
KOLARSTWO. Czesław Lang, organizator Tour de Pologne, o pomyśle inauguracji 70. edycji wyścigu we Włoszech, ogromnym przedsięwzięciu logistycznym, walce z dopingiem i planach organizacji jednego z etapów TdP w Bieszczadach.
W przeszłości znakomity kolarz, od 1993 organizator Tour de Pologne, bardzo pochlebnie wyraża się na temat naszego regionu, przez który będzie przebiegać trasa III etapu 70. TdP. – Podkarpacie na czele z Rzeszowem zawsze dobrze sprawdzało się w roli organizatora wyścigów kolarskich. To właśnie w obecnej stolicy województwa, w 1979 roku świętowałem swoje 24. urodziny, przyjeżdżając trzeci na metę jednego z etapów Wyścigu Pokoju – wspomina CZESŁAW LANG.
– Co przesądziło o tym, że Tour de Pologne ponownie wraca na Podkarpacie, w tym do Rzeszowa?
– Chcemy, aby ten jubileusz Tour de Pologne był wyjątkowy. W Rzeszowie byliśmy już 3 razy i zawsze miasto zapisało się jako wyjątkowe, znakomicie przygotowane, z fantastyczną publicznością. Tutaj ludzie nie tylko kibicują, ale także sami jeżdżą na rowerach. Przykładem tego była Skandia Maraton, w której wystartowało setki osób. Rzeszów i Podkarpacie na pewno zasługuje na to, aby je pokazać. Będzie to możliwe dzięki transmisji na najwyższym poziomie, z użyciem m.in. bezprzewodowych kamer i helikopterów. I tutaj taka ciekawostka – przed etapem do Rzeszowa, zresztą jak i przed każdym innym, pilot helikoptera dostaje namiary GPS na najciekawsze miejsca regionu i dzięki temu możemy je oglądać podczas transmisji.
– Etap z Krakowa do Rzeszowa będzie pierwszym polskim odcinkiem 70. TdP. On, jak i sam wyścig zapowiada się bardzo interesująco…
– Wyścig na pewno będzie wyjątkowy. Ten etap będzie niejako wykładnią tego, jak będą przebiegać te odcinki, nazwijmy to nie górskie. Zrobiliśmy bowiem zmiany w regulaminie. W każdej grupie nie będzie 8 zawodników jak dotychczas, tylko sześciu. Wyścig będzie bardziej dynamiczny, każdy z liderów będzie musiał bardziej liczyć na siebie, niż na kolegów z zespołu.
– Które miejsca na etapie do Rzeszowa poleciłby pan szczególnie kibicom?
– Na pewno ciekawie będzie na mecie, gdzie m.in. kibice będą mogli śledzić rywalizację kolarzy na dużych telebimach. Emocji nie powinno braknąć także w okolicach Strzyżowa, gdzie będzie zlokalizowana lotna górska premia. Etap zatem zapowiada się bardzo ciekawie, zarówno do oglądania na żywo, jak i w TV czy słuchania w radiu.
– Jakie gwiazdy zobaczymy na starcie 70. Tour de Pologne?
– Jedną z nich będzie Włoch Vincento Nibali, zwycięzca tegorocznego Giro d’Italia, kolarz nr 1., jeśli chodzi o wyścigi etapowe na świecie. Kolejną gwiazdą będzie Bradley Wiggins, 4-krotny mistrz olimpijski, wygrał w tamtym roku Tour de France. To kolarz – gwiazda, bo tam gdzie on startuje, zawsze porusza się za nim 30 dziennikarzy, którzy patrzą co on robi, jak jedzie. Następnym wielkim tego wyścigu będzie Szwajcar, Fabian Cancelara – mistrz olimpijski, mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas. Nie zabraknie także wielu innych gwiazd. Kibice zobaczą w akcji reprezentację Polski oraz polską grupę CCC Polsat Polkowice.
– Czy Michał Kwiatkowski, znakomicie radzący sobie podczas tegorocznego Tour de France wystartuje w TdP?
– Michał miał w planie start w TdP, ale po tak dobrym występie w TdF, tylko do niego będzie należała decyzja, czy wystartuje w naszym wyścigu (ostatecznie Kwiatkowski nie pojedzie w TdP – red.). Jeśli nie przyjedzie jako zawodnik, to na pewno zaprosimy go jako gościa honorowego
– Skąd pomysł, aby 70. TdP wystartował z Włoch?
