
W sobotę i niedzielę w hali Aqua Zdrój w Wałbrzychu rozegrane zostaną finałowe mecze o awans do ekstraklasy. Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw, a po spotkaniach w Łańcucie jest remis 1-1. Jeżeli zespoły znów podzielą się wygranymi, to piąty decydujący mecz odbędzie się na Podkarpaciu 25.05.
– Seria przenosi się do Wałbrzycha. Sokół i my, to dwa najlepsze zespoły w tej lidze i właśnie dlatego spotkaliśmy się w finale i będziemy walczyć o kolejne zwycięstwa – mówi Łukasz Grudniewski, trener Górnika Trans.eu, który w ub. sezonie przegrał finałową rywalizację z zespołem ze Słupska, gdzie zespoły wygrywały mecze na przemian w wysokich rozmiarach (m.in. Czarni wygrali jedno ze spotkań 105:44). Czy rywalizacja w tym sezonie może tak samo wyglądać? – Łukasz Koszarek ostatnio fajnie powiedział, że nic nie wiemy o koszykówce i szczerze mówiąc, to ja też nie wiem. Jestem 20 lat trenerem i wyniki, które są w tym sezonie, i w ekstraklasie, i w I lidzie, czasami zaskakują. Tak naprawdę to nie wiadomo, czego się spodziewać. Najważniejsze jest, żebyśmy walczyli w każdym z tych spotkań finałowych. Ta rywalizacja może faktycznie trwać pięć spotkań, chociaż nie ukrywam, że chciałbym mieć nieco wcześniej wakacje w dobrym nastroju – mówi szkoleniowiec ekipy z Wałbrzycha, który przyznał, że po zwycięstwu w Łańcucie w meczu nr 2 kamień spadł mu z serca. – Odzyskaliśmy przewagę parkietu. Wiadomo, że w Łańcucie gra się bardzo ciężko, bo jest to bardzo dobry zespół, z dobrym trenerem i dobrymi zawodnikami. Wyszli z pierwszego miejsca, więc dzisiejsze zwycięstwo jest bardzo ważne dla nas. W Wałbrzychu też gra się bardzo ciężko. Myślę, że trybuny będą pełna i teraz to Sokół będzie pod presją, więc zobaczymy, jak ta rywalizacja będzie się dalej toczyła – stwierdza Grudniewski.
Ekipa z Łańcuta w 500-km podróż do Wałbrzycha rusza w piątek. – Jedziemy pełni optymizmu z celem wygrać przynajmniej jeden mecz. Jeżeli to by się udało to byłoby dobrze. Uważam, że jesteśmy też w stanie pokusić się o dwie wygrane w tej gorącej hali, bo pokazaliśmy to w rundzie zasadniczej i mocno w to wierzymy. Mamy czyste głowy, to są play-offy, a mecz meczowi jest nierówny. Na przestrzeni 24 godziny wszystko może odwrócić się w drugą stronę – mówi Dariusz Kaszowski, trener Rawlplug Sokoła. – Górnik u siebie w hali nie za często przegrywa, choć w tym sezonie z nami przegrali. Jesteśmy pełni optymizmu i uważam, że słabego meczu nie zagramy. Musimy wrócić do swojej gry i zagrać o wiele lepiej w obronie niż ostatnio, bo pomogliśmy rywalom w tej wymianie piłki między graczami obwodowymi, gdzie w miarę łatwy sposób dochodzili do pozycji rzutowych. Naszym problemem była skuteczność tak z obwodu, jak i spod kosza. Jeżeli się nie trafia to się nie wygrywa – stwierdza szkoleniowiec zespołu z Łańcuta, którego w meczu numer dwa zaskoczyła gra rywali na „niskich graczy”. – Może do końca nie zaskoczyła, ale z początku utrudniła jakieś tam zadanie – mówi Kaszowski i dodaje: – Próbowaliśmy też wykorzystywać przewagę naszych warunków fizycznych, co nie przynosiło efektu i szybko z tego zrezygnowaliśmy. Trzeba nadmienić, że Górnik zwłaszcza w pierwszej połowie zagrał megaskutecznie. Trafiali niemal wszystko, bo za 3 to było 90 procent. Uważam, że ciężko będzie im powtórzyć taki mecz. Analizując też naszą postawę wydaje mi się, że tak słabo już nie zagramy – mówi trener ekipy z Łańcuta. Sobotni mecz na pewno ma duży ciężar gatunkowy pod względem psychologicznym, bowiem zwycięzca będzie miał nieco większy spokój przed niedzielną konfrontacją. – Na pewno, tak ale z drugiej strony to też nie będzie języczkiem u wagi, że kto wygra ten trzeci mecz, to może czuć się już komfortowo. Taką sytuację już przeżyliśmy w play-offach będąc pod ścianą po bardzo słabym meczu trzecim w Warszawie. Nie zakładam, że scenariusz musi się powtórzyć i musimy przegrać w sobotę. Na pewno Górnik postawi wszystko na jedną kartę i będzie chciał zakończyć tę serię u siebie. My nie oddamy im łatwo pola
– stwierdza trener Kaszowski.
