„Jeszcze Polka nie zginęła”

Fot. Monika Kamińska

Uczestniczki Strajku Kobiet nie mają zamiaru „odpuszczać” w sprawie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej delegalizującego aborcję w przypadku, gdy płód jest nieodwracalnie uszkodzony lub nieuleczalnie chory. Po weekendowej przerwie, którą protestujące zrobiły ze względu na 29. finał WOŚP, zapowiadają powrót na ulice polskich miast. Idą z hasłami „Jeszcze Polka nie zginęła”, „Myślę, czuję, decyduję” czy „Tych czarownic nie spalicie”. Podczas protestów widoczne są także i dobrze słyszalne hasła antyPiS-owskie.

22 października zeszłego roku TK, którym z woli obecnej opcji rządzącej kieruje Julia Przyłębska, orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r zezwalający na aborcję, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, jest niekonstytucyjny. W praktyce oznacza to zakaz aborcji w sytuacji, gdy dziecko miałoby przyjść na świat śmiertelnie chore lub głęboko niepełnosprawne. To orzeczenie zbiegło się z ogłoszeniem przez rząd zeszłorocznego jesiennego lockdownu. Polki i wspierający je mężczyźni wyszli na ulice miast, protestując przeciwko decyzji TK. Tymczasem nie publikowano jej w Dzienniku Ustaw, a konstytucjonaliści nie kryli, że jest ona z mocy samego prawa nieważna, bo kierującą TK Julię Przyłębską powołano na prezesa trybunału niezgodnie z prawem, a w samym TK zasiadają tzw. sędziowie – dublerzy.

„Jestem tu dla moich córek”

Ponad 3 miesiące zwlekano z publikacją orzeczenia TK. Ukazało się ono w Dzienniku Ustaw 27 stycznia. Opublikowano je w środku pandemii, podczas trwania lockdownu. Wielu Polaków jest zdania, że to nie przypadek. – Rząd Zjednoczonej Prawicy nie radzi sobie ani z pandemią, ani z kryzysem przez nią wywołanym
– uważają. – Aborcja, to jak zawsze temat zastępczy, żeby odwrócić uwagę ludzi od nieudolności tego rządu – twierdzą. Dla kobiet jednak to temat numer jeden. – Nie jestem tu dla siebie – powiedziała nam w piątek jedna z uczestniczek protestów w Przemyślu.
– Jestem tu dla moich córek, dla mojej wnuczki, żeby nie musiały rodzić chorych i kalekich dzieci
– wyjaśniła. To właśnie w czwartek i w piątek protestowano w całej Polsce, również w naszym regionie: w Rzeszowie, Przemyślu, Krośnie i Sanoku, a także innych miastach naszego województwa.
Najwięcej protestujących, co było do przewidzenia, zgromadził spacer kobiet po stolicy. Kilkuset protestujących rozpoczęło marsz o godz. 20 z ronda Dmowskiego, po czym przeszło w stronę ronda de Gaulle’a. Tu pochód zatrzymała policja, która uniemożliwiła protestującym możliwość przemieszczania się na dłuższą chwilę.
Mniej więcej po godzinie marsz wrócił na rondo Dmowskiego, a na Marszałkowską wjechał samochód Strajku Kobiet z nagłośnieniem. Jego kierowca został jednak zatrzymany przez policjantów, i wkrótce doszło też do przepychanek demonstrujących z funkcjonariuszami, którzy wobec protestujących użyli gazu. Jedną z poszkodowanych w starciu z mundurowymi była liderka Strajku Kobiet, Marta Lempart. Jak poinformowała stołeczna policja gazu miał użyć też jeden z demonstrantów, a pomocy medycznej wymagało dwóch funkcjonariuszy. W trosce o bezpieczeństwo pozostałych podjęto decyzję o wykorzystaniu miotacza gazu w „walce” z uczestnikami demonstracji. – Była to jednak wyłącznie reakcja na agresję wobec policjantów. Jeden z funkcjonariuszy został uderzony – wyjaśniała stołeczna policja.

„Idziemy po prawo i sprawiedliwość”

Około godz. 22 tłum skierował się w stronę Żoliborza, gdzie mieszka prezes PiS, Jarosław Kaczyński, skandując „Idziemy po prawo i sprawiedliwość”. Policja usiłowała zablokować ten pochód, ale demonstrujący podzielili się na mniejsze grupy i dotarli pod dom prezesa PiS, który policja otoczyła kordonem! Na miejscu stały liczne radiowozy, wstrzymano ruch autobusów i tramwajów. Policja zapewniała później, że standardowo dbała o bezpieczeństwo mieszkańców stolicy, ale chyba nikt nie byłby w stanie w to uwierzyć.
W sobotę i niedzielę (30 i 31 stycznia) marsze oficjalnie zawieszono na 29. finał WOŚP. Mimo to, w kilku miastach w Polsce je zorganizowano.Teraz protesty mają wrócić. – Nie przestaniemy wyrażać naszego sprzeciwu wobec tego orzeczenia – deklarują uczestniczki Strajku Kobiet.
Tymczasem na opublikowanie orzeczenia TK J. Przyłębskiej zareagował już Parlament Europejski. Posłowie z socjaldemokratycznej grupy S&D zwrócili się do KE o pilne rozszerzenie zakresu procedury z art. 7. o ataki na prawa podstawowe i prawa kobiet, zaś rzecznik Komisji Europejskiej poinformował korespondentkę RMF FM w Brukseli, że orzeczenie TK nie jest dla KE wiarygodne i podkreślił, że: – Pokojowe demonstracje są podstawowym prawem wszystkich demokratycznych krajów.
Wygląda na to, że niezależnie od tego, co rządzący chcieli osiągnąć zaostrzającym prawo aborcyjne orzeczeniem TK Julii Przyłębskiej, „osiągnęli” to, że polskie kobiety wyszły na ulice i nie zamierzają ich opuścić. Są, delikatnie mówiąc, bardzo poirytowane orzeczeniem i rządzącymi, i nie zamilkną. Jeśli rządzący chcieli rozwścieczyć Polki, to im się udało. „To jest wojna” słyszą teraz z ich ust…

Monika Kamińska

9 Responses to "„Jeszcze Polka nie zginęła”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.