia się całej Europie, wszystkim cywilizowanym krajom? Dlaczego? – pytał Orbana prezydent Zełenski. Rzecznik węgierskiego rządu, Zoltan Kovacs, na falach Radia ZET tak podsumował słowa ukraińskiego prezydenta, przemawiającego – przypomnijmy – z atakowanego przez Rosjan Kijowa. – Nie ma miejsca na moralizowanie innych z powodu wojny – stwierdził. – Nie można od nas oczekiwać kroków, które zrujnowałyby nasz kraj. Inne podejście Polski i Węgier do wojny na Ukrainie wynika z powodów historycznych a nie politycznych – dodał Kovacs. Zastanawiające, że komuś w ogóle takie słowa mogą przejść przez gardło w chwili, kiedy widzimy wstrząsające zdjęcia ze zrujnowanego Mariupola czy z Buczy, gdzie siepacze Putina zabijali cywilów ze związanymi z tyłu rękoma. Zastanawiające, że ktokolwiek – a już szczególnie polityk – ma czelność wypowiedzieć takie słowa, gdy czytamy relacje o wielokrotnie gwałconych na oczach swoich dzieci Ukrainkach, po których ciałach Rosjanie przejeżdżają czołgami. Ale niejaki pan Zoltan Kovacs uważa, że to nie są powody, by wzywać Węgry, by nie hamowały sankcji wobec Rosji! Widocznie niejaki pan Zoltan Kovacs, polityczny podwładny Viktora Orbana, nie widzi w tym co robią Rosjanie Ukraińcom nic nadzwyczajnego ani bestialskiego. Tego rodzaju podejście – całkowity brak empatii i – nie da się ukryć – zgoda bloku politycznego Orbana z nim samym na czele na ludobójstwo, którego Putin przy pomocy swoich żołnierzy dopuszcza się na Ukrainie – stawia pod znakiem zapytania czy Węgry pod przywództwem Orbana powinny być nadal członkiem Zjednoczonej Europy! A co na to Polska? Ano nasz premier z PiS, Mateusz Morawiecki tak oto mówi o postawie Węgier: – Tak, będę namawiał Viktora Orbana, żeby nie powstrzymywał sankcji, ale chcę też powiedzieć państwu: Viktor Orban do tej pory nie powstrzymywał sankcji, Viktor Orban zgodził się na sankcje. Głównymi hamulcami są największe państwa i najbogatsze państwa Europy Zachodniej, zwłaszcza Niemcy – przekonuje Morawiecki. No cóż, wiadomo, że prezes naszej Rady Ministrów nierzadko mija się z prawdą i liczy na skromną inteligencję Polaków. W końcu sposób rządzenia Węgrami przez Orbana to dla naszej władzy wzór. Na razie niedościgniony, ale ta władza ciągle ma nadzieję, że zrobi z Polski drugie Węgry – bez wolnych mediów i bez wolnych wyborów, bez demokracji. Warto o tym pamiętać.

Redaktor Monika Kamińska