
PIŁKA NOŻNA. Lider T-Mobile Ekstraklasy bezlitosny dla jubilata z Sędziszowa Małopolskiego.
Porażką 0-6 zakończył się sobotni mecz Lechii Sędziszów Młp. z Wisłą Kraków. „Biała Gwiazda”, która jest liderem T-Mobile Ekstraklasy, przyjechała do Sędziszowa z okazji jubileuszu 100-lecia tutejszego klubu. – Wynik tego meczu jest sprawą drugorzędną. To było prawdziwe sportowe święto dla kibiców i piłkarzy, którzy po raz pierwszy mieli okazję sprawdzić się na tle takiego przeciwnika – mówił po meczu szkoleniowiec „stulatki”, Rafał Domarski.
O tym, że pojedynek miał wyjątkowo towarzyski charakter, świadczy liczba graczy, która zaprezentowała się przed sędziszowską publicznością. – Temu służą takie spotkania. Na pewno taki mecz jest lepszy od treningu, a wiadomo, że T-Mobile Ekstraklasa ma przerwę w rozgrywkach, tak więc chętnie skorzystaliśmy z zaproszenia Lechii. Miło było wrócić na Podkarpacie, gdzie ostatnio nie mam okazji często bywać – mówił trener „Białej Gwiazdy, Franciszek Smuda, który mimo towarzyskiego charakteru spotkania, kilka razy mocno zdenerwował się na nieporadność swoich zawodników.
Pożegnanie kapitana Idzika
Ci, zwłaszcza na początku spotkania swoją grą dostosowali się do piknikowej atmosfery, jaka panowała na trybunach. Wydarzeniem pierwszej połowy było bez wątpienia zakończenie piłkarskiej kariery przez Pawła Idzika, który schodząc z boiska dostał owacje na stojąco. Przed pierwszym gwizdkiem Idzik otrzymał z kolei od Kazimierza Kmiecika, legendy Wisły Kraków, koszulkę „Białej Gwiazdy” ze swoim nazwiskiem i nr. 9 (z takim Idzik grał w Lechii).
– Łza się w oku zakręciła. Niech grają młodsi. Ja z piłki na pewno nie zrezygnuję, ale będę grał już tylko amatorsko oraz trenował młodzież. Mam nadzieję, że Lechia szybko awansuje do IV ligi, bo na pewno jej miejsce nie jest w klasie okręgowej – mówił wyraźnie wzruszony Paweł Idzik (rozmowa z nim w jednym z najbliższych wydań Super Nowości).

Gospodarze dopóki mieli siły, dotrzymywali kroku rywalowi. Wisła, jak przystało na bardziej doświadczony zespół, bawiła się piłką, jednak gdy przyspieszyła, nie było zmiłuj… Przed przerwą krakowianie zdobyli tylko dwa gole, oba autorstwa Pawła Brożka, a mogli spokojnie drugie tyle (słupek, poprzeczka).
Power na cały sezon
Po zmianie stron przewaga gości z minuty na minutę rosła, a jej kulminacja przypadła na ostatni kwadrans. Swoje okazje mieli też miejscowi. Najlepszą zmarnował Łukasz Doroba, którego piłkę po strzale głową na róg wybił Gerard Bieszczad, notabene wychowanek Igloopolu Dębica.
– Cieszymy się, że Wisła poważnie potraktowała ten mecz i przyjechała do Sędziszowa w najmocniejszym składzie. Różnica na boisku oczywiście musiała być, bo oba zespoły dzielą 4 klasy rozgrywkowe. Mam nadzieję, że ten mecz da nam powera na cały sezon. Już w środę w zaległym meczu z Ostrovią przekonamy się czy dał, czy nie (śmiech) – podsumował Rafał Domarski.
LECHIA Sędziszów Młp. 0
WISŁA Kraków 6
(0-2)
0-1 Brożek (13.), 0-2 Brożek (30.), 0-3 Garguła (75.), 0-4 Pukała (85. – samobójcza), 0-5 Garguła (86.), 0-6 Sarki (88.)
LECHIA: Paśko (58. Stachnik, 80. Chmiel) – D. Malisiewicz (58. Pukała), Godek, Ciepiela (80. Wdowiak), Doroba (76. S. Malisiewicz), Śliwa (46. Nowak), Lesiński (46. Makuch), Branas (74. Maliszewski), Rogóż (65. Ziobro), Potwora (53. Głodek), Idzik (27. Kamiński, 74. Ćwiczak).
WISŁA: Buchalik (46. Bieszczad) – Burliga (56. Kolanko), Głowacki (46. Witek), Czekaj, Dudka, Lech (56. Żemło), Garguła, Jankowski (46. Handzlik), Stilić (74. Lech), Kuczak (46. Sarki), Brożek (46. Wójcik).
Sędziował Witold Kwaśny (Sędziszów Młp.). Widzów 999.
Marcin Jeżowski
[print_gllr id=126374]


