12-latek poszedł po lody i zginął

Chłopiec przeleciał kilka metrów i wpadł do pobliskiego rowu. W rowie wylądowała też osobówka, którą kierował 18-latek. Fot. Archiwum isanok
Chłopiec przeleciał kilka metrów i wpadł do pobliskiego rowu. W rowie wylądowała też osobówka, którą kierował 18-latek. Fot. Archiwum isanok

Niewyobrażalna tragedia pod Sanokiem. Nastoletni kierowca z impetem uderzył w nastoletniego rowerzystę. Przygnieciony przez samochód Antoś nie miał szans…

Wystarczyło kilka sekund, aby tragiczny wypadek na zawsze zmienił życie dwóch rodzin – 12-letniego Antka, który zginął przygnieciony osobówką, i 18-letniego kierowcy z Czaszyna, który siedział za kółkiem samochodu.

Poniedziałek. Niebieszczany, niewielka miejscowość pod Sanokiem. 12-letni Antoś wsiadł na rower i pojechał do pobliskiego sklepu po lody. Na tym odcinku drogi w wiosce nie ma chodników, ścieżek rowerowych, ani pobocza, chłopiec poruszał się więc jezdnią. Zbliżał się do zakrętu, kiedy w tylne koło jego roweru uderzyło osobowe daewoo matiz. Chłopiec przeleciał kilka metrów i wpadł do pobliskiego rowu. W rowie wylądowała też osobówka, którą kierował 18-latek. Przygnieciony przez samochód Antoś nie miał szans…

Na pomoc ruszyli mieszkańcy pobliskich domów. Kilku mężczyzn podniosło samochód i wyciągnęło spod niego 12-latka. Niestety, mimo reanimacji młody rowerzysta zmarł.

Pierwsi na miejscu byli strażacy ochotnicy z OSP Niebieszczany. – Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, chłopiec leżał na poboczu, auto było w rowie. Przystąpiliśmy do reanimacji, wezwaliśmy ratowników i śmigłowiec. Niestety, było już za późno. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon chłopca – mówi Grzegorz Klecha, szef OSP Niebieszczany.

Droga w Niebieszczanach przez kilka godzin była zablokowana. Czynności z udziałem prokuratora trwały do późnych godzin wieczornych. Strażacy ochotnicy z Niebieszczan do końca zabezpieczali miejsce zdarzenia. – Podczas takich akcji człowiek nie myśli o tragedii, stara się robić swoje, skupia się na udzieleniu pomocy. Refleksja przychodzi później. Kiedy opada adrenalina, pojawiają się emocje. Jesteśmy rodzicami, to mogło spotkać każdego z nas… – dodaje Klecha.

Droga, gdzie doszło do tragedii, jest wąska, dwa samochody ledwo się mieszczą.
Droga, gdzie doszło do tragedii, jest wąska, dwa samochody ledwo się mieszczą.

Marian Czubek, sołtys Niebieszczan, pracował w polu, kiedy usłyszał karetkę. – Mamy tutaj taki zwyczaj, że jak coś się dzieje, to dzwonię do strażaków z miejscowej OSP i pytam, co się wydarzyło. Kiedy powiedzieli mi o wypadku, dosłownie ścięło mnie z nóg… Mówili, że ratują chłopca, ale sytuacja jest bardzo ciężka… – relacjonuje Marian Czubek.

Zaraz po pracy udał się na miejsce zdarzenia. – Straszna tragedia… Ciężko w takiej sytuacji cokolwiek powiedzieć. Moja córka jest w tym samym wieku co Antek. Chodzili razem do szkoły. Dwa lata temu razem byli u komunii. Antoś był bardzo grzecznym chłopakiem, ministrantem, co niedzielę służył do mszy. Z tego, co mówią ludzie, jechał z kolegą do sklepu po lody. W pewnym momencie usłyszeli huk, zobaczyli jak chłopiec odbił się od szyby i po przeleceniu kilku metrów wpadł do rowu. Kiedy przyjechałem na miejsce, obok samochodu leżącego w rowie stały jego buciki… – relacjonuje Marian Czubek, sołtys Niebieszczan.

Rodzina zmarłego chłopca jest pod opieką psychologa. Sołtys zapewnia, że nie zostawi ich bez pomocy. – Musimy trochę odczekać, dać im ochłonąć, otrząsnąć się z tragedii. Później, jeśli będzie taka potrzeba, będziemy organizować dla nich pomoc – mówi nam sołtys.

Dzień po tragedii w szkole, w której uczył się Antoś, odbył się specjalny apel, na którym uczniowie i nauczyciele minutą ciszy uczcili jego pamięć. W klasie zmarłego chłopca odbyła się rozmowa z pedagogiem. Marian Proćko, dyrektor placówki, zapewnia, że szkoła zrobi wszystko, aby pomóc rodzinie chłopca. – Mogą liczyć na pomoc psychologa i terapeuty. Jeśli tylko będzie taka potrzeba, będziemy także w inny sposób ich wspierać. Spotkała ich straszna tragedia. Osobiście również bardzo to wszystko przeżywam. Bardzo dobrze znałem Antka, to był bardzo kulturalny, spokojny i zdolny chłopak. Nigdy nie stwarzał żadnych problemów wychowawczych. Wielkie nieszczęście, cóż więcej można powiedzieć… – zawiesza głos dyrektor szkoły.

Część świadków relacjonuje, że 18-latek kierujący matizem jechał za szybko. Choć wstępne ustalenia policji zdają się potwierdzać tę wersję, funkcjonariusze na razie wstrzymują się od komentarza w tej sprawie. – Kierujący prawdopodobnie nie dostosował prędkości do warunków na drodze, ale jest jeszcze za wcześnie, aby wyrokować w tej sprawie. Trzeba poczekać na ustalenia i ekspertyzy biegłych, którzy na podstawie zabezpieczonych śladów i oględzin samochodu określą dokładną prędkość, z jaką jechał osiemnastolatek i jaka była przyczyna wypadku – mówi Super Nowościom Anna Oleniacz z sanockiej policji.

Inni świadkowie zeznają, że to chłopiec wjechał prosto pod koła samochodu. Jak było naprawdę, wyjaśni policyjne śledztwo.

18-latek w chwili zdarzenia był trzeźwy. W środę opuścił policyjny areszt. Pozostaje pod nadzorem policji. Śledztwo w tej sprawie od wtorku prowadzi Prokuratura Rejonowa w Sanoku. – Zostało wszczęte z artykułu 177 paragraf 2 kodeksu karnego o spowodowanie wypadku, którego następstwem jest śmierć innej osoby, w tym wypadku małoletniego rowerzysty – powiedziała nam Izabela Jurkowska-Hanus, szefowa sanockiej prokuratury. Sprawcy grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

W środę odbyła się sekcja zwłok chłopca. Śledczy na razie nie udzielają szczegółowych informacji w sprawie.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.