
Ma wyrok sądu na mieszkanie socjalne, a mieszka w warunkach urągających ludzkiej godności.
O tym, że osobom niepełnosprawnym powinno się pomagać, wie każdy. O tym, że do takiej pomocy zobligowane jest szeroko pojęte państwo w zakresie m.in. przepisów, też każdy wie. Jednak dla odmiany nie każdy wie, że te mające pomóc przepisy czasem powodują, że niepełnosprawna osoba nie może liczyć nie tylko na coś ekstra, ale nawet na to, co jej się prawnie należy. Tak jest niestety z 42-letnim Robertem Szechyńskim, który po wypadku porusza się od bardzo dawna na wózku inwalidzkim. On i jego matka mają prawomocny wyrok sądu o eksmisji z zajmowanego obecnie mieszkania w prywatnej kamienicy. To obliguje miasto do przydzielenia tej rodzinie lokalu socjalnego. Wyrok ten ma już kilka lat, a mężczyzna nadal mieszka bez ciepłej wody, łazienki oraz WC.
Lokum zajmowane przez Roberta Szechyńskiego i jego mamę Krystynę znajduje się w prywatnej kamienicy przy ulicy Piłsudskiego w Przemyślu. Żeby się do niego dostać, trzeba pokonać kilka schodów i tzw. wahadłowe drzwi. Potem są kolejne, wąskie, a za nimi wąskawy korytarzyk. Z niego wchodzi się wprost do pokoju. Jest tu niebogato, ale bardzo schludnie i ciepło. Skąd ciepło od razu widać, bo przy ścianie stoi piecyk. – Pewnie, że kosztował, ale nie było wyjścia, przecież w takim zimnie nie dalibyśmy rady – mówi Krystyna Szechyńska. – Opał też sporo kosztuje – uzupełnia cichutko, jakby zawstydzona.
Łazienki i WC… brak
Z pokoju przechodzi się do kuchni. Tu stoi spory węglowy piec, zlew. A gdzie jest łazienka? Gdzie WC? – Nie ma, nigdy nie było – pani Krystyna mówi to zupełnie zrezygnowanym głosem. Z kuchni na starym, zdezelowanym wózku wyjeżdża mężczyzna. Miła twarz, bystre oczy i… niewładne nogi. To Robert Szechyński, syn pani Krystyny. – W wieku 16 lat miałem wypadek – opowiada. – Mam przerwany rdzeń kręgowy.
W tym mieszkaniu rodzina Szechyńskich mieszka od bardzo dawna. – Będzie z 30 lat – zamyśla się pani Krystyna. Stan prawny kamienicy zawsze budził wątpliwości. Dobrych parę lat temu znalazł się właściciel nieruchomości. – My, mieszkańcy, chcieliśmy, żeby kamienicę przejęło miasto – mówi K. Szechyńska. – Nie udało się. Miasto przegrało sprawę w sądzie z właścicielem.
Komornik zabiera sporo
Tymczasem gdy wspomniana sprawa w sądzie trwała, mieszkańcy solidarnie nie płacili czynszu, czekając na jej rozstrzygniecie. To okazało się dla nich i miasta niekorzystne i teraz zaległości „ściąga” komornik. Po ingerencji komornika matce – wdowie i niepełnosprawnemu synowi zostaje około 700 złotych na utrzymanie siebie i ogrzanie w sezonie wysokiego na 3,5 metra mieszkania.
Kiedy żył jeszcze mąż pani Krystyny i ojciec Roberta, jakoś sobie radzili. – Mąż nagrzał wody na piecu, wlało się do dużej balii, syna tam włożył i umył – wspomina matka niepełnosprawnego 42-latka. – Sama teraz nie dam rady. Nic dziwnego, bo pani Krystyna to raczej drobna kobieta, a z Roberta jest, jak to mówią, kawał chłopa. – Jak syna myję? No gąbką – mówi znów jakby zawstydzona swoim losem matka.
Nie tylko mycie jest problemem. Robert sam się na łóżku nie przewróci, sam na wózek nie da rady usiąść, musi mu ktoś pomagać, a mamie brakuje sił. W mieszkaniu nie ma żadnych udogodnień dla osoby niepełnosprawnej, choćby poręczy.
