
Blisko 11 miesięcy po wypadku drogowym w Jamnicy, w którym małżonkowie Marzena K. (37 l.) i Mariusz K. (39 l.) stracili życie, na ławie oskarżonych Sądu Rejonowego w Stalowej Woli zasiadł w otoczeniu trzech obrońców 38-letni Grzegorz G. Mężczyzna doprowadził do czołowego zderzenia, prowadząc pod wpływem alkoholu. Grozi mu 14 lat więzienia.
Niewiele brakowało, aby sąd wyłączył jawność rozprawy, której przebieg budzi ogromne zainteresowanie społeczne. Zdaniem sędzi, powodem utajnienia procesu miał być interes osób pokrzywdzonych, które, mimo upływu wielu miesięcy od tragedii, nadal przeżywają traumę związaną z ich śmiercią. Obecne jednak na sali rozpraw – siostra zmarłego w wyniku wypadku mężczyzny oraz jego szwagierka, która przejęła opiekę nad trojgiem sierot, zgodnie stwierdziły, że życzą sobie, aby proces był jawny.
Ten proces jest ważny nie tylko dla rodziny
My tę traumę przeżywamy i będziemy przeżywać jeszcze przez wiele lat. Dzieci są pod opieką psychologa i rozmawialiśmy z nim, czy jawność procesu może dzieciom zaszkodzić. Psycholog stwierdziła, że nie ma powodów, by proces utajnić – powiedziała szwagierka nieżyjącego Mariusza K. – Rodzina wie, że ten proces jest bardzo ważny. Nie tylko dla niej, ale dla całego społeczeństwa – przyznała także Celestyna Kusa-Gajur, adwokat reprezentująca rodzinę ofiar wypadku. – Bo pamiętamy zaangażowanie Ministerstwa Sprawiedliwości w tym przedmiocie, gdzie wskazywano na surowe kary dla sprawców wypadków, przepisy się też po tym wypadku zmieniły. Rodzina chce, aby proces był przeprowadzony transparentnie i stał się lekcją dla innych, którzy chcieliby wsiąść do samochodu po alkoholu i narkotykach. Dla rodziny jest to traumatyczne przeżycie. – Na pewno czas w jakiś sposób uleczy ich rany, ale na to potrzeba bardzo dużo czasu. Wiem, że dzieci są w słabej kondycji fizycznej. Wiadomo, że bardzo to przeżywają. Teraz był Dzień Mamy. Była też pierwsza komunia św. jednego z dzieciaczków. Było to dla niego bardzo traumatyczne przeżycie. Jak rodzina nam przekazała, nawet nie chciał się fotografować, bo był to dla niego bardzo smutny dzień.
Zarzuty usłyszał przy otwartych drzwiach
Ostatecznie, sąd nie wyłączył jawności procesu i obecni na sali rozpraw dziennikarze mieli prawo uczestniczyć w odczytaniu aktu oskarżenia, którego dokonał prokurator Michał Lasota.
– Oskarżam Grzegorza G. o to, że w dniu 3 lipca 2021 r. na drodze wojewódzkiej nr 877 w Stalowej Woli umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym – mówił prokurator kierując słowa do 38-latka. – Stało się to w ten sposób, że kierując samochodem osobowym marki Audi S7, znajdując się w stanie nietrzeźwości, wynoszącym co najmniej 3 promile oraz pod wpływem leku Baclofen Polpharma (mającym negatywny wpływ na zdolności psychometryczne człowieka) poruszał się z niedozwoloną, niebezpieczną i niedostosowaną do panujących warunków drogowych prędkością. Prędkość ta wynosiła co najmniej 120 km/h i została przekroczona o co najmniej 30 km/h względem prędkości dozwolonej. W trakcie pokonywania zakrętu, mając ograniczoną widoczność, podjął manewr wyprzedzania w miejscu niedozwolonym, doprowadzając do zderzenia z poruszającym się z naprzeciwka prawidłowym pasem ruchu pojazdem i w konsekwencji spowodował nieumyślnie wypadek, w wyniku którego kierujący tamtym pojazdem i jego pasażerka doznali wielonarządowych obrażeń ciała, skutkujących ich zgonem na miejscu zdarzenia, a małoletni pasażer pojazdu doznał obrażeń ciała, powodujących rozstrój zdrowia i naruszenie czynności narządów ruchu na okres powyżej 7 dni.
Drugi postawiony Grzegorzowi G. zarzut dotyczył tego, że w tym samym dniu prowadził w ruchu lądowym pojazd mechaniczny, znajdując się w stanie nietrzeźwości.
„Nie przyznaję się i odmawiam składania wyjaśnień”
Grzegorz G. zarówno w okresie trwającego w sprawie wypadku śledztwa, jak i wczoraj w sądzie nie przyznał się do postawionych mu zarzutów. Co więcej, skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. W trakcie odczytania aktu oskarżenia stał, milcząco patrząc przed siebie i nie wyrażał żadnych emocji. Mężczyzna ma wykształcenie wyższe, jest bezdzietnym kawalerem, który prowadził własną działalność gospodarczą polegającą na projektowaniu urządzeń elektronicznych. Przez wiele lat pracował za granicą, rok temu przebywał w Polsce z powodu pandemii. Nie był dotychczas karany. Drogę z Tarnobrzega do Stalowej Woli znał na pamięć, bo pokonywał ją wielokrotnie. – Oskarżony przybrał taką linię obrony. Nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Nie kwestionuje udziału w tym zdarzeniu, bo jest to sprawa jasna. Myślę, że jak się okaże, wyjaśni nam postępowanie dowodowe. I do prawomocnego wyroku musimy się wstrzymać, czy to, jak on podchodzi do sprawy jest słuszne, czy nie – mówi adwokat Damian Dereń, obrońca Grzegorza G.
Z odczytanych przez sąd dotychczasowych zeznań mężczyzny, mogliśmy się dowiedzieć, że tragicznego dnia, Grzegorz G. mieszkający na terenie gminy Grębów, zjadł śniadanie, około 13 zjadł obiad i postanowił, że pojedzie do hipermarketu do Stalowej Woli po piwo, które nie jest dostępne w bliżej położonym Tarnobrzegu. Gdy wracał z zakupionym alkoholem, doszło do wypadku. Po zdarzeniu, mężczyzna przebywał w szpitalu. Tam był także przesłuchiwany, ale wielu rzeczy, o które był pytany, nie pamiętał, kilkakrotnie natomiast tracił tam przytomność. Podczas jednego z przesłuchań mężczyzna przyznał także, „że jest mu przykro, iż w wyniku zdarzenia rodziny straciły bliskich, ale ta sprawa dotknęła także jego rodzinę”.
Odtworzą przebieg tragedii
W sprawie wyznaczono już pięć kolejnych terminów rozpraw. Odbędą się one w dniach: 7 i 28 czerwca oraz 6, 13 i 27 września 2022 r. Na najbliższej sąd zaplanował odtworzenie zapisu nagrań, w tym najprawdopodobniej także zapisu z kamery umieszczonej w pojeździe sprawcy, bo jak zeznał podczas jednego z przesłuchań 38-latek, miał on taką zamontowaną w swoim samochodzie.
Małgorzata Rokoszewska


