
PODKARPACIE. W piątek odbyło się nadzwyczajne zebranie zarządu Regionu Podkarpackiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
– Jesteśmy zaniepokojone sytuacją w naszych szpitalach i obarczaniem winą za ten stan rzeczy naszych koleżanek. Wiemy, że wiele z nich jest chorych i przemęczonych. Mamy też sygnały (z Mielca), że koleżanki, które są chore, ale jeszcze pracują, nie mogą pójść na zwolnienie, bo lekarze są zastraszani przez dyrekcję i nie chcą wypisywać im zwolnień – mówiła Halina Kalandyk, przewodnicząca podkarpackich struktur związku.
Przewodnicząca dodała, że na szczeblu krajowym trwają rozmowy z Ministerstwem Zdrowia, które mają zakończyć się w poniedziałek. We wtorek odbędzie nadzwyczajne posiedzenie zarządu Krajowego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. – Wtedy podejmiemy decyzję o dalszych działaniach – powiedziała.
Przedstawicielki związku podczas spotkania odniosły się do informacji podawanych kilka dni temu przez wojewodę Ewę Leniart i marszałka Władysława Ortyla o wysokich zarobkach pielęgniarek ze szpitali w Mielcu, Tarnobrzegu i KSW nr 2 w Rzeszowie. Marszałek stwierdził, że średnia płaca pielęgniarek w szpitalu „na górce” jest najwyższa w województwie. Zatrudnione tam pielęgniarki zarabiają średnio 5 tys. zł brutto, a pielęgniarki ze specjalizacją 5,5 tys. zł brutto. W Mielcu zarabiają 4226 zł brutto, a w Tarnobrzegu – 4149 zł brutto. – Chciałybyśmy tyle zarabiać. Nie wiemy, czyje zarobki wpływają na taką średnią. Od kilku dni koleżanki wysyłają mi paski z wypłat. Kilka przyniosłam, proszę popatrzeć. 36 lat pracy, oddziałowa, mgr pielęgniarstwa, kilka kursów kwalifikacyjnych, na rękę 2551 zł. Inny przykład: 30 lat pracy, na rękę 2075 zł. Mamy też w szpitalu koleżankę, położną z 12-letnim stażem pracy, która na rękę dostaje 1,4 tys. zł z groszami. W dodatku system dwa razy w tym roku pominął ją w naliczeniu wymagalnej składki związkowej i teraz nawet izba pielęgniarska nie może jej wspomóc finansowo – mówi Halina Sasiela-Błażejczak, szefowa pielęgniarskiego związku w szpitalu w Tarnobrzegu. I dodała, że gdyby zarabiały tyle co mówią władze regionu, to pielęgniarki nie jeździłyby z pracy do pracy, często jedząc i przebierając się w samochodzie. – Wtedy to niejednej i mąż nie byłby potrzebny – powiedziała sarkastycznie.
– Bardzo krzywdzące, jest to, co wszyscy mówią: pielęgniarki chcą pieniądze, a to nieprawda. Oczywiście każdy, my także, chciałby zarabiać godnie. Za ciężką pracę należy się każdemu godne wynagrodzenie. To, że jesteśmy w białych fartuszkach nie znaczy, że nie pracujemy ciężko, w dodatku mamy odpowiedzialną pracę, w naszych rękach niejednokrotnie jest zdrowie i życie ludzkie. Wykonujemy też czynności, których często bliscy nie chcą wykonywać. Za sytuację, do której doszło, nie czujemy się winne ani odpowiedzialne. My o braku obsady nie tylko pielęgniarek, ale techników elektroradiologów, diagnostów, fizjoterapeutów mówiłyśmy od roku. Pukałyśmy do wszystkich drzwi, wojewody, marszałka, Narodowego Funduszu Zdrowia. Nikt nas nie słuchał, a dyrektor zmuszał nas do przejmowania coraz większej ilości obowiązków. A my na to pozwalałyśmy, jak ten osiołek, który pozwala na dokładanie ciężaru i stoi, ale jak próbuje ruszyć, to już nie może i my już też nie możemy. Doszło do zmęczenia materiału – mówiła Sylwia Rękas, przewodnicząca zakładowej organizacji związkowej KSW nr 2 w Rzeszowie.
W piątek w trzech szpitalach w Rzeszowie, Mielcu i Tarnobrzegu nie było w sumie 571 pracowników. Szpitale pracują w systemie ostrego dyżuru. Mamy sygnały, że w innych szpitalach również może się zdarzyć sytuacja, że przemęczone pielęgniarki skorzystają ze zwolnień lekarskich – mówi Halina Kalandyk.
Anna Moraniec



16 Responses to "5 tys. złotych brutto. „Chciałybyśmy tyle zarabiać”"