
Za rok o tej porze będziemy wiedzieć, ile jest drzew w Rzeszowie, w jakiej są kondycji i jakie gatunki dominują w mieście. Zadania podejmie się fotolotnicza firma MGGP Aero z Tarnowa. Miasto zapłaci za to 3,99 mln zł. Dużo? Jak za samo policzenie drzew pewnie tak, jednak to nie wszystko, co dzięki temu zyskamy. Ważne, by to dobrze wykorzystać.
– Nigdy nie mieliśmy w Rzeszowie dokładnie policzonych zasobów zielonych, w końcu trzeba to zrobić – mówi Artur Gernand z Kancelarii Prezydenta Rzeszowa. – Otrzymamy wiedzę, która pomoże w koordynacji nasadzeń i zarządzaniu wyspami ciepła oraz dane przydatne w przygotowaniu planów zagospodarowania miasta czy planowaniu przestrzennym. Nie sprowadzajmy tego jedynie do liczenia drzew w mieście.
Ortofotomapy i obrazowanie hiperspektralne. Brzmi skomplikowanie
W pierwszym etapie zamówienia MGGP Aero wykona zdjęcia lotnicze i przygotuje na ich podstawie ortofotomapy.
– Najprościej mówiąc – jeśli na Mapach Google widzimy Polskę, to jest to zdjęcie satelitarne, gdy je przybliżamy, żeby obejrzeć szczegóły, zagłębiamy się w ortofotomapie – tłumaczy Zbigniew Gałęza, geograf, który mapowaniem zajmuje się zawodowo.
Dalej jest bardziej skomplikowanie. Wg. zamówienia tarnowska firma wykona zdjęcia ukośne, chmury punktów z lotniczego skaningu o gęstości 15 – 40 pkt/mkw., zobrazowania hiperspektralne w rozdzielczości 1 m oraz dane termalne z pikselem nie gorszym niż 1 m. Informacje wyjściowe połączone z efektami pracy w terenie pozwolą na przygotowanie kolejnych opracowań. Powstaną m.in. mapy gatunków, kondycji, koron i podstawowej oceny stanu drzew, mapa roślinności urządzonej i mapa przepuszczalności terenu. Rzeszów otrzyma też m.in. wskaźniki powierzchni nieprzepuszczalnych oraz mapy powierzchniowych wysp ciepła i zanieczyszczenia światłem. Poznamy też nachylenie i ekspozycję terenu i potencjał solarny budynków.
– Brzmi to wszystko skomplikowanie i zwykłemu Kowalskiemu może się wydawać wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Pewnie nie jest to też wiedza pierwszej potrzeby, ale trzeba pamiętać, że im więcej wiesz o tym, jak miasto jest zbudowane, tym lepiej można zaplanować jego dalszy rozwój. Miasta naprawdę wydają pieniądze na mniej przydatne rzeczy – mówi Gałęza.
Te dane muszą być publiczne
Mapy i dane, które otrzyma Rzeszów, przydadzą się przede wszystkim przy planowaniu kolejnych inwestycji. Nie tylko urzędnikom, także miejskim aktywistom, którzy w przypadku pojawienia się wątpliwej jakości inwestycji będą mieli dowody na ich szkodliwość.
Weźmy na przykład hektar krzaków. Na pierwszy rzut oka nie mają one żadnej wartości. Nabiorą jej znacząco, jeżeli dzięki tej mapie okaże się, że chłoną więcej wody niż 5 hektarów betonowego osiedla, które stoi obok, a w dodatku schładzają całą okolicę. Jeżeli na tym hektarze wybudujemy kolejny wieżowiec, to nie dość, że woda po większej burzy nie spłynie i to osiedle zaleje, to jeszcze w lecie będzie tam tak gorąco, że nasza mapa zmieni kolor z zielonego na czerwony – opowiada obrazowo Zbigniew Gałęza. Na koniec dodaje: – Te 4 mln zł to tak naprawdę nie jest dużo. Najważniejsze, żeby te wszystkie dane pozbierane za publiczne pieniądze, były też publicznie dostępne. Bo jeśli mieszkańcy otrzymają tylko mapę drzew, a reszta trafi do miejskiego archiwum, to faktycznie będzie bez sensu.
Grzegorz Król


