Wynieśli z pożaru 68-latka na wózku

– W wyniku pożaru w Kopciach dwie osoby trafiły do szpitala, zniszczeniu uległ piec centralnego ogrzewania oraz pomieszczenie kotłowni – mówi Jolanta Skubisz-Tęcza, oficer prasowy KPP Kolbuszowa. Fot. Paweł Galek

Dramatyczne sceny rozegrały się w Kopciach, w gm. Dzikowiec, gdzie w jednym z domów wybuchł pożar. Policjanci z pomocą strażaka wynieśli z zadymionego budynku starszego mężczyznę na wózku inwalidzkim. Zarówno on, jak i 11-letni chłopiec, trafili do szpitala. Pozostali członkowie sześcioosobowej rodziny noc spędzili poza domem.

Do zdarzenia doszło we wtorkową (6 bm.) noc. Po godz. 23 dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej został powiadomiony o pożarze domu, do którego miało dojść w Kopciach. Z przekazanej przez zgłaszającego informacji wynikało, że w płonącym budynku jest starszy mężczyzna, który nie może się samodzielnie poruszać.

Spłonęła kotłownia

Kiedy funkcjonariusze dojechali pod wskazany adres, z domu wydobywał się dym. Na miejscu byli już strażacy ochotnicy z Lipnicy. Policjanci wspólnie z druhami weszli do środka budynku, skąd wynieśli wózek inwalidzki wraz ze znajdującym się na nim 68-letnim mężczyzną. Z zadymionego domu wyprowadzili również 11-letniego chłopca. Obiekt opuściły także dwie kobiety w wieku 65 i 39 lat oraz dwaj mężczyźni (42 i 44 l.).
– Policjanci ustalili, że jeden z domowników, 44-letni mężczyzna, usłyszał w nocy hałas i zauważył dym wydobywający się z kotłowni – informuje Jolanta Skubisz-Tęcza, oficer prasowy KPP Kolbuszowa. – Kiedy zaglądnął do środka, okazało się, że z pieca wydobywa się ogień. Zaalarmował więc domowników i zadzwonił na numer alarmowy. Następnie wspólnie z rodziną zaczęli gasić pożar na własną rękę. Gdy na miejsce przyjechali policjanci i strażacy, ogień był już opanowany, ale w całym domu pozostało intensywne zadymienie.
Do szpitala trafił 68-letni mężczyzna oraz 11-letni chłopiec, który, jak ustalono, doznał oparzeń ręki w wyniku spadających gorących elementów. Badaniom zostali poddani również interweniujący policjanci. Pozostali członkowie rodziny noc spędzili poza domem.

Paweł Galek