
Zaskakujący finał interwencji Bieszczadzkiej Organizacji Ochrony Zwierząt. Działacze interweniowali w sprawie psa, a odnaleźli zaginionego w lutym tego roku w Szwecji mężczyznę. Skrajnie wycieńczony 35-latek podróżował rowerem, żywił się padliną, chciał przez Ukrainę i Rosję dojechać do USA. Okazało się, że jest chory. Interwencja działaczy fundacji być może uratowała mu życie.
Tę niezwykłą historię znamy z relacji działaczy Fundacji Bieszczadzka Organizacja Ochrony Zwierząt (BOOZ). Jak relacjonują na swoim profilu w mediach społecznościowych, we wtorek około godziny 13 zostali poinformowani przez funkcjonariusza Straży Granicznej w Ustrzykach Dolnych o spotkanym na trasie dziwnie zachowującym się 35-latku, który podróżuje z psem. Uwagę pograniczników zwrócił stan zwierzęcia. Jak relacjonują działacze BOOZ, powołując się na informacje od strażników granicznych, pies miał być skrajnie wymęczony, a na łapach posiadać liczne otarcia i uszkodzenia.
– Natychmiast udaliśmy się we wskazane miejsce, a tam zaskoczyło nas praktycznie wszystko. Pies, jak się okazało, był faktycznie skrajnie wycieńczony, głodny i nie miał siły nawet wstać, aby napić się wody, miał uszkodzone poduszki łap i liczne otarcia i skaleczenia będące ewidentnie efektem długiej i na pewno niełatwej podróży – relacjonują działacze fundacji. Jak udało im się ustalić, 35-latek zabrał psa z miejscowości Antosin pod Sochaczewem (województwo mazowieckie).
Na rowerze przez Ukrainę i Rosję do USA
Mężczyzna podróżował rowerem. Kierował się na przejście graniczne w Medyce, aby przez Ukrainę i Rosję dotrzeć do Stanów Zjednoczonych. Nie miał przy sobie telefonu ani zegarka, tylko kilka rzeczy pierwszej potrzeby, paszport i trochę karmy dla psa.
– Z tego co mówił, do tej pory żywił się tym, co znalazł w śmieciach albo padniętą zwierzyną, m. in. zającami, sarnami itp., dzieląc się nią z psem – relacjonują wolontariusze Bieszczadzkiej Organizacji Ochrony Zwierząt.
Mężczyzna opowiedział działaczom fundacji m.in. historię swojej pieszej podróży po Szwecji i deportacji z tego kraju. Jego zachowanie, sposób, w jaki mówił i stan zdrowia wzbudziły niepokój działaczy, po konsultacji z policją wezwali na miejsce karetkę pogotowia. Medycy badający 35-latka zdecydowali o konieczności przewiezienia go do szpitala w Ustrzykach Dolnych, gdzie został przetransportowany.
Zaginął w Szwecji, odnalazł się w Bieszczadach
– Coś jednak nie dawało nam spokoju, dlatego w drodze powrotnej podjęliśmy wszelkie możliwe działania celem uzyskania dodatkowych informacji o niecodziennym podróżniku. Nie widniał on w krajowych bazach, jednak udało się ustalić, że mężczyzna zaginął w Szwecji, w lutym bieżącego roku i był poszukiwany przez tamtejsze służby oraz Fundację Itaka – relacjonują działacze BOOZ.
Działaczom Fundacji udało się skontaktować z matką 35-latka. Okazało się, że mężczyzna choruje na schizofrenię paranoidalną, jednak odstawiłem leki i mimo ubezwłasnowolnienia udało mu się jesienią 2021 roku wyjechać do Szwecji, gdzie w lutym 2022 zaginął. – Bezzwłocznie przekazaliśmy informacje do Komendy Powiatowej Policji w Ustrzykach Dolnych i bezpośrednio do szpitala – informują wolontariusze bieszczadzkiej fundacji.
Rodzina 35-latka została już poinformowana o miejscu, w którym mężczyzna aktualnie przebywa. Pies, z którym podróżował, trafił za jego zgodą pod opiekę Fundacji BOOZ. – Jest osłabiony, potrzebuje przede wszystkim odpoczynku i jedzenia, ale obrażenia, jakie odniósł nie zagrażają jego zdrowiu czy życiu. Powoli dochodzi do siebie – powiedział nam Krystian Kwolek, prezes Fundacji Bieszczadzka Organizacja Ochrony Zwierząt. Kiedy stan zwierzęcia się poprawi, ruszą poszukiwania jego właściciela.
Fundacja nie zamierza pociągnąć 35-latka do odpowiedzialności, w związku ze złym stanem psa. – Ten mężczyzna jest chory, nie chciał źle, chciał pomóc, był przekonany, że robi dobrze, bo bierze zwierzę pod swoją opiekę – podkreśla szef fundacji.
Nie oceniaj, pomagaj!
Niecodzienna interwencja zakończyła się szczęśliwie i jak podkreślają działacze BOOZ, niesie ze sobą ważny morał: – Nie oceniajmy nikogo z góry, nie szufladkujmy i nie bądźmy obojętni, kiedy obok nas dzieje się coś złego, czy nietypowego – reagujmy! Nie każdy, kto mówi od rzeczy, musi być pijany, nie każdy, kto szuka jedzenia w śmietniku, musi być bezdomnym. Czasami jedna rozmowa, czy jeden telefon może uratować komuś życie – konkludują działacze fundacji.
Martyna Sokołowska


