
„Jako kadra kierownicza oświaty z niepokojem obserwujemy brak inicjatywy państwa, sprawiający, że ponad 4,5 miliona polskich dzieci może wkrótce stać się uczestnikami ryzykownego eksperymentu – nieprzemyślanego, źle zaplanowanego powrotu uczniów do szkół, w czasie epidemii COVID-19, co zmierza do jesiennego lockdownu, odebrania uczniom szansy na w miarę normalną edukację do końca bieżącego roku” – pisze Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty. Apeluje m.in. o rozłożenie powrotu uczniów do szkół na etapy, odchudzenie podstaw programowych i zapewnienie „gorącej linii” szkoły z sanepidem. Pismo wysłano do premiera, ministrów edukacji, zdrowia i rodziny.
OSKKO zarzuca rządowi nieuwzględnienie stanowisk i badań polskich naukowców dotyczących prognoz i zaleceń wobec edukacji od września. „Mówią one wyraźnie, że rozpoczęcie roku szkolnego polegające na beztroskim powrocie wszystkich uczniów do szkół i niezaostrzeniu procedur bezpieczeństwa zaowocuje gwałtownym wzrostem liczby zachorowań. Może dziś sytuacja byłaby lepsza, lecz nie jest – po wakacyjnym rozluźnieniu zasad bezpieczeństwa” – czytamy w przesłanym piśmie.
Wielu lekarzy otwarcie krytykuje otwieranie szkół wraz z początkiem września. – Z perspektywy lekarza oceniam tę decyzję absolutnie negatywnie, szczególnie, że cały czas mamy tendencję mocno wzrostową, a do powrotu do szkół pozostało mniej niż miesiąc. Pod tym względem otwieranie szkół to katastrofa, bo dzieciaki będą nam rozsiewały wirusa coraz mocniej. Same rzadko na niego chorują, ale są wektorem, co oznacza, że świetnie roznoszą patogeny wśród członków rodziny – starszych i często schorowanych – stwierdził w rozmowie z Onetem lek. Łukasz Durajski, rezydent pediatrii. Zapytany o scenariusz na nadchodzącą jesień, Łukasz Durajski nie ma wątpliwości: jak szybko otworzą te szkoły, tak szybko będą je zamykać. Oby nie było za późno!
Powrót na raty?
W ocenie 6 tysięcy osób, które podpisały się pod dokumentem skierowanym do rządzących resort edukacji sporo zaniedbał. „Kadra kierownicza i nauczyciele są pozbawieni partnerskiego wsparcia, zdemotywowani, rodzice są niedoinformowani i pełni obaw. Brakuje jakiejkolwiek strategii edukacji w krótkim i długim zakresie” – twierdzi stowarzyszenie.
Burmistrz Ustrzyk Dolnych, Bartosz Romowicz nie chce komentować działań MEN i GIS. – Jestem przyzwyczajony do tego, że jako samorządy musimy na siebie wziąć wiele zadań do wykonania, aby zadbać o naszych mieszkańców. My jako samorządowcy musimy działać i podejmować decyzje, nie możemy czekać do ostatniej chwili na decyzje rządzących – przekonuje. Przyznaje, że gmina od dawna przygotowuje się na powrót uczniów. – Przede wszystkim rodzice mogą czuć, że ich dzieci będą bezpieczne. Zrobimy wszystko, aby zachować najwyższe standardy bezpieczeństwa. Choć to wcale nie wyklucza wystąpienia zachorowań. Będziemy reagować na bieżąco – zapewnia. Czy powrót wszystkich uczniów do szkół 1 września może być niebezpieczny? – Trudno mi się wypowiedzieć jednoznacznie czy jest to zagrożenie dla uczniów, choć na pewno wątpliwości mam duże. Rozważałem przesiewowe badania dla wszystkich uczniów, nauczycieli i pracowników administracyjnych, ale po rozmowach z osobami bardziej doświadczonymi i zajmującymi się tematem COVID-19 odstąpiłem od tego pomysłu – przyznaje Bartosz Romowicz. – Koszty byłyby wysokie, zaś wiarygodność testów niekoniecznie satysfakcjonująca – tłumaczy.
