10 lat temu zawalił się ich świat

Obrazy z tragicznych dni wielkiej powodzi pozostały na fotografiach, ale i powodzianie i ci, którzy nieśli im wówczas pomoc, mają je przed oczami do dziś… Fot. Bogdan Myśliwiec

PODKARPACIE. W nocy z 18 na 19 maja 2010 r. około 10 tysięcy mieszkańców Tarnobrzega, Sandomierza i gminy Gorzyce zostało pozbawionych wszystkiego, co mieli.

Najpierw rozdarło się niebo i przez ponad tydzień padał deszcz. Potem pękł wał i woda zniszczyła wszystko, co mieli. Jedni pracowali na to 5, 10, a inni 20, a nawet 50 lat. Odbudowanie życia po powodzi to ogromny trud i najmniej chodzi w nim o suszenie ścian, kupowanie mebli czy utracone pamiątki…

Utraty dorobku całego życia nie da się porównać do żadnego innego doświadczenia. Nawet śmierć ukochanej osoby odciska na nas innego rodzaju piętno. Ci, którzy przeżyli rozstanie z kimś bardzo bliskim, wiedzą, jak cenne są nawet najbardziej powszednie przedmioty, z którymi miał styczność. W chwilach rozpaczy i osamotnienia, to bezpieczeństwo domu i ich bliskość dają ukojenie. 10 lat temu, w nocy z 18 na 19 maja 2010 r. około 10 tysięcy mieszkańców Tarnobrzega, Sandomierza i gminy Gorzyce zostało pozbawionych wszystkiego, co mieli. O 3 w nocy wał w sandomierskim Koćmierzowie zaczął przeciekać. O 5.30 woda przelewała się już przez niego w takim tempie, że wiadomo było, że w ciągu kilku najbliższych godzin tarnobrzesko-sandomierska ziemia utonie w brązowej brei. Tysiące osób straciły pamiątki, przedmioty codziennego użytku, a co najgorsze domy, w których od lat niczego nie zmieniali. Podobało im się to, że choć sami się starzeją, ich sypialnie i kuchnie wciąż wyglądają tak samo.

Najgorszy moment wyciszenia i odbudowy

Od powodzi, która zrujnowała życie tysiącom ludzi, mija właśnie 10 lat. Z domów, które woda opuściła, wyrzucono całe wyposażenie. Przez pierwsze kilkanaście miesięcy powodzianie walczyli z brudem, grzybem, smrodem i wszechobecnym bałaganem. Gdy patrzy się na ich wysiłek, trudno zrozumieć, skąd mieli w sobie tyle sił. – Najgorszy jest czas, gdy sytuacja się stabilizuje i nadchodzi moment wyciszenia i odbudowy – tłumaczy psycholog Aneta Czuba. – Pomoc przestaje docierać do poszkodowanych, media przestają się nimi interesować, władze coraz rzadziej zaglądają na zalane tereny, opuszcza ich straż i wojsko. Wtedy właśnie zaczyna powodzianom brakować sił. Nadwerężony układ nerwowy z opóźnieniem reaguje na nadmierną eksploatację i poszkodowani załamują się – dodaje.

Mieszkańcy Sandomierza, Tarnobrzega, Gorzyc i Baranowa Sandomierskiego w wyniku powodzi, która przeszła przez tę część Polski, ponieśli straty liczone w dziesiątkach milionów złotych. Potężne straty na mieniu komunalnym i infrastrukturze poniosły także samorządy. Na terenie Trześni, Furmanów, Sokolnik, Zalesia Gorzyckiego i Orlisk wchodzących w skład gminy Gorzyce, kataklizm dotknął 4750 osób. Woda objęła swym zasięgiem blisko 60 procent powierzchni gminy i utrzymywała się przez około 5 tygodni. Zniszczonych zostało ok. 1300 domów. W samym Sandomierzu zalanych zostało 830 budynków mieszkalnych na obszarze ok. 1050 hektarów. 100 domów nakazano rozebrać. Straty poniosło około 100 przedsiębiorców. Ewakuacją objętych zostało ponad 2500 mieszkańców. Na terenie Tarnobrzega uszkodzonych zostało aż 1730 budynków. Do rozbiórki zakwalifikowanych zostało 56 obiektów mieszkalnych, 68 gospodarczych oraz 4 obiekty użyteczności publicznej. Ewakuacją objęto ponad 3 tysiące osób. Ogromne straty woda poczyniła także na mieniu komunalnym i sakralnym.

Ku pamięci tragicznych dni

Powodzianie o wydarzeniach sprzed 10 lat opowiadają niechętnie, do ich oczu napływają łzy. Nie chcą wspominać ciężaru olbrzymiego trudu i wyrzeczeń, który zmuszeni zostali udźwignąć. – Dziękuję Bogu że to przeżyłam i nie straciłam rozumu – przyznaje powodzianka, Anna Baran. – Pamiętam to jak dziś. I wciąż pamiętam, jak opuszczałam swój dom, nie wiedząc czy będę miała gdzie wrócić – wspomina Katarzyna Zasowska. – Pomagaliśmy i pamiętamy. Tego się nie da zapomnieć – przyznaje Anna Piątek. – W pamięci zostaną na wydarzenia na zawsze – komentuje Zofia Wryk. – Pomagałem powodzianom, a za kilka godzin mnie fala dorwała – wspomina pan Artur. – Dziś już nie ma po powodzi śladu, lecz z pamięci nie da się jej wymazać – nie kryje Izabela Czech. – Chciałbym zapomnieć, ale się nie da, nie życzę tego nikomu – przyznaje z kolei Irena Wołoszyn.

Dwa lata temu w tarnobrzeskiej Wielowsi powodzianie odsłonili pamiątkowy głaz, na którym umieścili tablicę z napisem: „Ku pamięci tragicznych dni, gdy wielka woda zalała nasze domy oraz w podziękowaniu za ofiarną, z serca płynącą pomoc dla powodzian – mieszkańcy. Od kataklizmów i nieszczęść zachowaj nas Panie”.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.