Władze miast wolą beton zamiast zieleni

Rynek w Leżajsku, przed i po rewitalizacji. Fot. Narodowy Instytut Dziedzictwa/Facebook

Centra miast na Podkarpaciu są coraz bardziej zabetonowane. Zamiast sadzenia drzew, w ramach rewitalizacji place na miejskich rynkach pokrywane są płytami granitowymi i kostką brukową. W Strzyżowie, Sanoku, Leżajsku, Jarosławiu, Brzozowie, Pilźnie, Ropczycach, Dynowie, Krośnie, Lubaczowie i Dębicy powierzchnie starówek pokrywane są betonem w mniejszej lub większej części. Polskie miasta wciąż stawiają na beton, ale nie wszystkie. Kielce właśnie się
z tego wycofują.

Władze Kielc zaplanowały częściowe odbetonowanie płyty Rynku i wprowadzają zazielenienie starówki. Drzewa będą posadzone bezpośrednio do gruntu na wschodniej pierzei w formie szpaleru. Aby zapewnić im dobre warunki do wegetacji, zostanie zainstalowany podziemny system nawodnienia. Nowe nasadzenia planowane są także po stronie południowej kieleckiego Rynku. Ciekawym elementem będzie stworzenie zielonej dominanty, czyli wieży porośniętej wijącą się roślinnością. Inwestycja ma być zrealizowana w przyszłym roku.

Nie wezmą przykładu z Kielc?

Sprawdziliśmy, czy władze podkarpackich miast są skłonne wziąć przykład z samorządu kieleckiego i przystąpić do odbetonowania miejskich rynków. Jednak ani w Strzyżowie, ani w Sanoku, Leżajsku, Jarosławiu czy Krośnie decyzje o wyeliminowaniu płyt granitowych czy kostki brukowej na rzecz posadzenia drzew nie zostały podjęte i nie będą. Eksperci mówią wprost – betonoza to zakała polskich miast. Osoby odpowiedzialne za takie rewitalizacje „tłumaczą” się m.in. wyższymi kosztami związanymi z pielęgnacją zieleni czy koniecznością podporządkowania przestrzeni miejskiej ruchowi samochodowemu poprzez wyznaczanie nowych miejsc parkingowych. Betonoza zazwyczaj jest nieprzemyślana i wiąże się z wycinką drzew i ogólne zmniejszenie powierzchni terenów zielonych. To zjawisko niezwykle negatywnie.

Na Rynku drzewa w pełni zabetonowane

Ireneusz Stefański, burmistrz Leżajska twierdzi, że nie ma nowego komentarza w sprawie Rynku w tym mieście. Remont leżajskiego Rynku kosztował ponad 14 mln zł. Do niedawna na starówce w tym mieście rosły jeszcze drzewa, które dawały cień w upalne dni. Drzewa zniknęły, a ich miejsce zajęły szczelnie ułożone płyty granitowe. To kolejna betonoza w Polsce. Grozi to niebezpiecznie wysokimi temperaturami oraz zatrzymywaniem wody. Przede wszystkim w pełni zlikwidowano zieleń w jednej części rynku na rzecz fontanny zatopionej w betonowej pustyni. Jest tam wprawie kilka drzew, ale to niewielkie okazy dodatkowo w pełni zabetonowane.

Mieszkańcy nie spodziewali się wycinki drzew

W Brzozowie zabetonowany Rynek rozczarował mieszkańców. Nikt z nich bowiem nie przypuszczał, że ta odnowa starówki będzie wiązała się z wycinką wszystkich drzew. Wycięto tam ich kilkanaście, w tym nawet chronione przez prawo cisy. W Jarosławiu prace modernizacyjne zakończyły się rok temu. Również i w tym przypadku jarosławianie skrytykowali władze miasta za wycięcie drzew sprzed ratusza i usunięcie trawnika. Uderzyła ich też konserwatora zabytków, który był za wycięciem zieleni, gdyż jego zdaniem korzenie penetrowały cenne tamtejsze podziemia, przez co dostawała się woda i było zagrożenie katastrofa budowlaną. W Pilźnie rewitalizacja Rynku zakończyła się w 2014 r. kosztem 7 mln zł. Pojawiła się fontanna, ale równocześnie wycięto większość drzew.

Drzewa obniżyłyby temperaturę od 10 stopni

W Krośnie Rynek był odnawiany 20 lat temu i jak nas poinformowała Joanna Sowa, rzecznik prasowy Urzędu Miasta, nie będzie tam żadnych zmian – nowe drzewa nie będą zasadzane, a od lat rośnie tam kilkanaście drzew, choć położono tam przed laty kostkę brukową zgodnie z zarządzeniem konserwatora zabytków. W Sanoku za 13 mln zł zabetonowano płytę Rynku, ale jak mówi Maciej Wanke, zastępca naczelnika Wydziału Rozwoju Miasta i Obsługi Inwestora, pracownicy dokładają wszelkich starań, aby ukwiecić przestrzeń i zasadzić zieleń w donicach. Tylko że to niewiele pomoże, bo temperatura podczas upałów od tych płyt wzrasta do ponad 50 st. C., a ratunkiem byłyby drzewa, które, gdyby tam nadal rosły, to w upalny dzień mogłyby obniżyć temperaturę, nawet o 10 stopni.

Mariusz Andres