Przed nami wybory do europarlamentu, potem do Sejmu i Senatu, więc kolejne obietnice rozdawnictwa temu i owemu pieniędzy podatników przez ekipę rządzącą Polską przestały nas już dziwić. W zasadzie to człowiek włącza TV i już się zastanawia ile i komu PiS i jego działacze zechcą “dać” w ramach kupowania głosów naiwnych. Pięćset złotych na kolejne pierwsze dzieci, “trzynastki” dla emerytów i rencistów, zwolnienie z podatku dla pracowników do 26 roku życia – żyć w państwie PiS, a nie umierać. Naszych hojnie wydawanych na zakup głosów rząd nie liczy, bo przecież to nie jego kasa. Ale za to skrupulatnie w PiS-ie liczą czy uda im się omamić wystarczającą liczbę obywateli. Bo co będzie, jeśli nie? Stracić władzę PiS boi się najbardziej. No to może więcej głosów “kupić”? W zasadzie – czemu by nie? Podatnik zapłaci, a po nas choćby i potop.
Swego czasu w mediach społecznościowych ktoś prześmiewczo nawoływał, by rząd przyznał 500+ na każdego kota właścicielom tych skądinąd sympatycznych zwierzaków. PiS tematu nie podjął, ale być może kiedyś się nad tym pochyli. Bo w Polsce sporo jest miłośników kotów, a nie wszyscy koniecznie są bogaci, to i 500 złotych na każdego mruczka niewątpliwie by się przydało. Nie brak nam też rowerzystów, a dobry rower i akcesoria kosztują, więc cykliści też by na pewno nie pogardzili pięćsetką na miesiąc, no choćby i na kwartał. Wielu Polaków pali papierosy. Uleganie temu nałogowi kosztuje, więc palacze też na pewno nie odmówiliby pięćsetki. A jak nie, to chociaż 300 złotych, bo przecież się przyda! Ach, prawda, są jeszcze ci, którzy lubią wypić. Niektórzy przy tym nie lubią pracować, ale to nie szkodzi, można by im dać parę groszy z kieszeni podatników, niech mają chociaż na kaca, żeby na wybory jakoś doszli. Bo przecież każdy głos się liczy, a to i tak z naszego, więc…
Jakby tak pomyśleć, to PiS ma jeszcze – niestety – całkiem spore pole do popisu i ogromną rzeszę tych, co by im można było “dać”. Znacznie gorzej jest z tematem skąd brać, bo na opowieści o tym, jakie państwo ma dochody z racji “uszczelnienia” VAT-u nie łapie się już chyba nikt poza ludźmi całkowicie oderwanymi od tej tematyki. Tym w zasadzie też można by dać, a co? Za samą wiarę w tę VAT-owską baśń!
Problem w tym, że każda baśń jakoś się kończy i naiwne dzieci zwykle cieszą się, gdy kończy się dobrze. Niestety w życiu, a już szczególnie w ekonomii rozdawanie kasy podatników bez ładu składu, żeby zaskarbić sobie głosy nie kończy się nigdy dobrze. Podobnie dobrze nie kończy się życie ponad stan. A czy nam się to podoba, czy nie i czy przyjmujemy to do wiadomości czy nie, pod rządami PiS – żyjemy na kredyt. I niewykluczone, że rząd zafunduje nam kolejną falę rozdawnictwa.
A jak się kończy taki “sen o kasie za nic” przekonali się boleśnie Grecy. W ich pięknym i zdawałoby się płynącym mlekiem i miodem państwie doprowadzono do sytuacji skrajnego kryzysu. Każdy chętnie brał, bo “dawali”, nikt nie myślał skąd to, czyje to i kto za to płaci. Teraz niestety zapłacą mieszkańcy Grecji i sam Zeus tu nie pomoże, a nektar i ambrozja z Olimpu bynajmniej nie spłyną. Zamiast tych słodkości przychodzi Grekom przełykać gorzkie łzy i zaciskać pasa, bo już nikt nie “da”, bo nie ma! Jeśli zatem nie myślimy tylko o dniu dzisiejszym, ale też o przyszłości Polski, także dla kolejnych pokoleń, to nie sprzedawajmy naszego głosu w wyborach za rzekomy “datek” rządu, bo to nie datek, tylko wydatek – nasz i naszych rodzin, za który w przyszłości słono zapłacimy.
Redaktor Monika Kamińska



12 Responses to "500 plus dla palaczy i rowerzystów"