
będzie występować w sezonie 2023. Fot. Fb Cellfast Wilki Krosno
Ostatni wyścig finałowej rywalizacji pomiędzy Stelmet Falubazem Zielona Góra i Cellfast Wilkami Krosno rozstrzygną losy awansu do PGE Ekstraligi. Ten ostatecznie przypadł w udziale drużynie z Podkarpacia, która w Grodzie Bachusa obroniła 10-punktową zaliczkę z pierwszego meczu i w przyszłym sezonie będzie występować w gronie najlepszych zespołów w Polsce.
STELMET FALUBAZ Z. Góra 49
CELLFAST WILKI Krosno 41
STELMET FALUBAZ: 9. P. Protasiewicz 11+2 (3,1*,2,2*,3), 10. K. Buczkowski 9 (3,2,0,2,2), 11. R. Tungate 7+1 (0,3,1*,3,0), 12. J. Kvech 7+1 (1*,1,2,3), 13. M. Fricke 5 (2,3,t,0,w), 14. M. Borowiak 5 (3,1,1), 15. A. Mencel 5+1 (2*,0,2,1), 16. M. Tonder ns
CELLFAST WILKI: 1. V. Milik 10+1 (2,2,3,1,1,1*), 2. R. Karczmarz ns, 3. T. Musielak 4+1 (1*,0,w,-,3), 4. Ma. Szczepaniak 8 (2,2,3,0,1), 5. A. Lebiediew 15 (3,3,1,3,3,2), 6. F. Karczewski 1 (1,0,0,0,0), 7. K. Sadurski 0 (0,0,-), 8. K. Rew 3+1 (t,1*,2)
Falubaz podrażniony 10-punktową porażką na torze przy ul. Legionów już w I serii startów odrobił 6 „oczek” (15-9). Później z perspektywy krośnian było jeszcze gorzej, gdyż po 11 biegach to gospodarze byli w PGE Ekstralidze (38-28). W ekipie Ireneusza Kwiecińskiego i Michała Finfy zawodzili juniorzy, którzy łącznie uciułali w całym meczu zaledwie punkt. Podobnie jak w pierwszym pojedynku w Krośnie, także i w rewanżu wiele zastrzeżeń można było mieć do postawy Tobiasza Musielaka. To wszystko sprawiło, że przed biegami nominowanymi w dwumeczu był remis, który dawał awans zielonogórzanom (wyższe miejsce po fazie zasadniczej – przyp. red.). W 14. wyścigu wynik meczu i losy awansu na chwilę zeszły na drugi plan, wobec koszmarnego karambolu Maxa Fricke’a i Mateusza Szczepaniaka, którzy na pełnej prędkości uderzyli w dmuchaną bandę. Jako winnego całego zajścia sędzia uznał Australijczyka, który po tym, jak samodzielnie wsiadł do karetki, chwilę później pojechał do szpitala na badania. W powtórce obolały Szczepaniak do spółki z Musielakiem pokonali
4-2 Krzysztofa Buczkowskiego i na tę chwilę w PGE Ekstralidze była ekipa Cellfast Wilków. Dużo kontrowersji wywołało nominowanie do 14. biegu słabo spisującego się dotychczas „Tofika”, co jednak okazało się strzałem w „10” sztabu szkoleniowego krośnian. – Od takich biegów są liderzy. W Krośnie też były dyskusje czy nie powinien pojechać za niego ktoś inny. To jest tak doświadczony zawodnik, że w takich momentach warto na niego postawić i to dziś udowodnił – argumentował na antenie Canal+ Sport5 swoją decyzję trener Kwieciński, który tak skomentował przebieg sobotniego meczu w Zielonej Górze. – Był taki moment, podczas którego dyskutowaliśmy, że to wszystko idzie w złą stronę. Ale na początku obieraliśmy ścieżki, bo źle odczytaliśmy ten tor. Później się okazało, że tych ścieżek nie ma zbyt wiele, że jest jedna i trzeba się na nią jak najszybciej dostać. Teraz wszyscy jesteśmy przeszczęśliwi. Po prostu spełniły się nasze marzenia – cieszył się szkoleniowiec Cellfast Wilków.
Losy awansu rozstrzygnęła jednak dopiero 15. gonitwa, którą wygrał kończący tym meczem swoją karierę Piotr Protasiewicz. Po meczu był on jednak mocno sfrustrowany końcowym wynikiem spotkania. – Chciałem i marzyłem o tym, żeby to było zakończenie z happy endem. Trochę nie poszło, ale taki jest sport. Przegraliśmy minimalnie. Gratuluję krośnianom awansu. Życzę im powodzenia w PGE Ekstralidze. Sędziowanie jest jednak poniżej krytyki, jeśli chodzi o to, co dzisiaj działo się na wieżyczce sędziowskiej. To, co odstawiał sędzia, jest żenujące. Jak można trzy razy przerywać biegi i szukać na siłę winnego, kiedy winnego nie ma i dawać „warningi” nawet nie za mikroruchy (…) Panowie, obudźcie się, bo to jest żenujące. Wynik jest wypaczony przez sędziowanie. Jedziemy na 5-1, a potem bieg jest przerwany i inaczej to się układa – irytował się popularny „PePe”. A że za jego plecami w 15. biegu na linię mety wpadli dwaj krośnianie, to oznaczało ich upragniony awans do elity polskiego speedwaya. – Dla takich chwil i dla takich emocji chce się jeździć. Dwa ostatnie tygodnie były bardzo nerwowe. Przed tym meczem policzyłem, że ostatni dobry wynik miałem 3 września w mistrzostwach Europy. Tak więc od tego czasu minęło ponad 20 dni. Tym razem przewróciłem wszystko do góry nogami w sprzęcie i zaryzykowałem. Wyjechałem na próbę toru i czułem, że to jest to! – cieszył się po zawodach Andrzej Lebiediew, najskuteczniejszy zawodnik w szeregach drużyny z Krosna.
Marcin Jeżowski


