4-letni chłopczyk walczy o życie w szpitalu, jego ojciec się powiesił

To śmigło silnika motolotni uderzyło w głowę czteroletniego chłopca. Czy tego nieszczęśliwego wypadku można było uniknąć? Fot. Archiwum policji
To śmigło silnika motolotni uderzyło w głowę czteroletniego chłopca. Czy tego nieszczęśliwego wypadku można było uniknąć? Fot. Archiwum policji

MAKOWISKA, POWIAT JASIELSKI. Mieszkańcy tej niewielkiej miejscowości są w szoku, nie mogą uwierzyć w to, co się stało. – To niewyobrażalna tragedia – mówią zgodnie.

W przeddzień zakończenia roku szkolnego na jednej z tutejszych posesji doszło do rodzinnej tragedii. Gdy Stanisław D. (44. l.) – emerytowany funkcjonariusz policji pozostawił na chwilę włączony silnik motolotni, do maszyny podszedł jego 4-letni synek. Malec został uderzony drewnianym śmigłem silnika w głowę z ogromną siłą. Dziecko upadło na ziemię i całe zalało się krwią. Przerażony ojciec chłopczyka, widząc, co się stało, pobiegł w pobliskie zarośla i tam popełnił samobójstwo. 4-latek w ciężkim stanie trafił do szpitala, lekarze robią co tylko mogą, aby chłopiec przeżył. Wszyscy wierzą, że wygra walkę o życie i zdrowie.

Było czwartkowe popołudnie. Stanisław D. krzątał się koło domu, a jego mały synek bawił się na podwórku. W tym czasie żona policjanta przebywała w pracy.

Od kilkunastu lat latał na motolotni
Jak się dowiedzieliśmy, pasją pana Stanisława było motolotniarstwo. – Staszek po przejściu na emeryturę miał sporo wolnego czasu. Z tego co wiem, to uwielbiał latać motolotnią – mówi nam jedna z osób, która znała D. – Od kilkunastu lat latał, motolotnię przechowywał w garażu – zaznacza Kazimierz Łaba, zastępca prokuratora rejonowego w Jaśle.

Śmigło maszyny zmasakrowało główkę dziecka
Jak mówią znajomi emerytowanego policjanta, 44-latek wiele razy uruchamiał na swej posesji to urządzenie, jednak tym razem doszło do tragedii…

Tego feralnego dnia Stanisław D. wyniósł z garażu motolotnię i postawił ją koło swojego domu. Uruchomił silnik. – D. na chwilę odszedł od urządzenia, wtedy jego czteroletni syn podbiegł zbyt blisko maszyny i wówczas śmigło uderzyło malca w głowę – relacjonuje prokurator Kazimierz Łaba. – Samego momentu uderzenia nikt nie widział, nie było świadków – mówią policjanci.

Doznał szoku i targnął się na swe życie
Ojciec 4-latka, myśląc zapewne, że jego synek zginął na miejscu, pobiegł w stronę pobliskich zarośli. – Doznał szoku i w oddalonym od swego domu o około 200 metrów lesie powiesił się na drzewie – informuje Kazimierz Łaba. Gdy został znaleziony przez policjantów, na ratunek było, niestety, za późno.

– Dziecko z obrażeniami zostało przewiezione przez dziadków do gminnego ośrodka zdrowia, skąd trafiło do jasielskiego szpitala. Z tej placówki śmigłowcem przetransportowano je do Szpitala Wojewódzkiego Nr 2 w Rzeszowie – mówi Łukasz Gliwa, oficer prasowy jasielskiej Policji.

Jaki jest stan malca?
– 4-latek był przyjęty na SOR w stanie ciężkim. Chłopczyk ma rozległe uszkodzenie sklepienia czaszki. Obrażenia jakich doznał wymagają chirurgicznej rekonstrukcji – mówił nam Jerzy Szymborski, ordynator Oddziału Chirurgii Dziecięcej Szpitala Nr 2 w Rzeszowie.

Magdalena Oberc, rzecznik prasowy Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu poinformowała nas w piątek koło południa, że 4-latek aktualnie jest pacjentem tej placówki. – Dziecko przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Jego stan jest ciężki, ale stabilny – wyjaśniła.

Na miejscu zdarzenia pod nadzorem prokuratora pracowali funkcjonariusze z grupy dochodzeniowo-śledczej. Policja i prokuratura wyjaśniają szczegółowe okoliczności tego nieszczęśliwego wypadku.

Wioletta Zuzak

One Response to "4-letni chłopczyk walczy o życie w szpitalu, jego ojciec się powiesił"

Leave a Reply

Your email address will not be published.