
NOWA DĘBA. Burmistrz za dwie toalety zapłacił 200 tys. zł, a za trzy słupki 25 tys. zł, ale twierdzi, że i tak nie przepłacił, bo nieistotne jest „na ile zostały one wycenione w kosztorysie ofertowym przy przetargu ryczałtowym”. Jak to możliwe?
Nie milkną echa szokujących cen zawartych w kosztorysie kluczowej dla wizerunku Nowej Dęby inwestycji. Rewitalizacja plant miała odmienić centrum miasta i stanowić żywe serce miejscowości kojarzonej przede wszystkim z przemysłem zbrojeniowym. Jak na razie, flagowa inwestycja przyciąga jednak przede wszystkim dziennikarzy, którzy żądni są zobaczyć i sfotografować „najdroższe w Polsce słupki” i przenośne toalety warte 100 tysięcy złotych za sztukę.
Jak wyglądają najsłynniejsze w Polsce metalowe słupki? Jak słupki! Ani brzydkie, ani ładne. Postawiono je po to, by uniemożliwić wjazd kierowcom samochodów na wyłożony kostką chodnik. Dlaczego jednak kosztowały aż 25 tysięcy złotych? A może ich cena miała wynieść 2,5 tysiąca złotych i w kosztorysie jest po prostu błąd?
– Gmina Nowa Dęba w lutym 2012 r. ogłosiła przetarg na rewitalizację placu mjra J. Gryczmana, terenu wokół domu kultury i budowę placu zabaw w parku miejskim w Nowej Dębie – komentuje sprawę Wiesław Ordon, burmistrz Nowej Dęby. – Najniższa zaoferowana cena na wykonanie tego zadania wyniosła 5,6 mln zł i z wykonawcą, który zaoferował najniższą cenę, gmina zawarła umowę o charakterze ryczałtowym – jedna cena za całość zadania.
Reporter Super Nowości pyta wiceburmistrza, czy widzi nieprawidłowość przetargu
– Clou tej sprawy to właśnie przetarg ryczałtowy. Strony umów o wykonanie robót budowlanych mogą ustalić wynagrodzenie kosztorysowe lub ryczałtowe. Wynagrodzenie kosztorysowe to wynagrodzenie na podstawie zestawienia planowanych prac i przewidywanych kosztów. Natomiast wynagrodzenie ryczałtowe to takie, które nie może być podwyższone. Dla gminy jest ono korzystniejsze, bo bywa, że projektant pomyli się np. przy ilości kostki brukowej potrzebnej do ułożenia chodnika i jest jej za mało. Gminę to jednak wtedy nie interesuje, wykonawca musi kostki dołożyć i chodnik ułożyć, bo płacimy mu za całą inwestycję, a nie za każdą z wykonanych prac osobno – wyjaśnia Zygmunt Żołądź, wiceburmistrz Nowej Dęby. W kosztorysie słupki mogły kosztować nawet 250 tysięcy, a inne pozycje wycenione być po złotówce i tak byśmy za nie nie przepłacili, bo przetarg wygrała najniższa oferta, a płacimy za nią ryczałtem.
W kosztorysie wykonawcy prac w Nowej Dębie są też inne kwoty, które zwykłego obywatela przyprawiają o zawrót głowy: 82 tysiące za 40 koszy na śmieci, prawie 24 tysiące złotych za 11 stojaków na rowery, ponad 25 tysięcy złotych za trzy słupki metalowe i 200 tysięcy złotych za dwie toalety publiczne. Są jednak także pozycje niedoszacowane.
Kto poniesie konsekwencje służbowe i finansowe tej sytuacji?
– Za nic nie przepłaciliśmy, nie ma mowy o oddawaniu pieniędzy z kieszeni mojej czy innego urzędnika, nie ma podstaw do wszczynania jakiegokolwiek śledztwa w tej sprawie w urzędzie, nie ma mowy o niegospodarności, bo przetarg wygrała oferta najtańsza z możliwych – mówi wiceburmistrz Zygmunt Żołądź.
A jak wiceburmistrz skomentuje szczerą do bólu wypowiedź wykonawcy słupków? Przypomnijmy, że przyznał on, że „po co robić tanio, jak można robić drogo? Tanio się nie opłaca. Jestem przedsiębiorcą, robię po to, żeby zarabiać. I to zarabiać jak najwięcej. Gdybym robił tanio, to bym działał wbrew sobie!”
– Miałem okazję poznać tego pana, traktuję tę wypowiedź z przymrużeniem oka. Zarówno ja, jak i ten pan znamy Prawo Zamówień Publicznych. Kosztorys ofertowy potrzebny jest wykonawcy do fakturowania wydatków, zarówno jego, jak i gminę interesują jednak nie poszczególne pozycje w kosztorysie, ale cena całości – mówi Żołądź. – Nie wiem, jak mógłbym to jeszcze jaśniej powiedzieć. Gmina nie zapłaciła ani za słupki, ani za toalety więcej, niż są one warte i ceny w kosztorysie nie mają tu znaczenia.
Prześledziliśmy opinie prawników, którzy wypowiadają się na temat korzyści płynących z przetargów kosztorysowych i ryczałtowych i wynika z nich, że zdania są podzielone. Więcej jest jednak głosów, że dla zamawiającego najkorzystniejszą formą jest zamówienie ryczałtowe, ponieważ wtedy ryzyko przenosi się na wykonawcę.
Zapytaliśmy kilka firm o ceny słupków i ich montażu, i otrzymaliśmy odpowiedź, że jeden metalowy słupek kosztuje od 376 do 400 zł, a robocizna 1000 zł. W sumie więc za trzy słupki zapłacimy od 1128 do 1200 zł. Łącznie z montażem od 2128 do 2200 zł. To dziesięciokrotnie mniej niż wydali urzędnicy z budżetu miasta Nowej Dęby.
Komentarz redakcji
Podejrzenia nieprawidłowości przy przetargach ogłaszanych m.in. przez samorządy pojawiają się bardzo często. Niestety, trudno udowodnić łamanie prawa ze względu na taką a nie inną konstrukcję prawa o zamówieniach publicznych. Legendarne są już ustawiane przetargi na zakup limuzyn, które muszą mieć wyposażenie skonfigurowane tak, że wygrać może tylko jeden producent. Podobnie bywa w innych dziedzinach. Niestety, często jest to po prostu kradzież pieniędzy podatników, której towarzyszą łapówki dla urzędników ze strony zwycięzcy tak ustawionego przetargu. Urzędnicy hojnie sypią nie swoim groszem, bo nikt ich z tego nie rozlicza. Jedną z popularnych form takiej kradzieży jest budowa progów zwalniających na osiedlach, za które zamawiający chętnie przepłacają. Ktoś zarabia na budowie, ktoś bierze do kieszeni, a kierowcom zostaje tylko złość i obawa o uszkodzenie auta.
Małgorzata Rokoszewska



8 Responses to "2 toalety w cenie mieszkania, 3 słupki w cenie samochodu!"