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty zaproponowało plan działań na wrzesień. To m.in pilne zapewnienie szkołom sprzętu do transmisji lekcji oraz prac nad nowoczesną i wydajną platformą edukacji zdalnej, czy podział klas na mniejsze grupy oraz wprowadzenie – w miarę możliwości – zasady spotykania się uczniów z tylko jednym nauczycielem. Najważniejszy jest jednak apel o to, by od 1 września do szkół przyszły tylko dzieci do grup przedszkolnych oraz klas 1-3. Zdaniem, OSKKO ma to zapewnić bezpieczny dystans społeczny oraz sugerowaną przez naukowców kwarantannę powakacyjną dzieci starszych. Uczniowie klas 4-8 od 1 września uczyliby się zdalnie i w razie potrzeby przychodzili na konsultacje do szkoły. Do szkół wróciliby w drugim tygodniu września.
Co myślą samorządowcy? – Wielokrotnie mówiłem, że „trochę” to nie rozwiązanie. Tak samo jak trochę nauki zdalnej i trochę nauki stacjonarnej to nie jest dobre rozwiązanie. Albo uczymy się stacjonarnie, albo zdalnie w całości w gminach. Co rodzice mieliby zrobić np. z młodszym dzieckiem gdyby nauka byłaby częściowo zdalna – nie ma złudzeń burmistrz Ustrzyk Dolnych.
– Myślę że odsuwanie problemu nie jest rozwiązaniem. Mamy nową rzeczywistość, z którą każdy z nas spotyka się po raz pierwszy. Wydaje mi się, że nie do końca uzasadnione jest przesuwanie rozpoczęcia roku szkolnego – komentuje z kolei Zbigniew Bury, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Rzeszowie. – Sam uważam, że rozwiązanie powinno być inne. Skoro mamy sytuacje kryzysową, może należało pomyśleć o tym, aby ograniczyć liczbę uczniów w szkole – ale nie poprzez sztuczne wytyczne – tylko np. rewizję podstaw programowych i siatek nauczania – ocenia. Po co? – To spowodowałoby zmniejszenie liczby godzin, a zatem skrócenie czasu pobytu dziecka w placówce. Jeżeli dziś każda klasa przebywa w niej średnio 28-29 godzin tygodniowo, chcąc nie chcąc, dzieci muszą się kumulować. Gdyby ograniczyć część mniej istotnego na ten trudny czas materiału, sprawiłoby to, że przestrzeń byłaby luźniejsza – tłumaczy Zbigniew Bury.
Na gorącej „linii” z Sanepidem
Propozycja Dyrektora Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Rzeszowie jest jednym z postulatów kadry kierowniczej, która oczekuje także m.in. stworzenia bardziej realistycznych wytycznych sanitarno-organizacyjnych, a obecne oceniają jako nierealistyczne i chaotyczne czy zapewnienia „gorącej linii” szkoły z Sanepidem. Obietnicę stałego kontaktu dyrektorów z powiatowymi inspektorami sanitarnymi obiecywał niedawno Wojewódzki inspektor sanitarny. – Chciałbym, aby tak było, natomiast wydaje mi się, że technicznie to będzie niewykonalne. W samym Rzeszowie jest 100 jednostek edukacyjnych. Jeżeli wytyczne są tak ogólne, a pracownik z każdą drobną rzeczą będzie dzwonić do Sanepidu, sądzę, że linie się „zapchają” – przewiduje Zbigniew Bury.
Zwraca też uwagę na inną kwestię. – Jeżeli GIS wydaje wytyczne w porozumieniu z ministrem edukacji, nie pozostawia pola manewru wojewódzkiemu ani powiatowemu inspektorowi sanitarnemu. Nigdzie nie napisano, że oni mogą decydować o niektórych kwestiach, nie może być więc rozbieżności między propozycjami Głównego a Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, a taką zauważyłem w wypowiedzi tego drugiego, który powiedział, że trzeba chodzić w szkołach w przyłbicach – zauważa dyr. Bury. Podkreśla, że to akurat kompetencja dyrektora placówki.
Minister Edukacji Narodowej stwierdził niedawno, że dzięki ogólnym wytycznym, jakie wydano, szkołom i organom prowadzącym łatwiej dopasować je do własnych realiów. – Pytanie tylko, gdzie jest napisane, że rolą samorządu jest wydawanie rekomendacji dla swoich placówek? Wszędzie zrzucona jest odpowiedzialność na dyrektora szkoły. Owszem organy prowadzące dają swoje rekomendacje, my również, ale to nie przybierze charakteru wytycznych, bo nie mamy do tego kompetencji prawnych. Wytyczne wydaje MEN – kwituje Zbigniew Bury.
Wioletta Kruk



10 Responses to "Rząd igra zdrowiem dzieci?"