– Wszystko zaczęło się od legendy włoskiego kolarstwa, Francesco Mosera, który na co dzień pracuje przy Giro. To on zwrócił się do mnie z propozycją wspólnego zorganizowania TdP. Cieszę się, że udało się zrealizować kolejne marzenie i mamy coś wyjątkowego. A że to czas wyjątkowy, nikogo nie trzeba przekonywać: niedawno obchodziliśmy 85. rocznicę ustanowienia hymnu narodowego, w tym roku Jan Paweł II, który często odwiedzał region Trentino, ma zostać ogłoszony świętym, tak więc postanowiliśmy zorganizować ten wyścig pod hasłem „Z Ziemi Włoskiej do Polski”. Jest to też odpowiedź na zapytania wielu kibiców, którzy twierdzili, że mamy fajny wyścig, ale brakuje nam prawdziwych gór. Start we Włoszech podnosi prestiż wyścigu, pokazuje że jesteśmy w stanie zorganizować ten wyścig nie tylko u nas w kraju, ale też poza jego granicami.
– Organizacja takiego wyścigu to olbrzymie przedsięwzięcie logistyczne…
– Z całym wyścigu „jedzie” około 1200 osób. Do tego dochodzi 20 TIR-ów scenografii. W tym roku mamy wyjątkowo trudne zadanie, bowiem zaczynamy we Włoszech i później musimy pokonać 1400 km do Polski. Będzie to możliwe m.in. dzięki trzem lotom czarterowym do Krakowa. Na miejscu w Rzeszowie będzie pracowało około 300 policjantów, którzy zabezpieczą wyścig. Na całej trasie blisko 2 tys. ludzi, dbających o to, aby ten wyścig bezpiecznie przejechał. Kolarstwo jest bowiem trudną imprezą do zorganizowania, gdyż jego areną nie jest np. stadion, czyli teren zamknięty, który o wiele łatwiej jest zabezpieczyć.
– Jak obecnie w światowej hierarchii plasuje się Tour de Pologne?
– Są trzy wielkie wyścigi: Tour de France, Giro d’Italia i Vuelta a Espańa. Tour de Pologne jest tuż za nimi. Widać to m.in. po zawodnikach, którzy chcą startować w naszym kraju. Kolejnym dowodem na to są wysokie oceny, przyznawane przed Międzynarodową Komisję Kolarstwa (99,7 pkt na 100 możliwych – przyp. red.). To wszystko przekłada się na to, że takie państwo jak Włochy w tym roku organizują z nami ten wyścig, a już mamy zapytania w sprawie wspólnej organizacji kolejnych wyścigów m.in. od Belgów i Słowaków.
– Podkarpacie i Rzeszów mają szanse na dłużej wpisać się w kalendarz Tour de Pologne?
– Na razie za wcześnie o tym mówić, ale w przyszłym roku TdP najprawdopodobniej także pojedzie tzw. ścianą południową Polski. Nie jest zatem wykluczone, ze ponownie zawitamy na Podkarpacie.
– Wspominał pan, że to właśnie w Rzeszowie obchodził jedne ze swoich urodzin?
– W 1979 roku, w dniu moich urodzin jeden z etapów Wyścigu Pokoju miał metę właśnie w Rzeszowie. Bardzo chciałem go wygrać, ale ostatecznie po zaciętym finiszu byłem trzeci. Byłem jednak zadowolony, bowiem stanąłem na podium. Pamiętam doskonale, jak robiłem wówczas rundę honorową…
– Kiedy pierwszy raz miał pan okazję ścigać się po drogach naszego regionu?
– Pierwszy raz w te okolice przyjechałem, kiedy zacząłem uprawiać kolarstwo. Miałem wtedy chyba 14 lat. Przyjechaliśmy najpierw do Rzeszowa, a potem w Bieszczady na rajd rowerowy. Początki były bardzo trudne, bowiem w tamtych czasach ciężko było dostać rower wyścigowy. Największe problemy były z oponami, które często się przebijały oraz z klockami hamulcowymi, bowiem te bardzo szybko się ścierały. Pamiętam, że klocki hamulcowe wycinaliśmy ze starych gumowców, ale podczas zjazdów z większych górek, tak jak np. w Bieszczadach, musieliśmy… dodatkowo hamować nogami (śmiech).
– Nie myślał pan, żeby „pchnąć” TdP jeszcze bardziej na południe, w kierunku Bieszczadów?
– Muszę się przyznać, że myślałem o tym. Są prowadzone rozmowy, są ładne tereny do pokazania, więc można by zrobić taki etap np. z Przemyśla, który jest pięknym miastem przez Bieszczady, Sanok. Jest szansa, że w niedalekiej przyszłości również i tam zawita TdP.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


