11 września 20 lat temu zamarł świat

W ataku na World Trade Center zginęło sześcioro pracujących tam Polaków: Maria Jakubiak, Dorota Kopiczko, Jan Maciejewski, Łukasz Milewski, Anna Pietkiewicz i Norbert Szurkowski, syn słynnego kolarza Ryszarda Szurkowskiego. W pierwszą rocznicę zamachu
w Parku Skaryszewskim w Warszawie
odsłonięto płytę poświęconą ich pamięci. Fot. Archiwum

Poranek we wtorek, 11 września 2001 roku, był spokojny i słoneczny. Nic nie zapowiadało tragedii, która na zawsze zmieniła świat. Na ustach wszystkich ludzi zagościło słowo terroryzm, które wcześniej nie kojarzyło się z niczym szczególnym. Od tego czasu na myśl od razu przychodzą samoloty wbijające się w World Trade Center podczas ataku islamistów, a potem płonące, upadające i grzebiące w swoich ruinach ponad dwa i pół tysiąca osób obie wieże, w tym sześcioro Polaków. W sumie w czterech lotniczych atakach zginęło 2996 osób, a ponad 6 tysięcy zostało rannych. Minęło 20 lat….

Sprawcami ataków było 19 przedstawicieli organizacji islamskiej Al-Kaida, którzy kupili bilety na loty krajowe, a następnie uprowadzili samoloty, skierowali na ważne obiekty w USA i kilkadziesiąt minut później rozbili je o budynki World Trade Center i Pentagonu. Czwarty atak się nie powiódł, ponieważ pasażerowie, którzy dowiedzieli się o całej akcji, zaczęli walczyć na pokładzie z porywaczami, w wyniku czego maszyna, która miała uderzyć w Biały Dom lub Kapitol w Waszyngtonie, spadła na puste pole w Pensylwanii.
Najwięcej ofiar zamachów było w Nowym Jorku, gdzie poza ludźmi będącymi w WTC zginęło także wielu przedstawicieli służb miejskich, głównie strażaków i policjantów, którzy pośpieszyli na ratunek uwięzionym przez pożar w obu jego wieżach. Gdy one runęły, pogrzebały wszystkich. Wiele osób zmarło później w wyniku wdychania trującego azbestu, który znalazł się w powietrzu po zawaleniu się budynku. Do obecnych czasów zmarło jednak kolejnych prawie 3,5 tys. osób biorących udział w akcjach ratunkowych, głównie na nowotwory i choroby układu oddechowego, a wiele innych cierpi na poważne problemy zdrowotne, także psychiczne.

Jakby worek mąki ktoś rozsypał…

O tym, co się działo w Nowym Jorku, relacjonował 20 lat temu Super Nowościom na gorąco tarnobrzeżanin Paweł Maternowski, który mieszkał tam od 8 lat. – Przejeżdżałem obok WTC rano, po godzinie 6. Nawet zwróciłem uwagę na ten budynek, bo fantastycznie lśnił w słońcu, był jak zrobiony ze złota. Niecałe trzy godziny później zaczęło się piekło. Samego wybuchu nie słyszałem, ale pojawiły się kłęby dymu, pyłu, jak grzyb po bombie atomowej – opowiadał naoczny świadek z Podkarpacia. – Kolega z pracy był niedaleko, widział z okna, jak to się stało. Opowiadał, że zauważył olbrzymi samolot lecący bardzo nisko. Myślał, że może przydarzyła mu się awaria. Potem odrzutowiec dosłownie wleciał w jedną z wież. Ludzie na ulicy nie bardzo wiedzieli, co się stało. Byli w szoku, biegali jak opętani. A potem nadleciał drugi samolot i wpadł w drugą wieżę. Wtedy już nikt nie miał wątpliwości, że to atak terrorystyczny.
Wybucha straszna panika. – Ludzie uciekali, chcieli się kryć, ale nie wiedzieli gdzie. Potem na ulicach gromadziły się tłumy patrzące na pożar. I wtedy runęły wieże, najpierw jedna, potem druga. Ludzie zaczęli uciekać, przewracali się, wszystko pokryło się pyłem. Wyglądało to, jakby nad miastem ktoś wysypał gigantyczny worek mąki – opisuje Maternowski. – Potem chmura pyłu rozprzestrzeniła się nad inne dzielnice, nic nie było widać. To jeszcze bardziej potęgowało panikę.
Sytuację w Nowym Jorku pogarszał fakt, że utrudniona była łączność, linie telefoniczne były obciążone, bo część nadajników umieszczona była właśnie na budynku WTC. Ok. godz. 13 czasu nowojorskiego coraz więcej ludzi gromadziło się na ulicach. Byli w szoku, nie wierzyli w to, co się stało, większość płakała…
Początkowo służby ratownicze i policja działały chaotycznie. Jednak szybko zorganizowały się i starały zaprowadzić porządek.

