Zawsze gotowi, by pomóc

Od lewej: młodszy brygadier Sławomir Kata, młodszy aspirant Aleksander Spyra, sekcyjny Rafał Piórkowski. Fot. Wit Hadło

Zawsze są w pełnej gotowości. Na akcje wyjeżdżają w ciągu 1 – 2 minut w zależności od wagi zdarzenia. – Służbę pełnimy codziennie, przez 24 godziny na dobę, od 7.30 do 7.30 dnia następnego, „w świątek i piątek”. Nie ma dla nas znaczenia, czy dyżur wypadnie w Wigilię, czy Sylwestra – mówi młodszy brygadier Sławomir Kata, zastępca dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Rzeszowie.

Jednostka ta specjalizuje się w ratownictwie wysokościowym oraz technicznym. Do jakich zdarzeń wyjeżdżają? – Do wszystkiego, co dzieje się na wysokości, lub poniżej terenu ziemi. Do osób, które wpadły do studni, czasem głębokiej na 20 metrów, do osób, które z różnych przyczyn, np. zasłabnięcia, utknęły na kilkudziesięciu metrach w górze, na drzewach, słupach wysokiego napięcia, czy żurawiach budowlanych. Ewakuujemy również narciarzy z kolei linowych za pomocą technik alpinistycznych. Działamy na terenie całego województwa, więc jest tego sporo – mówi brygadier Kata. I wspomina, że udzielali też pomocy osobom uwięzionym w czasie powodzi, siedzących na dachach czy balkonach. Do ratowania ich używamy statków powietrznych – śmigłowców, zjeżdżamy do nich na linie, podpinamy osobę ratowaną pod siebie i za pomocą wciągarki albo długiej liny tzw. „long line’a, ewakuujemy w bezpieczne miejsce. Interwencji z powodu anomalii pogodowych mamy właściwie najwięcej.

Fascynacja od dziecka

Młodszy aspirant Aleksander Spyra, służbę w Rzeszowie pełni od dwóch lat. Jest po Centralnej Szkole Państwowej Straży Pożarnej w Częstochowie. Już jako kadet został rzucony na tzw. głęboką wodę. Komendant Główny PSP oddelegował ich bowiem do dramatycznej akcji, którą wtedy żyła cała Polska. – Trafiliśmy prosto ze szkoły do wybuchu gazu w jednym z domów w Szczyrku. To było w 2020 roku. Zginęło wtedy 8 osób – dramat. Trudno było sobie poradzić z emocjami. Te pozostaną ze mną na zawsze – nie kryje, aspirant Spyra. W zniszczonym wtedy przez wybuch gazu domu, przy ul. Leszczynowej w Szczyrku mieszkało w sumie dziewięć osób – dziadkowie, małżonkowie z trójką dzieci w wieku 9, 6 i 3 lata oraz kobieta z synem w wieku szkolnym. To właśnie ona w chwili, gdy doszło do tragedii była poza domem – wracała z pracy. I tylko ona przeżyła.
Sekcyjny Rafał Piórkowski, od trzech lat w służbie mówi, że strażakiem został dość późno. Żeby się dostać do wymarzonej od dziecka jednostki, zdobył najpierw uprawnienia ratownika medycznego, zrobił kurs ratownika wodnego. Kilka lat był też druhem ochotniczej straży pożarnej w Stalowej Woli. Teraz wszystkie nabyte umiejętności przydają mu się jak znalazł. Z akcji, w których brał udział najbardziej zapadł mu w pamięć duży pożar drukarni w Rzeszowie i tegoroczne zabezpieczanie dachu na hali widowiskowej na Podpromiu, uszkodzonego w wyniku silnych podmuchów wiatru.
Dlaczego zostali strażakami? Od dziecka fascynowały ich służby mundurowe, wojsko, policja, straż, ale… – Strażacy od zawsze cieszyli się największym prestiżem, nieśli pomoc ludziom w każdej sytuacji, to przeważyło, że wybrali ten, a nie inny mundur – podkreślają zgodnie rzeszowscy strażacy.

Wciąż doskonalą technikę

Jako że są jednostką specjalizującą się w ratownictwie wysokościowym, gros ich szkoleń dotyczy właśnie podnoszenia jakości działań z zakresu ratownictwa wysokościowego. Ale nie tylko. – Ćwiczymy również na obiektach wysokich i na autozłomie, gdzie doskonalimy techniki cięcia, wykonywania dostępu i ewakuacji osób zakleszczonych w pojazdach. To ważne bo w takich przypadkach liczy się czas. Ćwiczymy również taktykę działań ratowniczo-gaśniczych. W zakres wchodzi całe spektrum działań, dlatego doskonalimy się w ratownictwie: wysokościowym, medycznym, wodnym, technicznym, chemicznym. Musimy być przygotowani na wszelkiego rodzaju zagrożenia. Bierzemy udział też w akcjach pomocowych, humanitarnych związanych z sytuacją w Ukrainie. Prowadzimy profilaktykę przeciwpożarową wśród społeczeństwa – wylicza Sławomir Kata.
Oczywiście 24-godzinna służba nie upływa im w całości na akcjach. 8 godzin poświęcają z reguły na doskonalenie zawodowe – teoretyczne i praktyczne. Aby utrzymać dobrą kondycję fizyczną, strażacy w godzinach popołudniowych biorą udział w zajęciach sportowych (gry zespołowe, siłownia).
Pod Komendę Miejską PSP w Rzeszowie podlegają jeszcze dwie inne jednostki: „Dwójka” wodno-nurkowa i „Trójka” – chemiczno-ekologiczna.
Droga do tego, by zostać strażakiem, a później sama służba – bywają często bardzo trudne, ale przynoszą satysfakcję. Wyjeżdżają do różnych akcji, ratując ofiary pożarów, powodzi, wypadków, wichur, wybuchów gazu. Wszystkim strażakom życzymy tylu powrotów, ilu wyjazdów do akcji.

Anna Moraniec