Lokal będzie, jak mieszkań przybędzie
Dla większości ludzi nakaz eksmisji to tragedia, ale dla Szechyńskich, paradoksalnie, było to światełko w tunelu. Sąd, nakazując im opuścić zajmowane mieszkanie w prywatnej kamienicy, jednocześnie zobowiązał miasto do przydzielenia im lokalu socjalnego. Ze względu na niepełnosprawność Roberta, zgodnie z przepisami powinien to być lokal z dodatkowym pokojem dla niego. Kiedy to było? No parę lat temu! Dokładnie w grudniu 2011 roku. Tylko co z tego, skoro miasto nie ma lokali socjalnych. Pani Krystyna pokazuje pismo, które przyszło jako odpowiedź na jej własne z września 2012 roku. Podpisał je wówczas odpowiedzialny za przemyską „lokalówkę” zastępca prezydenta Grzegorz Hayder. W zasadzie owego pisma pani Krystyna mogłaby nam nie pokazywać, bo odpowiedź jest nam znana z podobnych przypadków oczekujących na lokale socjalne z wyroków sądu: wyrok został zarejestrowany, jak miasto będzie miało stosowny lokal, to złoży ofertę jego zajęcia przez Szechyńskich. I tyle.
Przemyśl mieszkań nie ma
To, że Przemyśl jest w trudnej sytuacji lokalowej, nie jest tajemnicą. Lokali socjalnych, i w ogóle komunalnych buduje się bardzo mało, a i odzysk tych ostatnich po śmierci najemców jest niewielki, bo raz: ludzie wykopują mieszkania komunalne, a dwa: często po śmierci głównego najemcy miasto nie ma podstaw do niepodpisania jej z osobami w mieszkaniu komunalnym zameldowanym.
Trudno od miasta oczekiwać, że „wyczaruje” mieszkanie dla Szechynskich, ale zawsze gdy sytuacja jest tak trudna, wręcz dramatyczna – jak tutaj, ma się nadzieję chociaż na jakieś większe zainteresowanie. Odpowiedzialny obecnie za te sprawy w magistracie wiceprezydent Przemyśla, Janusz Hamryszczak, obiecał, że szybko zleci inwentaryzację lokali miejskich, które są pustostanami, ale nie pozostawił wielkich złudzeń. – Są to lokale na ogół do kapitalnego remontu, więc jeśli ci państwo nie mają na takowy funduszy, będzie bardzo trudno coś szybko dla nich znaleźć – powiedział.
My poradziliśmy pani Krystynie, by swą sprawę i nieludzkie warunki, w jakich żyje jej niepełnosprawny syn, przedstawiła także Komisji Mieszkaniowej przy przemyskiej Radzie Miejskiej. Komisja ta może zawnioskować o przyspieszenie działań magistratu w poszukiwaniu lokalu dla wdowy i jej syna. Wierzymy, że zasiadający w tej komisji radni, z których niektórzy w przeszłości wykazywali się już wrażliwością na takie sprawy i tym razem okażą tak serce, jak i aktywność.
Dlaczego nikt nie doradził, nie pomógł?
Zaskakujące dla nas jest także, że ani Robertowi, ani jego matce nikt dotychczas nie poradził, by zwrócić się do jakiejś fundacji czy stowarzyszenia o pomoc materialną dla Roberta. Mężczyzna nie jest rehabilitowany, nie wyjeżdża też na turnusy rehabilitacyjne. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że 42-latek, który od 16. roku życia niemal nie wychodzi z domu, i jego mama mogą zwyczajnie nie wiedzieć, jak i gdzie szukać pomocy?
My poradziliśmy pani Krystynie i Robertowi, by zwrócili się do przemyskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem, które pomaga takim osobom jak Robert zebrać fundusze na leczenie i rehabilitację. Tu dzięki profesjonalizmowi oraz zwyczajnie ciepłemu, ludzkiemu podejściu pracownicy towarzystwa wszystkie formalności zostały bardzo szybko załatwione.
Trzeba będzie też sprawdzić, czy mężczyźnie przysługują z PFRON fundusze na inny wózek inwalidzki, bo ten, którym się porusza, jest stary i uszkodzony.
Ze swej strony obiecujemy w tym wszystkim pomóc Szechyńskim, ale na dobrą sprawę już dawno powinien się sprawą zainteresować MOPS, a jego pracownik zwyczajnie doradzić, napisać pisma i pokierować.
Apelujemy o pomoc dla Roberta! Można to zrobić wpłacając pieniądze na utworzone dla niego przy przemyskim Oddziale Polskiego Towarzystwa Walki z Kalectwem subkonto na kwesty i zbiórki publiczne: 48 1020 4274 0000 1902 0060 3738 koniecznie z dopiskiem „Robert Szechyński”. Jeśli ktoś chciałby przekazać 1 proc. swojego podatku dla niepełnosprawnego 42-latka może to uczynić wpisując w swoim zeznaniu podatkowym w odpowiedniej rubryce: KRS 0000020967, także koniecznie z dopiskiem „Robert Szechyński”.
Monika Kamińska