12 września 2001 r. życie zamarło

Następnego dnia po ataku Paweł Maternowski mówił Super Nowościom: – W Nowym Jorku życie jakby zamarło. Ulice są puste, ludzie boją się wychodzić z domów, ciągle nie wierzą w to, co się stało. Nad Manhattanem wisi chmura pyłu i dymu, nie wiadomo, co się tam dzieje. Całe rodziny siedzą przed telewizorami i oglądają relacje w lokalnych telewizjach. Sceny są dużo bardziej drastyczne niż pokazywała to CNN i inne ogólne stacje telewizyjne.
Jak dodał, bardzo dramatyczne były też przytaczane przez telewizje zapisy rozmów prowadzonych z telefonów komórkowych przez pasażerów porwanych samolotów. – Najbardziej wstrząsająca była relacja babci 11-latka, który sam leciał jednym z lotów. Kobieta płacząc opowiadała, że chłopiec zadzwonił do niej i powiedział, że stało się coś strasznego, że wszystkich zabili i została tylko stewardesa, a on schwał się pod fotelem. Babcia kazała mu iść do tej pani. Jednak z relacji dziecka wynikało, że ktoś zasztyletował stewardesę, gdy wyszła z toalety. A potem rozmowa została przerwana…
– U mnie w pracy nastroje są tragiczne – nie krył Paweł Maternowski. – Ojciec głównego bossa miał swoje biuro właśnie w budynku WTC. Od czasu zamachu nie dawał znaku życia. Kilku innych pracowników też poszukiwało swoich bliskich. Nasza firma zajmująca się dostarczaniem żywności do szkół, dziś nie pracowała. Wszystkie szkoły były nieczynne. Nie wiadomo, jak długo to potrwa. Ale to wszystko wciąż jest takie nierealne…
Kolejnego dnia, 13 września, naoczny świadek informował: – Życie w Nowym Jorku nadal toczy się w dziwnym rytmie. Rumowisko powstałe po zawaleniu trzech budynków kompleksu WTC ma 15 pięter. Nigdy też nowojorskie ulice nie wyglądały tak jak teraz. Nie chodzi nawet o pył, ale o zachowanie ludzi. Zawsze byli pełni radości, uśmiechali się do siebie. Teraz powszechnym widokiem są spuszczone głowy i łzy. Do nowojorczyków zaczyna powoli docierać rozmiar tragedii. Lokalne telewizje są pełne obrazów zrozpaczonych rodzin ofiar. Wśród ludzi narasta też gniew na służby odpowiedzialne za to, że mogło dojść do takiej tragedii. Gromy sypią się na CIA, FBI, a także Biuro Imigracyjne. Tu powszechnie uważa się, że jesteśmy w stanie wojny. Nad głowami często przelatują samoloty myśliwskie. Ich widok wyraźnie uspokaja ludzi. Policjanci i strażacy są wzorem dla nowojorczyków. Ich postawa w czasie ataku i po nim budzi powszechny podziw. Tak reagują nawet ludzie mieszkający w dzielnicach, gdzie wcześniej na widok policji tylko spluwali.
Zamachy z 11 września zostały potępione przez cały cywilizowany świat, a do USA napływały kondolencje i zapewnienia o gotowości do niesienia pomocy ze wszystkich stron. Za dusze ofiar modlił się wtedy papież Jan Paweł II, a prezydent Rosji Władimir Putin nazwał je straszliwymi tragediami.

Wit Hadło

19 Responses to "11 września 20 lat temu zamarł świat"

Leave a Reply

Your email address will not be published.