
W dziedzinie używania wulgaryzmów od dawna zajmujemy jedno z czołowych miejsc na świecie. Ale ostatnio wiele się zmieniło i to na lepsze. Wprawdzie klniemy częściej i dosadniej, ale przekleństwa mają już zupełnie inny aspekt.
Dość powszechna opinia, że osoby, które przeklinają cechuje niska inteligencja i ubogie słownictwo jest z gruntu rzeczy niedorzeczna, co udowodnili naukowcy z angielskiego Keele University, wykazując niezbicie, że używanie wulgaryzmów ma wiele cech pozytywnych. Przede wszystkim dowiedli, że przekleństwa mogą być skutecznym sposobem na uśmierzanie bólu. Co nas zatem tak boli, że klniemy na czym świat stoi? Głupie pytanie, zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy przyczyn jest o wiele za dużo.
Ostatnio przekleństwa uznawane dotąd za najbardziej wulgarne brzmią jakby mniej ordynarne. Bo coraz częściej są adekwatne do coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości. Zdarzeniem wręcz symbolicznym był słynny incydent z Wyspy Węży, którą zaatakował rosyjski okręt wojenny, a pewna siebie załoga agresora zażądała, by broniący tego miejsca ukraińscy strażnicy graniczni natychmiast się poddali. I wtedy – jak pamiętamy – jeden z nich, konkretnie Roman Hrybow, odpowiedział im krótkimi żołnierskimi słowami: „rosyjski okręcie wojenny pier*** się”. Po powrocie z rosyjskiej niewoli Hrybow został odznaczony.
Kiedy potem na koncercie charytatywnym TVN wspaniały aktor Andrzej Seweryn, potępiając bandycki napad Rosji na Ukrainę, z wielkim kunsztem wykrzyknął te słowa na scenie, nikt już nie uznał ich za przekleństwo, gdyż ludziom przeszły po plecach ciarki. Bo wiele zależy od tego, kto przeklina, w jakich okolicznościach i w jakich intencjach. A tak na marginesie, to w języku esperanto wyraz „putino” oznacza: „ k***”.
Za używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym polskie prawo przewiduje ograniczenie wolności, grzywnę do 1500 zł lub naganę. Ale oceny dokonuje policja, która nie dysponuje przecież katalogiem wulgaryzmów, bo takiego nie ma. Nie można zatem wykluczyć np. takich okoliczności, w których przekleństwa skierowane pod adresem władzy spowodują ukaranie sprawcy, zaś dotyczące opozycji przejdą stróżom prawa koło ucha. Ba, w obliczu wspomnianych badań angielskich uczonych może dojść i do takiej sytuacji, że policjant chcący ukarać kogoś za publiczne używanie wulgaryzmów będzie musiał najpierw udowodnić, iż było to chamskie przeklinanie, a nie uśmierzanie bólu.
Oczywiście ostre przekleństwa można zastąpić łagodnymi: motyla noga, kurtka na wacie, czy kurka wodna, względnie… putino. Ale to jest mniej więcej to samo, co picie piwa bezalkoholowego. Czyli – putino! – nie to samo. Ponadto, kurcze blade, moc mięsistych wulgaryzmów wyraźnie blednie. A skoro blednie, to po cholerę kląć, skoro w tej sytuacji powstrzymanie się od wulgaryzmów byłoby dużo bardziej oryginalne?
Jan Miszczak


