Wybory, wybory i wybory. Żeby tylko ci nasi samorządowcy zawsze się tak starali jak teraz, to byłoby całkiem fajnie. Zamieszanie z autobusami w sumie skończyło się happy endem, ale przyznam, że cała sytuacja wygląda dość zabawnie.
Zarząd Transportu Miejskiego jeszcze w ubiegłym tygodniu stwierdził, że przy okazji korekty części linii autobusowych można by „dobrze zrobić” mieszkańcom (przy okazji swoim kumplom) i zmienić trasę „17”, żeby obsługiwała też ludzi z os. Kotuli, na którym jedna radna walczy o przychylność wyborców. Okazało się jednak, że z drugiej strony, na wschodniej części osiedla Krakowska – Południe, mieszkańcom taka zmiana się nie podoba, bo zabiera im się coś, co mieli od zawsze i nie daje nic w zamian. Ledwo na ul. Kotuli i Krakowskiej w czwartek i piątek pojawiły się rozkłady jazdy „17”, już okazuje się, że autobus tą trasą wcale nie pojedzie. Oby nie pojawiły się protesty tych, którym już dodatkową linię obiecano.
Od poniedziałku można też jeździć zupełnie nową linią „27”. Normalnie uszczęśliwieni są wszyscy. Da się? Da się! Drodzy wyborcy, jeśli chcecie coś teraz załatwić, to chodźcie, proście, a nawet protestujcie, zostały dwa tygodnie. Potem nowa władza już raczej próśb spełniać nie będzie. Chyba że radni poczują magię świąt i zechcą być naszymi Świętymi Mikołajami.
Blanka Szlachcińska