Sobotnio-niedzielne mecze w hali Aqua Zdrój w Wałbrzychu, która ma 1800 miejsc siedzących obejrzy komplet widzów, bowiem do czwartku zostało jedynie jeszcze 300 biletów. Czy gorący doping kibiców gospodarzy może sparaliżować zespół z Łańcuta? – Myślę, że nie, bo fajnie się gra, jak jest dla kogo – mówi trener Rawlplug Sokoła i dodaje: Presja może też odbić się na zespole gospodarzy, bo kibic w Wałbrzychu jest bardzo wymagający i gdy będzie sytuacja, że Górnik nie wszedłby dobrze w mecz, to ten kibic może być nawet przeszkodą. Na pewno nie będziemy rozważać rzeczy, na które nie mamy wpływu. Chłopaki zaczęli się zastanawiać nad sytuacją z ub. sezonu, gdzie w finale Górnik grał z Czarnymi Słupsk, a petardy wybuchały pod hotelem o 3 czy 4 w nocy, w którym spał zespół gości. Myślę, ze teraz tak nie będzie, bo nasi kibice z fanami z Wałbrzycha dobrze żyją i to byłoby poniżej pasa, żeby tak się zachowywali i szukali jakichś innych rzeczy, żeby przeszkodzić w rozstrzygnięciu po sportowemu. Nie zaprzątajmy sobie tym głowy, bo na to żadnego wpływu nie mamy, zajmujmy się tym, na co mamy. Bądźmy dobrej myśli i skoncentrowani i powinno być dobrze – kończy trener Dariusz Kaszowski.
Po raz ostatni Górnik (dwukrotny mistrz Polski 1982, 1988) występował w ekstraklasie w 2009 roku, potem rozpadł się i grał w trzeciej i drugiej lidze, a od 2018 roku jest na zapleczu elity. W ub. sezonie w finale przegrał z Grupą Sierleccy-Czarnymi Słupsk 2-3 (79:67, 44:105, 77:74, 52:76, 59:83). Dla zespołu z Łańcuta jest to trzeci finał w -18 letniej historii występów na zapleczu. Najbliżej jednak awansu Sokół był w debiutanckim sezonie 2004/2005, kiedy to w półfinale zmierzył się z Polpakiem Świecie (wówczas wygrani półfinałów awansowali do najwyższej klasy rozgrywkowej). Do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był piąty mecz, w którym na niespełna dwie minuty przed końcem Sokół wygrywał 64:59, ale ostatnie 120 sekund należało do Polpaku, który wygrał 72:67 i awansował do Era Basket Ligi. Później jeszcze dwukrotnie zespół z Łańcuta był blisko awansu, choć nie aż tak, ale w finałach musiał uznać wyższość Stali Ostrów i Spójni Stargard. Z zespołem z Wielkopolski ekipa z Łańcuta rywalizowała w finale sezonu 2014/2015. Ekipa trenera Dariusza Kaszowskiego zaczęła od porażek w Ostrowie Wlkp 72:74 (16:29, 13;15, 21;14, 20:16) i 85:90 (12:22, 23:17, 19:15, 17:17, 14:19) . W meczu numer trzy w Łańcucie gospodarze wygrali 71:60 (18:14, 16:7, 15:16, 22:23), ale dzień później górą była już ekipa BM Slam Stali 76:63 (21:11, 19:18, 15:11, 21:25), która awansowała do ekstraklasy. Kolejny finał był dla Sokoła mniej udany, bo zakończył się w trzech meczach. W maju 2018 roku zespół trenera Dariusza Kaszowskiego przegrał w Stargardzie ze Spójnią 73:76 (20:19, 15:11, 16;18, 22:28) i 83:105 (24:29, 22:24, 18:25, 19:27), a później przed własną publicznością 89:94 (29:22, 13:21, 16:23, 31:28).
GÓRNIK TRANS.EU
– RAWLPLUG SOKÓŁ,
sobota i niedziela godz. 18
Rafał Myśliwiec


